Land of Falls
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 From the little spark may burst a mighty flame.

Go down 
AutorWiadomość
Alan
Feniks
avatar

Liczba postów : 8
Join date : 14/02/2018

PisanieTemat: From the little spark may burst a mighty flame.   Nie Lut 18, 2018 6:22 pm























Tylko nieliczni znają jego imię, którego on sam chce zapomnieć, jak i o jego znaczeniu. Nie chce się z nim identyfikować, wręcz pluje na nie jadem, czując przy tym wstręt do gatunku, przez który jest skazany na niekończącą się mordęgę. Jego imię brzmi Aliah, jednakże w przeciwieństwie do jego przesłania wystrzega się zła i plugastwa. Zmiana swojej godności była tylko kwestią czasu, więc od kilku dekad przedstawia się jako Alan Nixon. Zdecydowanie bardziej komfortowo się w nim czuje niż przy poprzednim.
Fizycznie wygląda na młodego, choć już wiele przeżył, wegetując ciągle to nowym życiem, imitując żywot zwykłego człowieka, mimo iż on sam jest przedstawicielem grupy potworów.
Żadna praca mu nie straszna, zwłaszcza że ma naprawdę srogą paletę doświadczenia w różnych specjalizacjach, choć jemu osobiście bardzo przypadł do gustu branża muzyczna, a dokładniej DJ'a, lecz na obecną chwilę pracuje jako magazynier pobliskiego marketu.



FENIKS — nieśmiertelny, okryty żarliwym ogniem i piórami ptak. Jego gatunek jest bardzo rzadki, że można zliczyć na palcach jednej reki, a nawet nie, ponieważ jest on jedyny w swoim rodzaju. Nie ma drugiego przedstawiciela tego gatunki i nigdy nie będzie.
Wielu ludzi kojarzy owe mistyczne stworzenie z ogniem i wiecznym życiem, tak też właśnie jest i w tym przypadku, lecz dalszym ciągu pozostają rzeczy, o których rasa ludzka nie ma bladego pojęcia.
Alan przynajmniej co osiemnaście lat jest zmuszony do „odrodzenia się”, ponieważ w swoich ostatnich miesiącach życia coraz to bardziej słabnie, czując zbliżającą się śmierć. W takich chwilach przygotowuje stos ofiarny, przy którym zajmie się ogniem i zmieni się w proch, z którego w przeciągu kilku dni powinien się na nowo narodzić jako małe pisklę. Wcześniej jego stosy składający się z bukietu ziół o właściwościach leczniczych, który przyśpieszały jego odrodzenie. Ten sam proces również nastąpi, gdy ten odniesie zbyt duże obrażenia, że nawet jego regeneracja nie będzie w stanie mu pomóc wyjść z tego cało.
Jego okres dojrzewania przebiega dość szybko i wystarczają mu dwa lata, aby w pełni dorosnąć, odzyskując przy tym możliwość zmiany ze swej pierwotnej postaci do ludzkiej, wyglądając ponownie na młodego i zdrowego osiemnastolatka, którym pozostanie do następnego końca. Wszystko tylko po to, by znów zatoczyć swój cykl śmierci i narodzin z popiołów.
Niestety każde spopielenie ma w sobie haczyk w postaci utraty częściowej pamięci z poprzedniego życia. Jest to istna loteria, ruletka gdzie istnieje pięćdziesiąt procent szans na to, że Alan zachowa swoje wspomnienia bądź też nie. Kiedy następuje ten gorszy scenariusz, przeważnie traci te milsze chwile z osobami, z którymi miał wtedy styczność.


POTĘGA FENIKSA — całkowita kontrola nad ogniem i jego pośrednikiem, jakim jest dym. Żywioł jest mu zupełnie posłuszny i nie jest mu w stanie zrobić krzywdy w przeciwieństwie do innych ras, których to może jak najbardziej oparzyć czy też zwyczajnie ogłuszyć siarkową bombą za pomocą właśnie dymu. Można powiedzieć, iż w całości składa się z płomieni i spalenizn, a jego ludzka forma jest jedynie powłoką, która utrzymuje całą tę siłę żywiołu, ale fakt, faktem wróćmy na właściwsze tory.
Zaczniemy może od ognia, którego może bezproblemowo przywołać i manipulować wedle własnego uznania. Sam może zając się ogniem, będąc wręcz chodzącą pochodnią, którą nawet własne ubrania nie zmienią się w popiół, gdyż ten im na to nie pozwala. Wszelkiej maści fireball'e czy ściany ognia z miana fantasy są dla niego czymś prostym. Mimo potęgi o niszczycielskiej siłe, jaką ma w sobie ogień, sam Alan mało kiedy z niego korzysta, zresztą, bo i po co? Zapalniczkę w razie czego ma, gorzej, gdyby mu się skończyła!
Natomiast z dymem ma całkiem duże pole do popisu, zwłaszcza jeśli chodzi o przemieszczanie się czy otumanianie wroga. Doprawdy jest tego masa, co czyni go plusem i w przeciwieństwie do ognia bywa przez niego częściej stosowanym, choć bardziej w celach skradankowych. Oj, chłop się wtedy nieźle kopci. Alan może stać się chmurą dymu i popiołu by z banalną łatwością przemieszczać się tam, gdzie wcześniej nie miał dostępu, a z pomocą wiatru wbić się w powietrze. Czy też po prostu stać się istną zasłoną dymną dla towarzyszy, choć ci bez masek czy chust mogą się udusić.
[Ograniczenia - 4 posty użytkowania; 3 odpoczynku]

REGENERACJA — naturalnie, że chłopak obrywa, kiedy ten nie pilnuje swojego dupska czy wdał się w bójkę. Wszelkie małe bądź średnie rany są natychmiastowo zeżarte przez ogień, natychmiastowo lecząc nabyty jeszcze chwilę temu uszczerbek. Jednak przy większych ilościach czy ogółem obrywając dość solidnie, to wiadome jest, iż jego leczenie będzie ciut wolniejsze i musi odczekać chwilę, nim ponownie wróci mu zdolność błyskawicznego leczenia.
[Ograniczenia - 2 posty użytkowania; 3 odpoczynku]

ZMIANA — nie ma co tu się zbytnio rozpisywać, posiada umiejętność zmiany z feniksa na człowieka i na odwrót. Przez ostatnie lata nie używał jej prawie wcale, gdyż nie czuł takiej potrzeby i sam też zresztą nie chciał. Ciekawostką jest to, iż po odrodzeniu swoją zdolność zmiany w człowieka odzyskuje dopiero po przekroczeniu dwóch lat. Nigdy wcześniej, nigdy później, przez co chcąc nie chcąc i tak jest skazany na formę ptaka, nawet jeśli na tak krótką chwilkę.
[Ograniczenia - brak]


WODA — największa zmora ze wszystkich, która robi mu największą krzywdę na świecie. O ile ogień nie zrobi mu żadnej szkody, tak woda, jak najbardziej. O ile w małej ilości nie robi mu jakieś wielkiej krzywdy, tak przy większej może się skończy oparzeniem porównywalnym do tego, gdy człowiek oberwie ogniem. W dużej ilości może mu grozić nawet oparzenie trzeciego stopnia, a na domiar złego jego regeneracja jest pięciokrotnie wolniejsza niż przy innych obrażeniach.

TYTOŃ — papierosy czy inne wyroby tytoniowe są jego nawykiem, gdzie dzień bez nich jest dniem straconym. Może i jest od tego uzależniony i pali niczym smok, lecz on naprawdę uwielbia ich zapach i smak. Dzięki nim przeważnie potrafi odnaleźć się w swoim dumaniu nawet o niczym. Niestety, nie jest jego ambrozją, z którą można go zniewolić czy omamić, aczkolwiek skusi się chętnie na tego papieroska przy pogadance o interesach czy innych pierdołach.

KOSZMARY — często przez nie źle sypia czy też w ogóle, ponieważ dręczą go nader często. Przeważnie są to senne mary dotyczące wszelkich zdarzeń czy decyzji z przeszłości, przynoszące okropne czy nawet okrutne konsekwencje, z których Alan nie jest dumny i żałuje. Ostatnio też miewa koszmary obejmowane Ethanem i Meg, których się śmiertelnie obawia.


Alan to chłop, którego nie trudno przegapić, zwłaszcza patrząc na jego wzrost. Nie jest może Guliwerem, aczkolwiek nie łatwo go przeoczyć w tłumie. Aktualnie ma sto osiemdziesiąt cztery centymetry wzrostu, przy wadze osiemdziesięciu kilogramów, choć i ona czasem się waha, zależności od tego, czy młody regularnie jada czy ćwiczy, gdyż czasem mu się zapomina bądź zbyt długo nad czymś rozmyśla, co ostatnimi czasy miewa bardzo często. Skoro już jesteśmy przy jego sylwetce, to wypadałoby co nieco powiedzieć też o jego budowie. „Młody” Feniks w ludzkiej postaci posiada urodę, jak i karnację całkiem podobną do tych od rdzennych amerykanów — rdzawoczerwoną, która często w przeszłości robiła niezrozumianą dla niego furorę, przeważnie w Azji czy w Europie. Al może się poszczycić — nie na miarę bokserów czy strongmenów, bez przesady — mięśniami, na które to sam napracował, w miarę na bieżąco uprawiając jakikolwiek sport, który to wspomógł jego kondycję. Zresztą całkiem niedawno zaciekawił się Parkourem, gdzie na ten moment jest całkiem miłą odskocznią od reszty.
Jeżeli chodzi o włosy, to cóż, nie ma co tu wiele opisywać, gdyż są po prostu zwyczajne. Niegdyś sięgające mu do ramion ciemnobrązowe włosy, z których kiedyś mógł zrobić schludny i krótki koński ogon, teraz skrócone o połowę i bardzo mocno zacieniowane, sprawiając wrażenie, iż Alan ma cienką strukturę włosów. Kitkę rzecz jasna może zrobić, lecz bardziej przypomina prowizoryczny pędzelek, choć dla niego to żadna strata, skoro częściej włosy są pod jego — już jakże ikoniczną — czerwoną czapką, z którą się nie rozstaje, gdyż jest zajebista... i tyle. Grzywkę rzecz jasna posiada, choć jest niewidoczna z wiadomego powodu. Tego samego koloru co włosy są jego oczy, choć z odrobinę jaśniejsze. W ciągu kilku ostatnich dni dorobił się worów pod nimi, nie są jakoś specjalnie widoczne, lecz to tylko kwestia czasu, ponieważ jest to jeden z pierwszych sygnałów ku zbliżającemu się zgonu.
Alan bezapelacyjnie obrał sobie styl grunge, choć, prawdę mówiąc, nie miał o tym bladego pojęcia, dopóki mu ktoś tego nie powiedział. Jego podejście się jednak nie zmieniło, grunt by było mu wygodnie, czyż nie? Rzecz jasna zawsze ma na sobie jeansową kamizelkę z różnymi przypinkami przedstawiające, a to logo danego zespołu bądź gry komputerowej. Pod nią przeważnie obszerna bluza i koszulka, a na nogach zwykłe jeansy.Jego szafa wręcz „pęka w szwach” względem kolorystyki jego ubrań, gdyż utrzymane są głównie w ciemnych kolorach. Mało kiedy można dostrzec coś jaśniejszego, ponieważ wedle niego „kłują mu w oczy”. I na tym skończymy.


Uhuhu, ten ptaszek ma dość gorący temperament i nie pozwala sobie w kaszę dmuchać w różnych kwestiach, nawet jeśli nie ma w danej sytuacji racji, przez co nie raz, nie dwa przez swój cięty język miał kłopoty, o czym świadczą dość przykre wspomnienia z nieudanych potyczek z danymi mistycznymi stworami. Oj, ale dupsko go boli na samo ich wspomnienie.
Wydaje się być nader pewny siebie i jak najbardziej lubi stawiać takie pozory, mając przy tym różne intencje. Czy tylko po to, aby oszukać rozmówcę, czy też okazać wsparcie w postaci takiej właśnie postawy. Uwierzcie mi, nie raz to mu uratowało dupsko, patrząc na jego uczynki. Dziwne, że jeszcze nie zagościł w więzieniu, za co poniektóre porachunki, chociaż pewnie by i tak „zwiał”.
U Alana również można dostrzec jego gołębie serce, choć rzecz jasna ukazuje je w dość odrębny i na swój sposób. Fakt, faktem są one szczere, będąc przy tym zawsze skory do pomocy czy to bliska mu osoba, czy też zupełnie obca mu persona — nie odmówi pomocy, nawet jeśli na twarzy ma wymalowany grymas niezadowolenia.
Z początku tego nie widać, lecz jest typowym samotnikiem i wolnym strzelcem, który to zawsze idzie w samotny bój ku nieznanemu, mając przy tym większy bądź mniejszy cel, przez co z trudem przyjmuje pomoc, lecz nawet on sam wie, że czasem trzeba własną męską dumę upchać głęboko w kieszeń i przyznać się do swojej niemocy czy porażki. Poufnie nie ukazuje tego, jak inteligentny i przebiegły jest w swoich działaniach, choć czasem pozwala wyjść na typowego chuja czy cepa, zwyczajnie dla samej zabawy.
Odjebałeś grubą akcję przy nim i jemu definitywnie nie było do śmiechu? No cóż, Alan potrafi być narwańcem jakich mało, rzuci się po prostu o wszystko, co mu się nie podoba, nie bacząc na konsekwencje, które niczym rosyjska ruletka mogą mu przynieść korzyści bądź też nie. Przeważnie uczy się na swoich błędach, ale no wiadomo jak z jego pamięcią, może bywać różnie i niektórych swych lekcji najzwyczajniej zapomni. Zatem, nigdy nie jest za późno na kolejną nauczkę!
Wredotą i jest, ale bardzo kochanym dla poszczególnych osób, tych o „szlachetnych” sercach, wychodząc na takiego pupilka, troszcząc się i dbając o przyjaźń, mimo iż, skrycie boli go fakt, że prędzej czy później czeka go rozłąka z tymże jednostkami.


Aliah wiele przeżył i wiele zapomniał, czyniąc jego przeszłość dość zagmatwana, niejasną do wszelkich wspominek. Ilość luk jest zbyt wielka, by ten mógł z nich utworzyć jakąś logiczną całość, które to wyjaśniłyby co poniektóre zdarzenia z danego okresu. Przebudzenie, chwila samotni i nagle ni stąd, ni zowąd walka? Co było przyczyną? Nie miał bladego pojęcia i jak na złość nigdy się tego nie dowie, a takich przypadków jest wiele, więc stratą czasu by było wspominanie tego, co kiedyś było, skoro można opisać jego aktualną linię życia.
Przez ostatnie dwadzieścia lat jego rutyna zbytnio się nie zmieniła, obrócił się w proch, aby ponownie z niego powstać. Dwa lata minęły dość szybko, ponownie wrócił jako młody i pełnej werwy człowiek. Nowe życie, nowe doznania... kiedyś by się z tego cieszył, lecz od dłuższego czasu nie czuł tego szczęścia. Nie utracił wspomnieć z poprzedniego cyklu, zapamiętał każdy szczegół.
Odrodził się w Anglii, okolicach Londynu, gdzie przez ostatnie lata toczył życie. Spotkał wiele, przeżył wiele, lecz nic go tu nie trzymało. Rok mu zajęło, by w końcu zdecydować się o ponownej podróży, aby znaleźć sobie nowe gniazdko i tam pobuszować tu i ówdzie. Niczym jakiś pustelnik. Nie przeszkadzało mu to zbytnio, w końcu lubił włóczyć się po świecie.
Zdecydował się na Stany Zjednoczone, od kilku dekad planował ponowny powrót w tamte strony, lecz zawsze odkładał na późniejsze terminy. Sam zresztą nie ma pojęcia, dlatego tyle zwlekał z powrotem. Przypuszczał, iż kiedy ostatnim razem tam był musiało wydarzyć się coś nieciekawego i chciał się dowiedzieć czemu. Na odpowiedź musiał parę lat czekać, a raczej na kogoś, kto mu takowej udzieli. Wystarczyło przypadkowe spotkanie.
Jedno było pewne — w przeszłości zadarł z kimś, z kim pod żadnym pozorem nie powinien. Nie miał możliwości przypomnienia sobie punktu zaczepnego, nic co by mu dało wskazówkę, dlaczego potwór, z którym aktualnie miał styczność, był negatywnie do niego nastawiony, ba, wręcz agresywnie nie dając feniksowi żadnych szans na zrozumienie sytuacji.
Żywiołak wody zdecydowanie dominował w tej walce, biorąc pod uwagę fakt, że owa ciecz jest w stanie Alanowi zrobić naprawdę dużą krzywdę, o czym sam jegomość miał pojęcie i przede wszystkim lepszą pamięć nić sam ognisty ptak. Był na przegranej pozycji, lecz uparcie się bronił, wcześniej próbując dość po porozumienia, a kiedy słowa już nie były w stanie wiele zdziałać, sam dołączył do tej nierównej potyczki. Niewiele potrzeba było, aby go ocucić, iż ten wybór był istnym szaleństwem i głupotą, mimo dumy musiał się wycofać, uciec, gdyż odniósł poważne rany, a jego regeneracja w ślimaczym tempie goiła nabyte okaleczenia. Nie miał wyboru i pomimo niechęci musiał spierniczyć w postaci feniksa, choć nie był w najlepszej kondycji, jednakże zaryzykował. Wiatr przynajmniej w tej jednej chwili mu sprzyjał, dzięki czemu wbił się w powietrze na tyle wysoko, że sam oponent nie zdołał go dosięgnąć. Ostatkiem sił zdołał uciec, choć nieszczęścia i większych cierpień nie było końca, lecz Al już wychwalał dzień przed zachodem słońca. Za szybko się ucieszył i nie myślał w tym momencie trzeźwo, dopóki nie usłyszał świst pocisku, a chwilę po nim następnym i przeszywający ból w prawym skrzydle, tracąc przez to równowagę, spadając przy tym na ziemie.
Momentalnie powrócił do swojej ludzkiej formy, łapiąc się za nowo nabytą ranę, wyjąc przy tym z bólu zupełnie jak zarzynane zwierze. Jego przemiana nie była kompletna, gdyż ranne i okryte ogniem skrzydło pozostało w formie feniksa. Kula przeszła na wylot, lecz żarliwe płomienia nie były w stanie zabliźnić ranę, gdyż dalszym ciągu zajmowało się oparzeniami w wyniku wcześniejszej walki. Dym wydobywał się z miejsca od postrzału, co nie było dobrym omenem dla feniksa.
Po dłuższej chwili usłyszał trzask gałęzi i szelest liści pod czyimś stopami. Ktoś się do niego zbliżał i czekała go konfrontacja z nieznanym, a sam z trudem podniósł się na równe nogi, rzucając bluzgami na prawo i lewo. Obawiał się wtedy, iż nieszczęsny żywiołak go wytropił i wrócił dokończyć porachunki, lecz na szczęście Alana był to ktoś zupełnie inny. Parę metrów od niego stali ludzie, kobieta i młody chłopak, z czego ten drugi na gwałt ruszył w jego stronę.
Nie podchodź! — krzyknął w jego stronę, choć z trudem to zrobił, dalszym ciągu łapiąc się za obolałe skrzydło. Był bliski omdleniu, a bolało go wszystko jak cholera, przez co nie zdołał się dłużej utrzymać na nogach, wnet upadając. Przypuszczał, iż zaliczy kolejną bolesną wywrotkę, jednakże nastolatek nie bacząc na wszechobecny ogień i dym w odpowiednim momencie go złapał. Jego ogniki w krótkiej chwili przygasły, dając mu do zrozumienia, że nie są w stanie w pełni go uleczyć, a przynajmniej na ten moment. Wyczerpał wszelkie swoje limity.
Tak właśnie zapoczątkowała się jego znajomość z Ethanem i Megan, którzy mimo jego „próśb” nie zostawili go w potrzebie, oferując mu pomoc, jak i dojście do siebie. Z początku nieufny wobec rodzeństwa, z czasem coraz bardziej był przyjaźnie do nich nastawiony, by następnie uznać ich za naprawdę godnych zaufania przyjaciół, a później rodzinę. Szybko stali się nierozłączną trójcą, a przynajmniej na kilka lat, póki nie zaginął młody Sims. Sielanka została zastąpiona falą płaczu i zgrzytania zębów, wywołana brakiem chłopaka. Pomimo zapewnień w postaci listu pożegnalnego ze strony brata Megan, ci zgodnie zdecydowali, aby go odnaleźć, nie bacząc na ryzyko. Bywały wzloty i upadki, lecz dwójka narwańców nawzajem dawali sobie wsparcie, aby nie podupadli na duchu i na przekór wszystkiemu dalszym ciągu szukali brakującego ogniwa ich grupki.

Już niedługo się zobaczymy, stary.


Przeważnie co osiemnaście lat powinien ulec spopieleniu, aby na nowo się odrodzić, aczkolwiek zdarzają mu się wyjątki, że mógł sobie pozwolić na dłuższe życie. Przeważnie o rok czasem dwa tak jak i w tym przypadku. Ma świadomość, że kończy mu się czas i musi się pośpieszyć z niedokończonymi sprawami.

Mówi się, że przyjaciół poznaje się biedzie. Alan się z tym, jak najbardziej zgadza, a już zwłaszcza w przypadku Meg i Ethana, którzy mu pomogli, gdy ten był jedną wielką kupą nieszczęścia. Miał wielu przyjaciół, których niestety przeżył, lecz z nimi czuję wyjątkową więź porównywalną do rodziny. W końcu jako jedni z nielicznych zaakceptowali go i obdarzyli ciepłem.

Jako taki z niego fan motocykli, co nie zmienia faktu, że podobały mu się te maszyny i ich warkot silnika, a jeszcze ten podmuch wiatru podczas jazdy to dopiero coś cudownego. Specem w motoryzacji nie jest, lecz chyba zacznie dla tych jednośladowych cudeniek. Sam zresztą jest dumnym posiadaczem — a bardziej z jego zakupu w rozsądnej cenie — Hondy CA 125 Rebel. Stary, ale jary.

Mimo iż zwiedził naprawdę kawał świata, to jednak uwielbia podróżować i poznawać może niekoniecznie nowe kawałki ziemi, a ludzi czy też nowości z rąk tejże rasy. Podróż połączony ze spontanem jest czymś, co mógłby robić cały czas, w końcu nie wiadomo co go spotka w gorącej Hiszpanii czy wypełnionym po brzegi Nowym Yorku.

Nie przepada za słodkimi wyrobami, napojami czy w ogóle cukrem. Od biedy da te nieszczęsne pół łyżeczki cukru do kawy czy herbaty, chociaż w jej przypadku woli słodzić miodem. To chyba jedyna słodycz, którą jest w stanie tolerować.

Pić wodę czy inne napoje rzecz jasna może, lecz by uniknąć jej styczności, używa wszelkich słomek, które pozwalają mu zapobiec jakiegokolwiek kontaktu z cieczą.

Dwanaście lat temu ubzdurał sobie, że chce mieć tatuaż i jak to u niego bywa, spontanicznie ruszył do pierwszego lepszego studia tatuażu. Sam nie wie, co to gówno na lewym przedramieniu konkretnie przedstawia... na pewno jakiegoś ptaka orło-kruko-tukano-dodo-podobnego. Fakt, faktem podoba mu się i nie żałuje, ma swój urok.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liro
Króliczy Admin
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 15/09/2015

PisanieTemat: Re: From the little spark may burst a mighty flame.   Sob Lut 24, 2018 10:35 am


_________________
#D44657

TAJNE KPPOSTAĆ CZŁOWIEKA POSTAĆ KRÓLIKA
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://mysterytown.forumpolish.com
 
From the little spark may burst a mighty flame.
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Mystery Town :: Zapisy :: Karty Postaci-
Skocz do: