Land of Falls
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Fat Angel.

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Duncan
Barman
avatar

Liczba postów : 42
Join date : 13/01/2018
Skąd : Kanada.

PisanieTemat: Fat Angel.   Wto Sty 23, 2018 4:07 pm

First topic message reminder :

Bar, w którym Duncan pracuje od prawie dwóch lat. Niewielki lokal należący do kobiety w średnim wieku, która sama często korzysta z usług swoich barmanów. Miejsce nie jest zbyt popularne wśród młodych, ale ma sporą ilość stałych klientów, którzy pozwalają mu przetrwać. Popularne wśród klienteli jest korzystanie ze starej szafy grającej. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Dixit
Różany sadysta
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/12/2017

PisanieTemat: Re: Fat Angel.   Pon Sty 29, 2018 10:30 pm

Skończyła mu się woda, więc zaczął bawić się cytrynką, która teraz leżała na dnie szklanki i przesuwał ją w różne strony swoją rurką. Lód już praktycznie całkowicie się roztopił, choć i tak jego rola się zakończyła. Co jakiś czas zerkał na barmana, aby obserwować zmianę mimiki na jego twarzy, jednakże powoli zaczynał przyzwyczajać się do faktu, że raczej nie da rady zobaczyć niczego innego na tej twarzy, niż sztuczne szczęście.
-Oczywiście. - Uśmiechnął się przekornie. To w sumie było do domysłu. Musiał pić alkohol, skoro mógł określić czy jest dobry czy nie.
Młodzieniec teraz włożył do buzi po prostu pustą rurkę, jakby chciał się sam uciszyć. Po chwili zaczął stukać palcem wskazującym prawej ręki w stół, szukając coraz to nowych rozwiązać aby zająć czymś swoje dłonie. Było to zadanie trudniejsze z każdą, przemijającą sekundą. Zaskoczyła go lekko odpowiedź na następne pytanie, jednakże po chwili zdołał wrócić do swojego, nikczemnego uśmiechu. Cóż, najwyraźniej barman nie był aż tak zadowolony ze swojej roboty.
-Haha, moje szczere kondolencje. - zaśmiał się cicho, wyciągając w końcu rurkę ze swojej buzi i wkładając ją z powrotem do szklanki. Oczywiście szczerości w tym zdaniu nie było żadnej, bardziej nuta ironii i drwiny. Cóż, nie każdemu udaje się dostać na tyle ciekawą pracę, aby być usatysfakcjonowanym. W takim razie młodzieniec mógł się cieszyć przywilejem właśnie takiego życia. Jak niewiele trzeba do szczęścia.
Następne stwierdzenie spowodowało jedyne jeszcze większe rozbawienie u rudowłosego chłopaka. Bardzo często słyszał od ludzi, że albo nie mają zamiaru z nim rozmawiać, albo w wypadkach prawdopodobnie kryzysowych zamienią słowo. Tym razem była to nuda.
-Oya, oya, to ja nie jestem pewien, czy powinienem ci zajmować więcej czasu. W końcu sam tak doskonale się bawisz. - Uśmiechnął się tak niewinnie, jak tylko umiał, choć ton brzmiał nieszczerze... jak zawsze. Najchętniej wstałby teraz i wyszedł, ale jeszcze nie nabawił się wystarczająco. Zresztą, musiałby wstać, a jest w tym momencie na to za leniwy. Rozważał przez chwilę, czy nie wziąć kolejnej szklanki wody, jednakże koniec końców zdecydował, że jedna wystarczy. -Wiesz panie kelnerzyno, gdybym nie był znudzony, to tak długo nie zabawiłbym w tym miejscu. Najwyraźniej mamy zbieg okoliczności. - Z początku faktycznie był w złym humorze, jednakże ten zawsze mu szybko przechodzi i zastępowany jest przez poszukiwanie czegokolwiek dostarczającego rozrywki. -Właśnie, właśnie. - Zaczął nagle, jakby przypomniał sobie coś bardzo ważnego. -Jakie jest twoje imię, panie młody kelnerze? - Pytał o to tylko ludzi, których zechciał zapamiętać, a nie było ich wiele. Czy to zaszczyt w takim razie? Z pewnością nie....
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Duncan
Barman
avatar

Liczba postów : 42
Join date : 13/01/2018
Skąd : Kanada.

PisanieTemat: Re: Fat Angel.   Sro Sty 31, 2018 9:11 pm

Podążał leniwie wzrokiem za cytryną, a potem rurką. Jak kot obserwujący swoją ofiarę, przygotowując się do ataku. Niestety jednak nie był kotem, a Rudy nie był gryzoniem, więc sytuacja nie mogła zostać rozwiązana skokiem w przód i ugryzieniem ofiary w szyję. Od razu skojarzyło mu się to z wampirami, a to poskutkowało brzydkim grymasem, który wykrzywił mu twarz. Zdecydowanie musiało to wyglądać dziwnie z perspektywy innego człowieka.
Obrócił się, widząc kątem oka poruszenie z lewej strony. Klient stał z pustym kuflem i uśmiechał się typowym dla ludzi pod wpływem uśmiechem. Podszedł do niego powoli, chcąc w ten sposób kupić jak najwięcej czasu. Liczył na jakieś poważne zamówienie, ale został zawiedziony. Tylko więcej piwa. 
Westchnął pod nosem i wrócił już szybciej, tym razem zirytowany. Nalał trunku, podał go klientowi i wrócił na pole bitwy z Rudym. Popatrzył w intensywnie zielone oczy, zastanawiając się do jakiego kamienia szlachetnego mógłby porównać ich kolor. Odpływanie myślami w ten sposób było dla niego zupełnie typowym i nie wyjątkowym zachowaniem. Nie znał zbyt wielu kryształów, więc po chwilowym przeszukiwaniu pustej głowy pozostał mu tylko szmaragd. Po powrocie do domu musi poszukać jakiegoś lepiej pasującego kamienia.
Dziękuję – zapewne powinien był podziękować za kondolencje. Coś świtało mu w głowie, ale był to pierwszy raz, gdy je odbierał, a nie składał. Słowa były jednak puste i miały tylko zapełnić ciszę, która nastała, gdy odszedł i pogrążył się w myślach. 
Zasadniczo to tak, samotność zdecydowanie bardziej mi odpowiada – to z kolei nawet nie miało brzmieć niemiło; po prostu stwierdzał fakt. Ciężko były podpasować mu swoim charakterem, a to zdecydowanie nie była taka sytuacja. Był introwertykiem i nie za bardzo odpowiadały mu momenty, w których musiał rozmawiać albo, co gorsza, kogoś zabawiać. W głowie usłyszał brzęk pieniędzy, gdy pomyślał o uciekającym napiwku. W tym momencie jednak cenił sobie własne samopoczucie nad pieniądze. – Niezwykły zbieg okoliczności – kolejne puste słowa bez brzmienia. Znowu wybiegał myślami, wzrokiem podążając za dymem papierosowym unoszącym się nad jednym z klientów. Nagle uświadomił sobie, że jest w nostalgicznym nastroju i najchętniej uciekłby z tego miejsca, by w samotności zająć się sam sobą. Czyli jego ulubiony sposób spędzania czasu, zaraz po pływaniu.
Duncan. Duncan Ryland. Ryland to nazwisko – wszystko wypowiedziane powoli, przeciągając samogłoski. Daaan-kaaan. Leniwie, jakby nie skupiał się za bardzo na tym, co mówi. I tak zresztą było. Dlatego dopiero po paru, parunastu sekundach zorientował się, że powinien zapytać o imię Rudego. – A ty? Jak się nazywasz? – doprecyzował, aby uniknąć pomyłki. W sumie kto pomyliłby się w takiej sytuacji? Przed oczami pojawiła mu się własna twarz. Zdecydowanie jemu mogłoby się zdarzyć coś takiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dixit
Różany sadysta
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/12/2017

PisanieTemat: Re: Fat Angel.   Sob Lut 10, 2018 3:14 am

W końcu przestał się bawić szklanką i odłożył ja na bok, i tak była pusta. Wszystkie zabawki zaczynały się kiedyś nudzić, a w przypadku rudowłosego działo się to wyjątkowo szybko. Tak, niestety miał dość słomiany zapał w stosunku do wielu rzeczy.
Słysząc odpowiedź na swoją, następną uwagę westchnął cicho.
-I tak nie chce mi się stąd ruszać. - Rzucił, skoro jego obecność nie zrobiłaby żadnej różnicy. A na razie Dixit nie miał zamiaru podejmować żadnego, niepotrzebnego wysiłku, jeśli nie przyniosłoby to ciekawego efektu. Odpowiedzi jego rozmówcy były puste i bez wyrazu. Denerwował go szczerze taki rozwój wydarzeń, choć starał się tego po sobie nie pokazywać.
-Może zapamiętam, kelnerzyno. - Uśmiechnął się przekornie, słysząc w końcu imię rozmówcy. Właśnie... istniało duże prawdopodobieństwo, że zapamięta. To jednak niestety nie znaczyło, że zacznie się teraz zwracać po imieniu. Jak już uparł się na jakąś ksywkę, to tak łatwo jej nie zmieni. -Ciekawyś? Chciałbyś wiedzieć? - Odezwał się po chwili rozbawiony, zapytany o własne imię. Zdawał sobie sprawę, że to pytanie rzucono w czystej odpowiedzi na jego poprzedni zwrot, może nawet po prostu z grzeczności. -Dixit. Dixit Crarie Lermont. -Podparł się ręką, jeszcze przez chwilę wpatrując się w swojego rozmówcę. W końcu jednak podniósł się z krzesła. Robiło się coraz później i przydałoby się już wracać. W domu trzeba jeszcze podlać wszystkie kwiatki. -Wdzięczny jestem wielce za rozmowę, panie kelnerze. Nawet nie było aż tak źle. - Wyciągnął portfel, aby po chwili położyć na barze zapłatę za wodę wraz z niewielkim napiwkiem. -Ale... następnym razem wygram. - Stwierdził pewnym siebie tonem. Nie wiedział, czy jego przekaz został zrozumiany, jednakże to było bardziej postanowienie, które złożył samemu sobie. Tym razem nie udało się wyprowadzić Duncana z równowagi, jednakże rudowłosy nie należał do tych, którzy łatwo się poddają. Nie lubił przegrywać. -Do zobaczenia. - Cóż, nawet jeśli jego obecność nie była mile widziana, to jeszcze kiedyś się z pewnością tutaj zjawi.
W końcu młodzieniec ruszył w stronę, wyjścia, zanim jednak opuścił lokal, to rzucił jeszcze w stronę barmana.
-Przydałoby się wam tutaj więcej roślin. - Musiał to skomentować. Dopiero po tych słowach opuścił bar.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Fat Angel.   

Powrót do góry Go down
 
Fat Angel.
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Mystery Town :: Gravity Falls :: Centrum miasta-
Skocz do: