Land of Falls
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ciemne knieje

Go down 
AutorWiadomość
Liro
Króliczy Admin
avatar

Liczba postów : 156
Join date : 15/09/2015

PisanieTemat: Ciemne knieje   Sro Gru 27, 2017 2:01 pm



Mroczna i gęsta część lasu, do której dociera bardzo niewiele światła słonecznego. Mało kto się tutaj zapuszcza, a żyjący tutaj prawdopodobnie szukali cichego i niezbyt odwiedzanego miejsca. Straszna, tutejsza atmosfera powoduje, że roznoszone jest o nim wiele, nieprzyjemnych plotek. Niektórzy mawiają, że raz zapuścisz się w ciemne knieje i nigdy z nich nie wrócisz, a po nocach słychać tutaj jęki zagubionych. Obeznani z lasem wiedzą jednak, że to nieprawda...chyba...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://mysterytown.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ciemne knieje   Pon Sty 08, 2018 10:18 am

Pomimo tego, że słońce jeszcze nie zaszło, a właściwie było dosyć wysoko na niebie, docierało tu niewiele światła. Jednakże, według Whitney, to właśnie tutaj miały znajdować się tajemnicze rośliny, których szukała. Zabrała go ze sobą raczej dla towarzystwa, bo nie miał pojęcia o jej tajemniczych ziołach. Magia była dla niego dość niejasna, choć rozpoznawał już parę z zaklęć rzucanych przez wiedźmę, na przykład tych ochronnych. Niektóre z run także były mu znane, ale było ich tak wiele, że jego wiedza nic mu nie dawała. Podziwiał czarownicę – ona znała się na tym doskonale.
Chwycił ją mocniej za dłoń, którą trzymał w swojej – różnica w temperaturze była ogromna. Jego była szorstka, chłodna i dość… martwa. A jej – miękka, przyjemnie ciepła, a jej uścisk delikatny. Rozglądała się z zainteresowaniem, a on sam jedynie wodził wzrokiem po okolicy. Dla niego wszystko wyglądało tak samo – jak chaszcze. Nie rozpoznawał żadnej z roślin, a sama okolica wydawała mu się jakaś nietęga. A był wampirem i ciemność nie była dla niego problemem. W powietrzu czuć było coś niewyjaśnionego, co mu się nie podobało. Coś w powietrzu sprawiało, że jego mięśnie były napięte, a on sam nasłuchiwał czujnie.
Odgarnął z twarzy włosy, które opadły na blade czoło. Poruszył ramionami w żałosnej próbie ich rozluźnienia, ale nic to nie dało. Nadal był spięty, co zdecydowanie było po nim widać. Im dalej zagłębiali się w krzaki, jak je w myślach nazywał, tym większy niepokój czuł. Odwrócił głowę do Whitney, gwałtownie stając. Spróbował wymusić uśmiech.
Znalazłaś już to zielsko? To w ogóle tutaj? – próbował nie brzmieć na zirytowanego, ale napięcie twarzy zdradzało, że nie czuje się w tym miejscu dobrze i wolałby wrócić do domu. – Nie, żebym cię pospieszał, ale… Nie czujesz tego w powietrzu? Tu jest dziwnie. – nie wstydził się swoich uczuć – nie przy niej. Znali się zbyt długo, żeby musiał próbować jej imponować odwagą. Albo w ogóle czymkolwiek.
Powrót do góry Go down
Whitney
Nieśmiertelna Wiedźma
avatar

Liczba postów : 5
Join date : 27/12/2017
Skąd : się biorą dzieci?

PisanieTemat: Re: Ciemne knieje   Pon Sty 08, 2018 11:38 am

Orientacja w terenie na słabym poziomie umiejętności to jedno, ale dziewczyna ponadto zawsze się rozpraszała. Widząc coś co zwróciło jej uwagę, nie potrafiła przejść obok tego obojętnie. Niekiedy powtarza sobie w głowie w kółko cel swojej podróży, co by zaraz się nie rozproszyć i nie zapomnieć co tak właściwie tutaj robi. Nie lubiła przychodzić w takie miejsca sama, była wtedy zbyt strachliwa. Z ciężkich, dynamicznych sytuacji zawsze wychodziła cało; była silna. Niejednokrotnie jednak przekręciła kark królikowi szeleszczącemu w krzakach - ze strachu, że to prawdziwe zagrożenie. Aby uniknąć takich sytuacji, obok siebie miała swoją opokę. Locke od pamiętnych czasów był dla dziewczyny wsparciem. Człowiek czuje się o wiele spokojniej, kiedy za rękę trzyma najstabilniejszy punkt życia.
Do lasu przyszli, jednakże nie w celu znalezienia jakiejkolwiek rośliny, a przedmiotów ukrytych tutaj. W miejscach w pełni pokrytych roślinnością nieciężko coś zgubić, gorzej znaleźć - zwłaszcza w tych, do których zazwyczaj ludzie boją się zapuszczać; dlatego łatwo tu coś ukryć! Whitney od lat analizowała skradzioną ciotce księgę w celu znalezienia jakichkolwiek słabości krewnej. Ta wycieczka, to zaledwie niewielki trop.
- Widzisz te wszystkie torfowiska? - zadała pytanie nie dając przy tym czasu na odpowiedź, od razu podbiegła gwałtownie do jednego z siedlisk i kopnęła w nie mocno ciężkim butem. Ziemia rozsypała się pod wpływem uderzenia, w środku dziury nie było nic poza kilkoma robaczkami, którym Whitney właśnie zniszczyła dom. Wróciła prędkim truchtem do swojej miłości i nachyliła się w jego stronę. - Irene gdzieś w tym lesie ukryła coś ważnego dla siebie. Jakiś przedmiot. Gdybym to miała, potrafiłabym ją zlokalizować. - powiedziała bardzo, bardzo cichutko. - Wyobrażasz to sobie? Koniec ze strachem każdego dnia, że jest gdzieś blisko! Miałabym tą kontrolę. - uniosła delikatnie kąciki ust i spojrzała dłuższą chwilkę na swojego wybranka i dodała. - Chcę żebyśmy byli bezpieczni.
Rozejrzała się po lesie i raz po raz pstryknięciem palców rozwalała kopce, doszukując się w nich czegoś ciekawego. Nie przejmowała się tym, że robi bałagan. To las, tu nic nie jest uporządkowane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ciemne knieje   Pon Sty 08, 2018 2:19 pm

Na jej pytanie nawet nie odpowiedział; z dwóch powodów. Po pierwsze – rzadko kiedy czekała na odpowiedź, a po drugie – nie odróżniał tych całych torfowisk od reszty wzgórków, pagórków i miniaturowych górek, które kształtowały rzeźbę terenu lasu. Jak dla niego to było tylko zwyczajne trawsko, trochę  ziemi i rozkładającej się materii. Nic nadzwyczajnego. A jednak ona skakała od jednego do drugiego, niszcząc kolejne miniaturowe wzniesienia. Szedł za nią powoli, obserwując ją i otoczenie. Jego wzrok był czujny, a on gotowy na błyskawiczną reakcję.
Podszedł bliżej jednej z kupek trawy, które ledwo przeżyły spotkanie z Whitney. Dostrzegł jakiś błysk, który wydawał mu się dziwny. Obiekt znajdował się pod warstwą gęstej trawy – dlaczego więc świecił? Ręką odrzucił resztki ziemi i wyjął, a właściwie wyrwał, książkę spomiędzy źdźbeł starej, brązowawej trawy. W rękach trzymał księgę. Jej złote litery lśniły dziwnym blaskiem; to pewnie to widział. Otworzył księgę, a ta momentalnie zapłonęła mu w dłoniach. Wypuścił ją gwałtownie i odskoczył, wydając zduszony wrzask. Nienawidził ognia, a ten nie wydawał mu się zwyczajnym ogniem. Rozejrzał się szybko, wzrokiem szukając Whitney. Widok zasłaniał mu jednak ogień i dym, który formował się wokół niego w kształt okręgu. Spojrzał z rosnącym przerażeniem na własne stopy. Stał pośrodku pentagramu, który płonął, powoli zajmując kolejne fragmenty trawy.
Och… – Wydał z siebie zduszony jęk; powoli ogarniała go panika. Co miał niby zrobić? Dym nie był raczej problemem – nie musiał oddychać. Ale ogień? Dlaczego akurat on? Nienawidził ognia i wszystkiego, co łatwopalne. A teraz stał pośrodku pożaru, który pełzł w jego kierunku, wcale się nie spiesząc. Jeśli nie spłonie, to umrze z szaleństwa. Kto wymyśla takie chore pułapki?
Spróbował wyciągnąć przed siebie dłoń, w kierunku płomieni. Były zdecydowanie gorące; może nawet cieplejsze od zwyczajnego ognia. A może po prostu mu się wydawało – z ogniem dużo styczności nie miał odkąd nie musiał palić w kominku. A może były to jakieś magiczne płomienie, które będą powoli trawić jego ciało, gdy on sam będzie umierał, a jego ciało będzie podejmować desperacką próbę regeneracji martwych tkanek.
Patrzył na Whitney ze strachem w oczach; dawno się tak nie bał, a ona musiała to dostrzegać, bo sama wyglądała na przerażoną.  Miał nadzieję, że ma pomysł na to, jak go stamtąd wyciągnąć. Żył już tak długo, a dał się nabrać na tak beznadziejnie prostą sztuczkę! Od dawna nie czuł się zagrożony. Był potężny, a ciotka różowowłosej nie próbowała im przeszkadzać. To uśpiło jego czujność. A teraz może przez to umrzeć! Nagle stał się zirytowany. Jak mógł nie pomyśleć, że to pułapka? Przecież czuł, że coś jest nie tak. Klął na siebie, jednocześnie rozglądając się dookoła ze zmarszczonym czołem. Czy będzie w stanie doskoczył do gałęzi drzewa nad nim? Były wysoko, a on ostatni posiłek jadł parę dni temu. Zgiął kolana i skoczył.
Powrót do góry Go down
Whitney
Nieśmiertelna Wiedźma
avatar

Liczba postów : 5
Join date : 27/12/2017
Skąd : się biorą dzieci?

PisanieTemat: Re: Ciemne knieje   Sro Sty 10, 2018 5:36 pm

- Jasny szlag, Locke! Przeszk... - huknęła głośno słysząc za sobą spory hałas.  
Dopiero sekundę później odwracając się przerwała w pół słowie i stanęła niczym sparaliżowana na widok tego co miała przed oczami. Odruchowo wyciągnęła przed siebie rozłożoną dłoń i złożyła ją w pięść, mając na celu stłumienie ognia magią. To nic nie dało, nic się nie wydarzyło. To nie był zwykły płomień. W chwili zrozumienia tego, na jej twarzy pojawił się grymas mówiący o lekkim wystraszeniu się. Niewątpliwie była to pułapka zastawiona przez Irene. Ktoś obcy zapewne nie podołałby, ale ona była jej uczennicą, wchłaniała jej wiedzę latami, wiekami. Kto inny jak nie właśnie ona we własnej osobie, miałby powstrzymać ten pożar? Obserwowała uważnie swojego życiowego towarzysza, jak to próbuje wydostać się o własnych siłach. Bezskutecznie, jednakże podsunął jej pomysł jak mu pomóc, a pożarem zajmą się za chwilkę; swoją drogą, owy się rozrastał. Przykucnęła na ziemi i przycisnęła dłonie do trawy, jakby wciskając ją z całych sił. Zmarszczyła brwi. W sytuacji kiedy choćby delikatnie zagrożone jest życie kogoś, na kim cholernie zależy, ciężko się skupić. Ludzie wtedy potrafią działać pod wpływem adrenaliny i robić niesamowite rzeczy - w przypadku czarownic jej pokroju, ból czy strach osłabiał. Wszczepiła się energią w korzenie drzewa, przyśpieszyła jego rozwój, aby tylko się rozrosło. Gałąź do której chwilę temu próbował doskoczyć Locke teraz była większa, stabilniejsza i bardziej w jego zasięgu.
- Spróbuj jeszcze raz! - krzyknęła, aby jej słowa przedarły się przez odgłosy palonego lasu.
Najważniejsze, żeby był obok niej, choćby kosztem całego lasu. Kiedy już będzie, będą mogli myśleć co dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ciemne knieje   Sro Sty 10, 2018 7:31 pm

Nie doskoczył. Palcami dotknął kory, której spróbował się chwycić. Paznokciami jednak nie był w stanie wczepić się w drzewo. Jedynie zaczepił jednym z nich o wystający element, łamiąc paznokieć w pół. Gdy upadł, nie spojrzał nawet na rękę. Spadł na tyle niefortunnie, że jego koszulka zajęła się ogniem. Zrzucił ją z siebie, jednakże ten zdążył oparzyć mu plecy; dość dotkliwie. W takiej sytuacji nawet nie zwrócił uwagi na pokaleczone dłonie, które leczyły się wolniej niż zwykle. Czuł pieczenie na plecach, gdy ciało powoli regenerowało bladą skórę. Wiedział, że oparzenie będzie na miejscu przez co najmniej tydzień. Zaklął szpetnie pod nosem, obracając się wokół własnej osi. Kopnął koszulkę w głąb ognia, jednocześnie rzucając na nią wściekłe spojrzenie spod zmarszczonych brwi. To przez ten cholerny, sztuczny materiał rana była tak dotkliwa.
Gdy zobaczył Whitney, która chwyta drzewo, nie zrozumiał, o co chodzi. Ale jej ufał. Wiedział, że wie, co robi – nie była pierwszą lepszą dziewczyną. Była inteligentną i silną czarownicą, której moc była ogromna. A on korzystał z niej i zawsze czuł się wtedy jak pijawka, jak pasożyt. Uważnie przyglądał się jej, a następnie podążył za jej wzrokiem – na gałęzie. Westchnął, zachwycony. Gałęzie wydłużały się, opadając powoli w stronę ognia. Gdy stwierdził, że były wystarczająco nisko – skoczył znowu. Skupił więcej energii na wyskoku i chwycił gałąź, podciągając swoje smukłe ciało. Usiadł na gałęzi i zobaczył, że listki powoli zajmują się ogniem; już widział ciemny dym, który się z nich unosił. Przeszedł wzdłuż grubej gałęzi do pnia, by skoczyć na ziemię; obok Whitney. Od razu chwycił ją i odskoczył do tyłu, uciekając przed opadającymi szczątkami drzewa, które zajęły się ogniem. Spojrzał na dziewczynę i odgarnął z jej twarzy włosy, spoglądając jej w oczy.
Nic ci nie jest? Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz? – wyrzucił z siebie słowa; szybko, niewyraźnie. Wiedział, że ona i tak je zrozumie. Przytulił do siebie jej ciało, chłonąc jego ciepło i wdychając delikatny, kwiatowy zapach jej włosów. Powoli się uspokajał. Gdyby oddychał, zapewne jego oddech byłby teraz urywany, a on sam musiałby się martwić efektami, jakie wywołałby na nim dym – ale przynajmniej tym nie musiał się martwić.
W końcu oderwał od niej wzrok i spojrzał na to, co powoli działo się z lasem. Ogień nieustannie posuwał się do przodu – początkowo zajął tylko niższe gałązki drzewa, które rozrosło się dzięki Whitney, ale teraz widział, że niedługo kolejne fragmenty puszczy zaczną płonąć. Zagryzł wargę.
Znasz jakieś zaklęcie, które to ugasi? To nie jest zwykły płomień – oboje o tym wiedzieli. A on sam czuł się niesamowicie nieporadny, gdy nie mógł polegać na swoich zmysłach, silne czy prędkości. No i cholernie bał się ognia. A to niedługo przerodzi się w ogromny pożar, o ile nie powstrzymają tej niszczycielskiej siły.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ciemne knieje   

Powrót do góry Go down
 
Ciemne knieje
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Mystery Town :: Dzikie tereny :: Lasy-
Skocz do: