Land of Falls
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Tajemnicza statuetka

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Liro
Króliczy Admin
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 15/09/2015

PisanieTemat: Tajemnicza statuetka   Sro Gru 27, 2017 2:14 pm



Gdzieś, głęboko w lesie, można znaleźć małą polankę, gdzie do połowy zakopana jest spora, kamienna statuetka. Stara już jest i porośnięta, choć wciąż można dostrzec trójkątną posturę postaci, jedno oko i wysoki kapelusz. Tutejsze okolice są częstym punktem spotkań dla niektórych stworzeń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://mysterytown.forumpolish.com
Koriko
Wilczy Bóg
avatar

Liczba postów : 174
Join date : 29/12/2017

PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   Nie Sty 14, 2018 2:24 am

Biedny, niczego nieświadomy Koriko.
Wsłuchiwał się w słowa Śnieżynki z taką uwagą, jakby właśnie ktoś zdradzał mu niezwykle ważną informację na temat boskiego panteonu. Być może tak właśnie było? Kto wie, w końcu ta cała bestia nazywana chihuahuą, rzeczywiście mogła mieć boskie korzenie. To z kolei znaczyło, że białowłosy zbaczał niebezpiecznie na tory. Może zaczynał coś podejrzewać? Jakby nie patrzeć, wilk przez własną nieuwagę ujawniał całkiem sporą ilość informacji, nawet jeśli nie dało się po zebraniu ich do kupy określić z całą pewnością jego tożsamości. Jeśli jednak istniał choć cień szansy, że chihuahua pochodził z boskiej rzeczywistości…
Poruszył się niespokojnie. Najrozsądniejszą opcją byłoby rzecz jasna ubicie bestii. Jeśli jednak rzeczywiście była tak potężna jak mówił Śnieżynka, w obecnej formie zwyczajnie nie miał z nią szans. W końcu nawet przez myśl mu nie przeszło, że białowłosy mógłby go w tej kwestii okłamać.
Więc nie zawsze masz na sobie tę… — urwał znowu nie wiedząc jak określić lodową warstwę na jego ciele, chroniącą go przed uderzeniami. Poruszał przez chwilę ustami, wyraźnie próbując je ułożyć w jakieś odpowiednie słowo, nim w końcu zamienił jakąkolwiek sensowną wypowiedź na sfrustrowane warknięcie.
"Mógłbym ci użyczyć mojego ciała do czego tylko zechcesz, ale nie zasłużyłeś."
Przekrzywił łeb na bok. W tym momencie ciężko było stwierdzić co dokładnie chodziło mu po głowie, ale jego skonfundowanie dorównywało temu, które odczuwały psy za każdym razem gdy właściciel pytał ich "Kto jest dobrym pieskiem?". Cholera, minęło tyle tysiącleci i nadal wielu jego towarzyszy nie było w stanie odpowiedzieć na to podstawowe zadane przez ludzi pytanie.
Jak się zasługuje? Nie żeby jakoś szczególnie mnie to interesowało — wcale nie był ciekawy. To że jego wzrok stał się tak intensywny, że niemalże wiercił dziurę w twarzy Śnieżynki, nie miało absolutnie nic do rzeczy. Białowłosy miał przeogromne pokłady wiedzy, której brakowało Koriko, pomimo tylu setek (tysięcy?) lat spędzonych na ziemi. Jeśli mógł się czegokolwiek nauczyć, zamierzał wykorzystać podobną okazję jak tylko się da.
Nie był jednak przygotowany na wybuch śmiechu. Zjeżył się momentalnie, odsłaniając kły i nachylił nieznacznie w jego stronę, zamiatając ziemię ogonem.

Śmieje się z nas.

Wyśmiewa.

WYŚMIEWA.

Nikt nie będzie się z nas śmiał.

Ma przyjemny śmiech.

Powinien za to zapłacić.

Z A P Ł A C I Ć.

Nagle Maze spoważniał. Jego nagłe zmiany mimiki sprawiały, że nie wiedział jak zareagować. W jednym momencie był gotów rzucić mu się do gardła, a w następnym słuchał cierpliwie wytłumaczenia nieznanego mu terminu. Wszystko to było zwyczajnie absurdalne, zupełnie jakby ktoś wrzucił go na rollercoaster i nieustannie to zrzucał z najwyższego punktu atrakcji, to zatrzymywał go na samym środku oznajmiając że dalej nie jedzie. Jak tak dalej pójdzie, sam nie będzie wiedział jak właściwie powinien się dalej zachowywać. Wysłuchał z uwagą o dziwnej mocy używanej przez chihuahuę.
Str…iptiz — powtórzył powoli z wyraźnym skupieniem. Brzmiał jak wyjątkowo skuteczna i warta nauczenia się metoda walki. Nie mógł sobie jednak przypomnieć która dokładnie istota zabijała w podobny sposób, choć skórowanie z pewnością nie było niczym nowym. Sam niejednokrotnie się go dopuszczał.
"Użyłem tego określenia, bo pomyślałem, że proponowanie byś się rozebrał, mogłoby być niestosowne."
Niestosowne? Wilki nieustannie biegały bez ubrań. Sam rozważał podobną opcję przez długi czas, lecz prędko nauczył się, że ludzkie ciała nie były przystosowane do takich też warunków. A przynajmniej nie zimą. Latem zdjęcie z siebie wszystkich tych niepotrzebnych warstw i wejście do strumienia było zdecydowanie najlepszym wyjściem ze wszystkich. Nie rozumiał co w tym niestosownego.
Dziwny jesteś — powtórzył już po raz drugi dzisiejszego dnia.
"Wiedziałem, że mnie polubisz."
Spojrzał na niego kątem oka, burcząc coś pod nosem. Ciężko było jednak rozróżnić jakiekolwiek pojedyncze słowa. Zdzielił go ogonem w kręgosłup w odpowiedzi na wcześniejsze klepnięcie w plecy i zmrużył nieznacznie powieki. Sam nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że tym razem nie zawarczał.
"Skoro ja podałem ci swoje imię, to byłoby miło, gdybyś zdradził mi swoje."
Więc tak to działało?
Skoro nalegał. Cały czas szedł przed siebie, rozglądając się na boki, by zlokalizować odpowiednią część lasu.
My wilki przywiązujemy olbrzymią wagę do imion. Jeśli je poznasz, musisz je wypowiadać idealnie i z szacunkiem. Ze swoim ludzkim językiem musisz się postarać, Śnieżynko. Słuchaj uważnie — zwrócił się w jego stronę, wydając z siebie całą serię krótkich dźwięków. Charkot, warknięcie, nagłe stłumienie, by warknięcie powróciło ze zdwojoną siłą. Cichy, przeciągnięty skowyt i krótkie ostre szczeknięcie. Spojrzał na niego wyczekująco.
Powtórz — wpatrywał się w niego z powagą i wyraźnym wyczekiwaniem, przystając chwilowo w miejscu. Widocznie nie zamierzał ruszyć dalej, dopóki ten nie dopełni jakiegoś dziwnego, wilczego rytuału którego nijak nie szło ominąć w momencie, gdy postanowił zdradzić mu swoje imię. Choćby miał tu zamarznąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maze
Wendigo
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 06/01/2018

PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   Nie Sty 14, 2018 3:32 am

Wyrzuty sumienia były dla niego czymś obcym. Pomyślcie o tym, jak ograniczone mamy pole manewru, kiedy pomyślimy o wszelkich granicach. Poza tym, nie zrobił mu przecież krzywdy. Nie powiedział, że widelce są po to, by wsadzać je w kontakty lub że najlepszy widok na ulicę jest spod kół autobusu. To były tylko niewinne żarciki. Jedynie żerował na niewinności kolegi, nic w tym złego. No dobra, może trochę, ale jedynym pokrzywdzonym to będzie potem Maze.
- Czasem mam, czasem nie mam. Jak lód uszkodzisz, to się nie odnowi aż do obiadu. Musisz dobrze trafić czasowo. – oczywiście, więcej informacji na ten temat nie udzieli. Po co? Już zgrabnie podpowiedział, że jak teraz mu przejedzie pazurami po twarzy to zostanie ślad. Wystarczy informacji na dzisiaj. Jeszcze się biedaczek nam przegrzeje. Mityczny dyktator lasu w postaci dziesięciometrowej parodii psa, tajemna sztuka ukryty chihuahua morderczy striptiz, za dużo informacji, jak na jeden dzień.
- Ja ci pomogłem, a ty rzuciłeś się na mnie, walnąłeś w twarz oraz wepchnąłeś do rzeki. Nie zasługujesz na nagrodę. – co prawda na część z tych rzeczy pewnie zasłużył, ale absolutnie się do tego nie przyzna. W swojej głowie pozostanie dobrym samarytaninem, który pragnął jedynie wszystkiego co najlepsze, dla innego stworzenia. Został jednak brutalnie zaatakowany. Cóż za okrucieństwo rządzi tym światem.
Jego imię nie wzięło się znikąd. Idealnie pasowało do tych wszystkich gierek, które prowadził z innymi. Cenił sobie fakt, że był trudny w obsłudze. Niektórzy tak są normalni cały czas? Ale jak to tak? A gdzie zabawa? Śnieżynka nie miał większych zahamowań i jeżeli stwierdził, to teraz jedziemy z dramatem, to i tak będzie. Mógł wyjść na dziwnego, niepoczytalnego, szalonego. Nieistotne. Grunt, że on odgrywa swoją małą sztukę, której interpretacja pozostawiona jest w rękach widza. Im bardziej absurdalna i abstrakcyjna, tym lepiej. Stabilność jest dla nudziarzy.
Dwa razy został nazwany dziwnym i dwa razy oberwał ogonem w dość krótkim czasie. Osobisty rekord. Ciekawe, jak wiele epitetów lub ciosów jeszcze zdoła przyjąć. Swoich słów nie planował cenzurować, łap przy sobie też zbytnio nie trzymał, a do tego żerował na niewinności. Aż dziwne, że jeszcze nie robi komuś za worek treningowy.
Kojarzycie czasem ten moment, kiedy na lekcji bądź wykładzie nauczyciel zarzucił jakimś zagadnieniem kompletnie z kosmosu i nie zrozumieliście, ani problematyki, ani celu ćwiczenia? Właśnie tak czuł się Maze słysząc ‘imię’ wilka. Zamrugał kilka razy i zmarszczył brwi wpatrując się w towarzysza z niedowierzaniem.
- Gardło cię boli? Kłaczka wykrztusić nie możesz? Iść kupić ci Strepsils? – powaga z jaką ten się w niego wpatrywał zdecydowanie nie pomagała. Śnieżynka zacmokał ustami i oparł ręce na biodrach. On chyba tak na poważnie. Już pomijając fakt, że nie potrafił wydawać z siebie takich dźwięków, to jeszcze za cholerę nie zapamiętał tego jazgotu.
- Wiesz, wśród nie-wilków to imię składa się z liter i jest zwykłym słowem. – wciąż odmawiał jakiejkolwiek próby powtórzenia tego całego imienia – Taka sytuacja, widzę cię kilka metrów dalej. Myślę sobie, czy to nie Pan Wiewióra? A nie, zdradził mi imię! HY HA HU! Znacznie lepiej. – stronił od jakiekolwiek współpracy w tym momencie. Nie umiał wyć czy szczekać, potrafił bardzo dobrze jęczeć i narzekać. Nie mógł sobie imienia z tych dwóch rzeczy zrobić? Na przykład - oh jezu, jak mnie boli krzyż. Znacznie łatwiejsze do wymówienia niż wszelkie dzikie odgłosy. Może on tez wymyśli sobie coś takiego? Od teraz nie ma imienia tylko musisz trzy razy obrócić się na lewym łokciu z prawą nogą skierowaną na północ. Tak, teraz tylko na to będzie reagował. No dobra, nie będzie, ale rozumiecie.
Skrzyżował ręce na piersi i trochę się pochylił, by nieco wyrównać różnicę wzrostu.
- Naprawdę nie masz jakiejś ksywki albo czegoś bez wycia? Jak Ryszard czy Azor, cokolwiek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Koriko
Wilczy Bóg
avatar

Liczba postów : 174
Join date : 29/12/2017

PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   Nie Sty 14, 2018 10:25 am

Zdobywał kolejne kluczowe dla niego informacje, choć ciężko było powiedzieć po co mu one właściwie były. Już od jakiegoś czasu mógł śmiało stwierdzić, że Maze nigdy nie był częścią norweskiego panteonu. A przynajmniej tak długo, jak mówił prawdę. Powinien zatem zwyczajnie odpuścić i go zignorować, a zamiast tego wydobywał z niego kolejne skrawki, próbując je dopasować do całości. Być może znajdzie coś na jego temat w ludzkich książkach?

Obiadu.

Czym się żywi?

Nie mięsem ptaków.

Nie surowym mięsem ptaków.

Może jest wegetarianinem.

Może przyrządza je jak człowiek.

MOŻE POŻERA D U S Z E?

Ostatnia myśl z pewnego powodu mu do niego pasowała. Być może dlatego, że wydawała się nieco absurdalna, podobnie jak cała jego istota. Czy gdyby wyssano jego duszę, poprzednia wróciłaby do ciała? Straciła swoją nieśmiertelność i momentalnie zmarła, a może wpierw dożyła starości? Może pożerając jego duszę pożarłby też tamtą? A może udałoby mu się pożreć tamtą bez pożarcia jego? Wszystkie te domniemania sprawiły, że podświadomie przypisał mu żywienie się duszami innych jako coś zupełnie oczywistego. Nie wyglądał jednak na szczególnie przejętego.
"Nie zasługujesz na nagrodę."
Nie rzuciłem ci się do gardła — podkreślił, odsłaniając na chwilę kły, choć w geście tym - tym razem - nie było żadnej groźby. Jedynie swego rodzaju przypomnienie, że nadal był wyposażony w całą serię grubych, twardych i niewątpliwie ostrych zębisk, którymi mógł zrujnować także pokrywę lodową na jego gardle. Być może przegryźć się dalej, nawet uszkadzając własne kły - a może i tracąc któryś z nich - gdyby jego amok był wystarczająco głęboki. Zabawne, że biorąc pod uwagę jego zachowanie w tym momencie, wydawał się niesamowicie spokojny, a jednocześnie wręcz przekonany o tym, że wręcz przeciwnie - właśnie tym jednym zachowaniem zasłużył sobie na wszystko.
"Gardło cię boli?"
Ciekawe której części o szacunku w jego zdaniu nie zrozumiał. Z drugiej strony zaczynał rozumieć, że robienie wszystkiego na przekór wydawało się nieodłączną częścią charakteru Śnieżynki. Co nie zmieniało faktu, że nadal niesamowicie go drażnił. Nie przestawał się w niego wpatrywać, choć wyraźnie zmrużył powieki. Dało się usłyszeć charakterystyczny dźwięk zgrzytających o siebie zębisk, gdy zacisnął dłonie w pięści. Ból eksplodował w prawej z nich, choć skutecznie ją zignorował, podobnie jak fakt że ledwo zasklepione wstępne strupy pękły uwalniając ponownie kilka pojedynczych kropli krwi, które skapnęły na ziemię niknąc na poszarzałej trawie.
Nie żeby wiedział czym jest Strepsils.
Znowu jakaś pochodna Striptizu? Co tym razem, magiczne zaklęcie leczące wszystkie obrażenia tej bestii Chihuahuy? — warknął wyraźnie urażony, łypiąc na niego spode łba.
Nie jestem wiewiórką, Maze — mimo to zaczął myśleć. Zignorował jego kolejną wypowiedź. Przez chwilę ciszę z jego strony przerywały wyłącznie pojedyncze, urwane warknięcia i charkoty, zupełnie jakby próbował dopasować odpowiednie dźwięki do ludzkich słów. Aż w końcu podniósł na niego wzrok, widząc jak pochyla się w jego stronę. Jego ręce poruszyły się błyskawicznie, gdy złapał go za twarz. O dziwo w geście tym nie było jednak żadnej agresji. Śnieżynka mógł się co najwyżej poczuć molestowany, gdy wilk zaczął przyrównywać jego nieuszkodzony policzek do drugiego, zostawiając na jego twarzy nieznaczne ślady własnej krwi.
Mam. Ale nawet nie spróbowałeś powtórzyć mojego imienia. Nie zasłużyłeś, Śnieżynko. — skopiował jego wcześniejszy sposób wypowiedzi przysuwając się z bliżej z krótkim warkotem. Wypuścił go bez słowa i ruszył ponownie do przodu poruszając nieznacznie palcami, zupełnie jakby próbował zapisać w pamięci co właściwie wyczuł.
Swoją drogą, znasz chyba najdziwniejsze zwroty i imiona, jakie tylko można.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maze
Wendigo
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 06/01/2018

PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   Nie Sty 14, 2018 4:26 pm

Pożeranie dusz raczej nie było w jego stylu. Na pewno byłaby to bardziej elegancka praktyka, niż jedzenie ludzi w całości, ale niestety nie był mu dany taki luksus. I też pytanie, czy jak ktoś pożera energię duchową, to czy czuje się syty? Jak się najemy to czujemy, że mamy pełny brzuszek, czasem nawet zachodzimy w tak zwaną 'ciąże spożywczą'. Tak samo działa pokarm z dusz? Cóż za skomplikowana mechanika.
‘Nie rzuciłem ci się do gardła’
- Wow. Dzięki. Doceniam. Dyplom chcesz? – nie będzie sobie zawracał głowy tłumaczeniem, czym jest dyplom. Już wystarczająco namącił wilkowi w głowie, zaraz sam się pogubi w tych wszystkich drobnych kłamstewkach. Chociaż, dyplom to takie wyniosłe słowo, idealne na nazwę boskiego smakołyku dorównującego ambrozji… Nie, nie, na razie wystarczy. Jeszcze zaraz poczuje te kły na gardle i może być nieciekawie. Jeżeli wbije je z ta sama siłą, z która walnął go pięścią w twarz, to na pewno dosięgnie skóry. Ich naostrzone końce to zagwarantują. Czy to dziwne, że miał ochotę wilka na tyle sprowokować, by serio zostać pogryzionym? Pewnie tak.
Położył jedną dłoń na klatce piersiowej i odchylił się w tył, wyraźnie oburzony.
- Strepsils to lekarstwo na ból gardła. Naprawdę myślisz, że wymyśliłbym jakieś pokrętne kłamstwo od tak, żeby tylko utrudnić ci życie? – na pewno wielki chihuahua by się zgodził, że Maze absolutnie nie praktykował takich rzeczy! – Jeżeli kłamię, to dobrowolnie wezmę udział w striptizie. – niesamowite jest to, jak łatwo przychodziło mu zachowanie spokoju przy gadaniu takich głupot. Szczerze? Jeżeli wilczek jakoś się dowie, czym naprawdę jest striptiz i wypomni mu jego własne słowa, to może się założyć, że Maze nawet nie będzie myślał dwa razy. Po sekundzie z radia poleci ‘Stop’ od Jamelii i lecimy z tematem. Britney Spears też ma w repertuarze, jakby ktoś był ciekaw.
Wzdrygnął się trochę, kiedy rozmówca złapał go za twarz. Wziął go z zaskoczenia. Jeszcze jeden krótki dreszcz przebiegł po jego kręgosłupie, kiedy palce wilczka dotknęły nieosłoniętej skóry. Dawno nie miał jakiegoś skrawka ciała odsłoniętego, a tym bardziej tykanego. Było to niemalże zupełnie nowe uczucie. Na razie nie będzie się przyzwyczajał, ale kto wie, co przyniesie przyszłość.
‘’Nie zasłużyłeś, Śnieżynko’’
Oh. Burn.
Czy to ta cała karma? W ogóle, jak śmie używać zagrywek Śnieżynki przeciwko niemu? Znów opadła mu kopara i wpatrywał się w chłopaka z niedowierzaniem. Sam nie wie, czemu był w aż takim szoku. Być może miał równie duże mniemanie o sobie, co wilczy książę? Twierdził, że nie ma sobie równych w grach słownych. Bardzo rzadko, ktoś tak zgrabnie odbijał piłeczkę. Przez moment przetwarzał całą sytuację. I co? Ma mu tak pozwolił mieć ostatnie słowo? Ale jak to? Dlaczego nic nie przychodziło mu do głowy? Co to za dziwna magia? Został sporo w tyle zanim postanowi ruszyć się z miejsca.
- Ej, a hy ha hu się nie liczy? – zapytał, w zasadzie to retorycznie. Wątpił, żeby wielki zły wilk się na to zgodził. Co nie zmienia faktu, że będzie pewnie na niego tak nie raz wołał. Od tak, by go wkurzyć. Nie było to zbyt trudne zadanie, fakt, ale jakie przyjemne. A czasem przyjemność, staje się obowiązkiem.
Wyrównał dystans i klasnął dłońmi.
- Dobra. Spróbuję. Na serio. – wcale nie. Chęci może były, jednak jedyne, co zapamiętał z wcześniejszego pokazu to jakieś wycie i szczeknięcie na koniec. Odetchnął głęboko, próbując powstrzymać śmiech. Nie no to są jakieś żarty. Próbował, naprawdę. Ale jego wycie bardziej przypominało zdychającego łosia. Nawet nie dokończył jakże interesującego pokazu i tylko machnął ręką próbując wyrzucić z pamięci ten dziwny dźwięk, który właśnie z siebie wydał.
- Trudno. Dopóki ja się nie nauczę wyć, czyli pewnie nigdy, będziesz Ryszard. – wybrnięcie z sytuacji na piątkę z plusem. Ryszard na pewno był zachwycony swoim imieniem. Z taką elegancką i wyszukaną godnością może nawet zostać panem lasu. Futrzak Ryszard Pierwszy. Możecie się kłócić, ale dla Śnieżynki brzmiało lepiej niż jakiekolwiek imię, które towarzysz mógł posiadać.
- Ryszard, puścimy może ten cały moment w niepamięć i skupmy się na szukaniu nowych ubrań. Chyba nie są zrobione z liści lub króliczego futra? – jakby się tak rozejrzeć dookoła, to nie widział żadnej ukrytej szafy niczym z Narnii. Być może wilczek chciał przyodziać strój niczym biblijny Adam z obrazków dla dzieci. Jeden listek tam gdzie trzeba i już gotowy w tango.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Koriko
Wilczy Bóg
avatar

Liczba postów : 174
Join date : 29/12/2017

PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   Nie Sty 14, 2018 5:14 pm

"Dyplom chcesz?"
Ha, to słowo akurat znał. Kiedy już pojawiała się taka ostateczność, udawał się od czasu do czasu do ludzkich osad. Miast. Jak zwał tak zwał. Zdążył zauważyć, że człowiek jako istota przepełniona pychą (i kto to mówi) uwielbiał wychwalać własne osiągnięcia w towarzystwie innych. Niejednokrotnie po wejściu w dziwne miejsca - w które często zaganiano go wbrew jego woli - dostrzegał wiszące na ścianach dyplomy informujące w jakiej dziedzinie dana osoba zdobyła wykształcenie. Kiedyś jedna ze starszych pań na widok jego zębów stwierdziła, że musi cierpieć na wyjątkowo rzadką chorobę i siłą zagoniła go do dentysty. Była tak natarczywa, że ostatecznie wszedł do środka budynku i uciekł przez okno w toalecie, poprzysięgając zarówno zemstę, jak i to że jego stopa więcej tam nie postanie.
"Jeżeli kłamię, to dobrowolnie wezmę udział w striptizie."
Klik.
Coś momentalnie przeskoczyło w jego głowie, gdy zapisał to jedno konkretne zdanie w swojej pamięci, choć z drugiej strony zaczął się zastanawiać czy przypadkiem i w przypadku striptizu nie zostanie ponownie oszukany. Skoro polegał on na obdzieraniu innych z warstw, Maze mógł zapewne sam ściągnąć z siebie swoją lodową warstwę. O dziwo nie był też szczególnie przekonany czy chciał obdzierać białowłosego ze skóry. Nawet jeśli nieustannie wypowiadał słowa, które zwyczajnie go drażniły jego towarzystwo nie było aż tak złe.
"Ej, a hy ha hu się nie liczy?"
Przewrócił oczami.
Nagłe klaśnięcie w dłonie sprawiło, że drgnął nieznacznie i zwrócił się w jego kierunku. Naprawdę zamierzał spróbować? Spojrzał na niego z ciekawością, słuchając...
Na Odyna, co to właściwie było?
Momentalnie przeszły go ciarki, gdy całe futro dosłownie mu się zjeżyło, a uszy przylgnęły płasko do głowy. Zaskoczenie odbiło się całkowicie na jego twarzy, gdy jego usta zadrgały niebezpiecznie, a w lesie chwilowo zaległa cisza.
A potem nagle wybuchł. Początkowy skowyt, zmienił się w urywane, chrapliwe warczenie. Z początku mogło się wydawać, że Koriko zaraz podejmie próbę ataku, lecz w rzeczywistości złapał się rękami za brzuch i zgiął w pół, cały czas wydając z siebie ten dziwny, dość charakterystyczny dźwięk, który zaczynał nabierać sensu.
On się śmiał.
W dodatku wyglądało na to, że ma problemy z uspokojeniem się. Nie pamiętał kiedy ostatni raz ktoś wywołał u niego wybuch śmiechu. Ciężko było wręcz wyobrazić sobie wilka przejawiającego jakiekolwiek pozytywne emocje jak rozbawienie czy uśmiech. A jednak oto właśnie się dusił, nie potrafiąc utrzymać powagi po tym fantastycznym pokazie.
Jeśli zrobisz to jeszcze raz, jestem niemal pewien, że pojawi się chętna do kopulacji z tobą klępa. Miałbyś niesamowite powodzenie — bawił się w najlepsze. Udało mu się w końcu zaczerpnąć głębszy wdech i wyprostować ostrożnie, zupełnie jakby nie był pewien czy już mu przeszło. Szczerzył jeszcze przez chwilę kły, nim w końcu przesunął po nich językiem i schował je kręcąc łbem na boki.
Może kiedyś cię nauczę, Śnieżynko — prawda była jednak taka, że oprócz nauczyciela potrzebne były jeszcze własne chęci. Śnieżynka natomiast średnio wyglądał na kogoś, kto potrzebował wilczej mowy w życiu.
Koriko. Tak tłumaczą moje imię ludzie — wtrącił jeszcze, uznając że Maze zwyczajnie nadrobił wcześniejsze straty. Zamiótł ziemię ogonem i pokręcił łbem.
Królicze futro nie jest złym pomysłem, ale jest bardzo mało wydajne przez ich wzrost. Dużo lepiej sprawdza się w tym przypadku dzik czy jeleń — podzielił się z nim spostrzeżeniem, cały czas idąc do przodu by w końcu jego wzrok padł na tę przeklętą statuetkę, której tak nienawidził. Zbyt często wabiła w swoje okolice inne bestie.

Zła energia.

Chodźmy stąd.

Szybko.

Mróz.

Cztery kroki w lewo.

Dwa kroki w przód.

Kop.

Tak zrobił. Zajął odpowiednie miejsce i pochylił się przy jednym z krzewów, rozgrzebując ziemię pazurami, robiąc przy tym niemały bałagan. Co więcej, wyglądało na to, że tobołek zakopany był całkiem głęboko. Musiał się w końcu upewnić, że żadne zwierzę nie wyczuje go i nie zabierze.
Mieszkasz w lesie, Śnieżynko? — zapytał nie zaprzestając pracy i owinął się w pasie ogonem, by choć częściowo ochronić się przed nieprzyjemnym wietrzyskiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maze
Wendigo
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 06/01/2018

PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   Nie Sty 14, 2018 7:55 pm

Przykro nam bardzo, że nie był stworzony do wycia. Najbliżej, jak kiedykolwiek miał się do wilka, to kiedy z jednej ofiary zdjął koszulkę ‘Team Jacob’ ze Zmierzchu i w niej paradował, póki nie zobaczył filmu. Potem skończyła jako skrawki materiału. A przynajmniej tak wszystkim mówi. Tak naprawdę, gdzieś ją schował, aby nigdy nie zobaczyła światła dziennego, a jednocześnie pozostała jako pamiątka. Co? Była z miękkiego materiału. Poza tym, o gustach się nie dyskutuje.
Może dlatego wendigo miały rogi? Bo kiedy próbowały wyć to brzmiały jak zdychające łosie? Być może to wina jego rasy, a nie braku wszelkich umiejętności. Tak, to na pewno to. Każda wymówka jest dobra, a taka, która ratuje twoją samoocenę jest najlepsza.
Aż delikatnie odskoczył w tył słysząc nagły wybuch śmiechu. Spodziewał się warczenia, prychania, skowytu, gryzienia, pazurów, wielkiej tyrady o braku szacunku. Nie mógł uwierzyć. Ta istota stworzona z futra i gniewu od tak się beztrosko śmiała. Co niby było takie śmie- Oh. Jakby nigdy nie słyszał odgłosów umierającego rogacza.
Pochylił się trochę, aby dostrzec twarz towarzysza. Zdecydowanie było mu do twarzy z uśmiechem. Zaczął już myśleć, że on nie umie się uśmiechać. Tylko krzywić, marszczyć nos i oczywiście warczeć. Dużo warczeć. Uniósł brew wpatrując się w rozbawionego wilka, jak w obrazek. Już miał być miły, już przez gardło miał mu przejść jakiś przyjemny dla ucha komplement, ale nie. Trzeba było wspomnieć o kopulacji z łosiem i od razu mu mina zrzedła. Przewrócił oczami.
- Proszę mnie tu nie przyrównywać do zoofila, mam trochę wyższe wymagania, niż jakaś przypadkowa klępa. Może i brzmię jak łoś, ale nim nie jestem. – cóż to za obraza jego osoby. Zaraz, zaraz. Jeżeli Ryszard jest wilkiem… Czy to też by była zoofilia?  No bo rozłóżmy to na części pierwsze. On jest wilkiem. Ma ludzkie ciało, ale wciąż ma ogon i uszy. Uważa się też za wilka, czyli no czysto teoretycznie… Rozumiecie? Tylko z drugiej strony wendigo ma zamrożone serce, więc jest w sumie martwy. Czyli mamy tu też nekrofilie? Dobra, starczy tego zagłębiania się w te rejony, bo zniszczymy iluzję normalności. Mimo wszystko, pozostaje wiele pytań.
- Nie ma potrzeby, byś mnie uczył. Wolę pozostać oryginalnym łosiem, bo przynajmniej z odległości kilku kilometrów będziesz wiedział, że to ja. – zawsze należy szukać pozytywów, prawda? Do tego będzie się za nim ciągnął harem klęp, łatwo będzie więc go znaleźć.
Koriko.
Przez chwile przewiercał go wzrokiem, jakby próbując wyciągnąć od niego, czy mówił prawdę. Hm, brzmiało legitymacyjne. Po części szkoda, już przywyknął do Ryszarda. Zaczął się zastanawiać, jak to działa. To całe tłumaczenie. Czy on se to tak przetłumaczył, czy inni zmiennokształtni stwierdzili ‘Wiem! Ty wycie brzmi jak Koriko’. Wilki mają swój alfabet, czy jak? W zależności od tonacji mamy inną literę? Tak to funkcjonuje? Chociaż według niego temu imieniu było bliżej do odgłosu piania koguta, niż jakiegokolwiek wycia wilka. Kukuryku i te sprawy.
Obserwował, jak ten kopie w ziemi.
- Zakopujesz ubrania w lesie? Coś jak pirat swój skarb? – już prędzej by się spodziewał, że sprytnie ukrył tobołek w korze jakiegoś spróchniałego drzewa lub powiesił dyskretnie na jakiejś gałęzi. Wilki i psy to ta sama rodzina, więc skoro psy zakopują łup to pewnie ich kuzyni także. Było to jednak mocno niehigieniczne. Tym bardziej, kiedy trzeba było się do tego dokopać używając pokaleczonej łapy.
'Mieszkasz w lesie, Śnieżynko?'
Eh, jak to delikatnie wyjaśnić. Owszem, kiedy nie miał siły wbijać się w ludzką formę to przesiadywał wśród drzew i w swojej jaskini. Jednak gdy chodził jako człowieczek to stołował się w mieście. Jego ofiary często miały klucze i dokumenty. Wystarczyło trochę się pokręcić i miał jakieś nowe lokum. Oczywiście, w żadnym nie mógł zostawać na dłużej, bo rachunki, komornicy, sąsiedzi, te sprawy. Zdecydowanie jednak wolał tak koczować po rożnych mieszkaniach, niż siedzieć pośród drzew. Być może kiedyś, jako człowiek, był typowym miastowym szczurem. Nie wie, nie pamięta.
- Nocuje tu od czasu do czasu, ale najczęściej przesiaduje w mieście. – odpowiedział i miał odwdzięczyć się tym samym pytaniem, jednak sobie przypomniał sytuację z martwym ptakiem i od razu miał odpowiedź – Zapytałbym o to samo, ale skoro nie potrafisz wymówić Ksawery oraz warczysz co drugie słowo to strzelam, że często buszu nie opuszczasz. – nie żeby umiejętności wymówienia tego - jakże oryginalnego - imienia jakkolwiek definiowały czyjeś kompetencje. Niemniej  wystarczyło, aby Maze wysunął pewne wnioski. Do tego przecież czym jest parodia psa lub striptiz… Cóż za urocze, niewinne biedactwo.
Podszedł do niego bliżej i oparł dłonie na jego ramionach, by zerknąć w dół, który tak pieczołowicie kopał.
- Znalazłeś w końcu coś? Zdążyłbym ci uszyć nowe ubrania w tym czasie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Koriko
Wilczy Bóg
avatar

Liczba postów : 174
Join date : 29/12/2017

PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   Nie Sty 14, 2018 9:49 pm

Wcale nie musi być przypadkowa. Jeszcze nie zdążyłem ci tego powiedzieć, ale wilki to nie moje jedyne kontakty w lesie — poinformował go poufałym tonem, kiwając głową z pełnym przekonaniem. W końcu jakby nie patrzeć, znał język wszystkich zwierząt, nie tylko psowatych. Nic jednak zdołał zagłębić się mocniej w swoje rozmyślania, spojrzał na niego wyraźnie zamierzając zapytać o coś co zaprzątało mu myśli dużo mocniej niż samica łosia.
Kim jest zoofil? — słowo samo w sobie miało całkiem dość nieprzyjemny wydźwięk. Widział raz w mieście szyld z napisem 'zoo'. Znalazł tam całe mnóstwo zwierząt pozamykanych w klatkach. Ludzie traktowali je niczym wystawowe pieski. Co więcej, większość z nich była tak ogłupiona przez wychowanie w tamtym rejonie, że nie docierały do nich nawet jego słowa. Puste, tępe spojrzenia, nieznajomość życia poza klatką. Na samo wspomnienie przeszły go nieprzyjemne dreszcze. Nic dziwnego, że momentalnie postanowił wyrzucić wspomnienie z głowy. Co jeśli zoofil był z nimi powiązany? — Nieważne. Nie chcę wiedzieć.
Powiedział ostatecznie z cichym warknięciem. Tak długo jak Śnieżynka nie był z nimi powiązany, nie miał zamiaru szczególnie się tym interesować. Nie wyglądał zresztą na kogoś, kto miał ambitny plan wyłapywania dzikich zwierząt i pakowania ich za kraty.
"Nie ma potrzeby, byś mnie uczył. Wolę pozostać oryginalnym łosiem, bo przynajmniej z odległości kilku kilometrów będziesz wiedział, że to ja."
Z pewnością — cholera brzmiało jak niezłe wyzwanie. Cały harem klęp, z którymi będzie musiał walczyć o uwagę? Całe szczęście, że Koriko nie zdawał sobie z tego wszystkiego sprawy. Jeszcze na dniach w gazetach zaczęliby pisać o tajemniczym zniknięciu wszystkich przedstawicieli łosiowatych na terenach Gravity Falls. Pamiętajmy w końcu, że był nieco nerwowy.
Historia związana z jego imieniem była niezwykle prosta. Nie było w niej niczego magicznego czy skomplikowanego, choć nawet przez głowę mu nie przeszło by podzielić się nią ze Śnieżynką. W końcu kto zanudza innych podobnymi opowieściami na pierwszej randce pierwszym spotkaniu? Nie było nawet powiedziane, że kiedykolwiek trafią na siebie po raz drugi.
Różnie bywa. Gdy polujesz na roślinożerców, nie grożą ci żadne pazury. Kiedy jednak ich smak mięsa ci się znudzi, czasem nie idzie wyjść z tego, z ubraniami w całości. Ludzie i tak robią ich zbyt wiele, więc korzystam z ich uprzejmości i je pożyczam — aka najzwyczajniej w świecie je kradł. Czasem brał po prostu coś z niepilnowanej przez nikogo wystawy przed sklepem, innym razem wchodził do czyjegoś źle zabezpieczonego mieszkania jak do siebie. Głównie wchodził do tych, gdzie ludzie zostawiali otwarte okna, uważając że skoro mieszkają na drugim czy trzecim piętrze to wizyta złodzieja i tak im nie grozi. Tylko raz wpadł na idiotyczny pomysł wejścia do środka 'wraz z oknem'. Przez kilka dni wyciągał z ciała resztki szkła i pocierał uszy na samo wspomnienie o wrzaskach sąsiadów.
"Nocuje tu od czasu do czasu, ale najczęściej przesiaduje w mieście."
Zerknął na niego kątem oka, nie komentując jednak jego słów w żaden sposób. Wilcze uszy na jego głowie poruszyły się kilkakrotnie w odpowiedzi. Właściwie nie był w mieście już od dłuższego czasu. Zawsze gdy przychodził czas zimy, musiał pilnować by wataha miała co jeść. Nawet jeśli przed jego przybyciem tu musieli sobie radzić sami - i bez wątpienia to potrafili - to właśnie za sprawą Koriko populacja wilków w Gravity Falls miała się doskonale i nie wykazywała praktycznie żadnych strat w szczeniętach. Za wyjątkiem tego okropnego przypadku, gdzie jeden z myśliwych przeniósł na jedną z wader wirus opryszczki. Przez tydzień walczył o życie każdego ze szczeniąt, lecz z siedmiu sztuk udało mu się ocalić wyłącznie jednego. Nie było niczego gorszego od składania ich drobnych ciałek do dołów i świadomości, że miały przed sobą całe życie które odebrano im w tak idiotyczny sposób.
"(...) strzelam, że często buszu nie opuszczasz."
Nigdy nie miałem szczególnego powodu, by to robić — miasto nie miało w sobie niczego, co jakkolwiek by go przyciągało. Nawet jeśli bez wątpienia oferowało wiele wygód, ciężko było się spodziewać że ktoś kompletnie nieobeznany z jego zasadami będzie w stanie się nim cieszyć. Na dobrą sprawę pomimo tylu lat, nadal nie rozumiał do końca panujących w społeczeństwie zasad. Gdy ktoś próbował go staranować, rzucał mu się do gardła, a oni próbowali zrobić z niego winnego.
Ponowny dotyk - tym razem na ramionach - sprawił, że wyraźnie zgubił rytm kopania, spowalniając na chwilę swoją czynność. Nie był w stanie tak szybko się przyzwyczaić, gdy coś nie wychodziło z jego inicjatywy. Sam fakt, że Maze nadal miał obie ręce był swego rodzaju sukcesem. Choć Koriko nie zdawał sobie sprawy przez własną krótkowzroczność, że po pierwotnej niechęci Śnieżynki do dotyku - w końcu zareagował aż nazbyt negatywnie, gdy przygniótł go do ziemi - raczej działało to w obie strony.
I mówisz mi to teraz? — zapytał w końcu natrafiając pazurami na znany sobie materiał. Biały ogon rozwinął się momentalnie, gdy Koriko pociągnął za tobołek, wyciągając go powoli spod ziemi, odkopując odpowiednie fragmenty gleby by ułatwić sobie zadanie. Udało mu się przy trzecim podejściu. Otrzepał dłonie z ziemi - choć raczej niewiele to dało - nim rozwiązał sznurek u jego góry, wyciągając ze środka nowy zestaw. Całkowicie normalny. Co za szkoda.
Shoo, chyba że zamierzasz pomóc mi się przebrać — rzucił sarkastycznie, ściągając z siebie dłonie Śnieżynki. Rozpiął mokrą bluzę zrzucając ją z siebie krótkim ruchem, zaraz posyłając na nią również koszulkę. Nawet przez myśl mu nie przeszło, by schować się w krzakach niczym zawstydzona panienka. Jakby nie patrzeć, ciężko było pomylić Koriko z dziewczyną pod jakimkolwiek względem. Cała seria blizn zajmujących praktycznie każdy centymetr jego pleców mówił zresztą sam za siebie. Do modelki mu daleko.
Aż zapomniał, że pozbycie się mokrych ubrań i zamienienie ich na coś suchego mogło być aż tak przyjemne. No, może nie wszystko mógł wymienić. Niestety jego zapasy nie przewidywały całkowitej wymiany ubrań. Zero pokazów dla pełnoletnich w dzisiejszym dniu. Mimo to wymienił spodnie, a nawet buty, wpatrując się w porzucone mokre rzeczy. Nie mógł wrzucić ich do tobołka i zakopać, gdy były mokre. Podrapał się po uchu, machając ogonem na boki, nim w końcu rzucił je wraz z trampkami w krzaki. Może wyschną. Worek wylądował ponownie w dole, który przysypał tą samą ziemią i udeptał, nie próbując go jakoś szczególnie chować. W tym momencie stał się kompletnie bezwartościowy.
I wtedy sobie o czymś przypomniał.
Też byłeś w wodzie — czemu więc się nie trząsł z zimna? Z drugiej strony jak ktoś kto miał na sobie lodowe osłony mógłby jakkolwiek reagować na zimno. Momentalnie znalazł się obok niego i klepnął go w bok uda, upewniając się że rzeczywiście był mokry. Może miał jakąś dziwną zdolność schnięcia i zwyczajnie się z nim nią nie podzielił?
Odgryzie mu wtedy nogę w ramach odwetu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maze
Wendigo
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 06/01/2018

PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   Pon Sty 15, 2018 9:58 pm

‘[…] więc korzystam z ich uprzejmości i je pożyczam’’
- Pożyczasz i nie oddajesz. Nazywajmy rzeczy po imieniu, kradniesz. – podsumował krótko, niezbyt poruszony tym odkryciem. W końcu już widział wilczka podczas akcji, kieszonkostwo nie było więc w żaden sposób nową informacją. Poza tym, nie był absolutnie jakkolwiek uprzywilejowany do rzucania na futrzaka jakiś wyroków. Kim on niby jest, Zeusem? No i… też nie dorabiał w Biedronce lub KFC. Jego cichy, czy wszystkie inne rzeczy w jego posiadaniu, tak na dobrą sprawę to także ‘pożyczał’. Tylko, że on nie miał komu ich oddawać, bo martwi ubrań nie potrzebują, a przynajmniej się nie dopominają.
‘Nigdy nie miałem szczególnego powodu, by to robić’
Jakby się tak nad tym zastanowić, to ma to sens. Wilczek ma tu swoją watahę, jedzenie, pewnie jakieś schronienie, skrytki ubraniowe i nie wygląda na zbyt przyjaznego względem ludzi. Musi się czuć w lesie niczym ryba w wodzie. Maze mu trochę pozazdrościł. Lekko go ukuło w środku, ale się do tego nie przyzna. Czuł bowiem, że nie ma tak naprawdę dla niego nigdzie miejsca. Nie należy do miasta, ponieważ, aby używać ludzkiej formy musi się pożywić, a to ciężko zrobić przy tylu świadkach. Jeszcze jakie to by było czasochłonne w tym ciele, taka malutka szczęka, nie można jeść całych na raz. Nie należy również do lasu – nie jest wielkim fanem przyrody, jego jaskinia wymaga renowacji, średnio z towarzystwem - nie licząc zapasów w spiżarni, o komforcie nie wspominając. Możliwe, że ten brak przynależności do którejkolwiek ze stron, również przyczynia się do jego lekkodusznego podejścia do wszelkich zagrożeń. Być może liczy na to, że ktoś kiedyś tak mocno go walnie, że obudzi się z tego koszmaru. Albo po prostu jest wybredny i nigdzie mu się nie podoba? Kto wie. To już trzeba wydusić z niego siłą.
Cóż, skoro raz już jego przestrzeń osobista została naruszona, to co będzie dalej się przed dotykiem bronił i wstrzymywał? Poza tym, już się znają, całe kilkanaście minut. Dla niego to już życiowy sukces i mogliby równie dobrze trzymać się za rączki, radośnie hopsając przez kwiaciastą łąkę.
‘Shoo, chyba że zamierzasz pomóc mi się przebrać'
- To miałem taki wybór? – odpowiedział na jego sarkazm, pokornie jednak zabierając ręce. Cofnął się także o krok, by przypadkiem nie dostać mokrą koszulką w twarz. Jeżeli Koriko nie przeszkadzało rozbieranie się w jego towarzystwie, to możecie się założyć, że on też narzekać nie będzie. Co? Miałby niczym gentleman zasłonić oczęta? Tak długo, jak nie zostanie o to poproszony, nie można liczyć na tego typu odruchy.
Przez chwilę wpatrywał się w blizny na jego plecach. Ciężko było przypisać jakieś obrażenia do poszczególnych bruzd. Co oni mu robili w tym całym nordyckim panteonie? Może dlatego jest taki wiecznie zły? Być może tresowali go kijem, niczym rozwścieczonego kundla. Ugryzł się jednak w język, nim umysł zdążył mu podsunąć jakikolwiek – bądźmy szczerzy – bezcelowy komentarz. Zatrzymajmy takie osobiste pytania na druga randkę następny raz, o ile taki się trafi.
Jednak nie miał możliwości ugryźć się w mózg, niestety. Czasem by się przydało. Zaczął bowiem sobie cicho nucić pod nosem pewną bardzo fajną piosenkę, która idealnie by akompaniowała temu pokazowi. Jak już wcześnie było wspomniane, Maze ma w swoim repertuarze Britney Spears. Nie ma lepszej piosenki do striptizu, nawet takiego subtelnego, niż Work Bitch. Biorąc ten fakt pod uwagę, możecie sobie wyobrazić tego bardzo dojrzałego debila mężczyznę, który upiększa sobie świat idąc przez życie z hymnem striptizerek na ustach. Oczywiście, nie ryzykował śpiewając cały tekst. Nucił bez otwierania ust, pozwalając sobie tylko na stłumioną melodię. Jemu tam wystarczyło. W głowie miał bowiem niezły recital.
Kiedy poczuł klepnięcie w bok uda, zmarszczył brwi. Przez chwilę przetwarzał wcześniej wypowiedziane przez Koreigo zdanie oraz sam gest. Zupełnie jakby ten mu to wyłożył w ten sam sposób, co własne imię za pierwszym razem. Przyswojenie informacji zajęło mu dobre kilka sekund, zanim się ogarnął i machnął ręką.
- Widziałeś kiedyś bałwana trzęsącego się z zimna? – oczywiście, jego ubrania nie miały super mocy schnięcia, on także. Jednak chłód nie był mu straszny, w końcu był częścią niego. Sięgnął dłonią do swojego popękanego policzka i oderwał ledwo trzymający się fragment lodu, a następnie położył wilczkowi na czubku głowy – Poza tym wątpię, by wszelkie twoje zapasowe ubrania na mnie pasowały. Nie przepadam za nogawkami w stylu dla powodzian. – szerokość czy gabaryty raczej nie stanowiłyby wielkiego problemu, jednak wzrost już trochę przeszkadzał. Definitywnie nie był fanem świecenia kostkami w imię mody, dlatego też woli paradować w mokrych spodniach, niż wyglądać jakby właśnie szedł po więcej wiader, by zatrzymać potop w piwnicy.
Obrócił się w stronę krzaków, w które poleciały ubrania wilczka. Przez chwilę wpatrywał się tam, jak zahipnotyzowany, po czym objął twarz dłońmi, niczym postać z obrazu Edvarda Muncha.
- Ksawery! – myślę, że po takim czasie, nikogo jego dziwne zachowanie nie powinno już dziwić. Ruszył na odwet martwemu ptakowi i jego koledze. Zanurkował w krzaki, nie bardzo przejmując się, jaki poziom skrzywienia umysłowego mógł sobą w tej chwili reprezentować. Miał swoje priorytety i ten przypadkowy, martwy ptak był właśnie na szczycie jego listy. Po chwili wyciągnął spośród gałęzi mokrą bluzę. Nie przejmował się zbytnio drobnymi liśćmi czy gałązką, które utknęły w jego włosach. Wyciągnął z obu kieszeni swój łup i zwrócił się do Koriego.
- Zapomniałeś o Ksawerym i… - zastanowił się spoglądając na wpół oskubanego z pór ptaka – Ferdynandzie. – ciężko stwierdzić, skąd u niego takie zamiłowanie do dość niecodziennych imion. Nie ważne, kto i kiedy go o jakąś godność zapyta, zawsze w odpowiedzi usłyszy – jest X, bo wygląda jak X. Ponieważ mocna argumentacja jest złotem.
- Nie powinieneś tych ubrań powiesić na gałęzi? Teraz się pobrudzą i trzeba będzie je prać, nie wspominając już o tym, że robaczki się mogą do nich przymilać. Dodatkowo, przy moim świetnym wyciu, może się tu zaraz zebrać jakaś dzika zwierzyna i jeszcze załatwią swoje potrzeby fizjologiczne na twoją garderobę. Rzuciłeś tym jak śmieciami, więc mógłbyś albo zrobić to porządnie, albo nie zaśmiecać lasu. Tak tylko mówię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Koriko
Wilczy Bóg
avatar

Liczba postów : 174
Join date : 29/12/2017

PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   Wto Sty 16, 2018 1:25 pm

Przesunął językiem po swoich kłach. Wilcze uszy poruszyły się imitując wyjątkowo nieporęczne wachlarze, tuż przed tym gdy ponownie postawił je na sztorc, obracając jedynie od czasu do czasu w odpowiednią stronę, z której wyraźnie musiał dobiegać do niego bardziej interesujący go dźwięk.
Kradzież ma taki negatywny wydźwięk — z drugiej strony czy Koriko jakkolwiek identyfikował się z pozytywnymi rzeczami? W końcu od zawsze przypisywano mu głównie negatywne cechy i traktowano jak najgorsze zło świata. Przekrzywił głowę w bok.
Kradnę — wzruszył ramionami. Całkiem szybko pogodził się z faktem poprawnego nazewnictwa, które na swój sposób przecząc pierwszemu wypowiedzianemu przez niego zdaniu, podkreślało jak bardzo nie robiło to wszystko na nim wrażenia. Ludzie mieli wystarczającą liczbę ubrań, by zmieniać je codziennie. Niejednokrotnie ich chciwość powodowała, że kupywali ich zbyt wiele i rzucali w kąt szafy, mimo że ktoś inny mógłby zrobić z nich dużo lepszy użytek. Na swój sposób wyświadczał im zatem przysługę, czyż nie? Powinni mu za to dziękować.
I właśnie dzięki temu pokrętnemu sposobowi myślenia, Koriko całkowicie wyzbył się wszelkich wyrzutów sumienia, których i tak od samego początku nie odczuwał.
"To miałem taki wybór?"
Nie.
Już zwykły dotyk potrafił sprawić, że Koriko drgał jakby ktoś wbijał mu nóż w plecy. Ciężko było sobie wyobrazić co by było, gdyby ktoś naruszał jego sferę osobistą w jeszcze większy sposób.
Gryźć.
Smakować.
Pożerać.
Acz czego jak czego, ale nucenia się nie spodziewał. Spojrzał dziwnie na Śnieżynkę przez chwilę rozważając rzucenie w niego mieszanką śniegu i błota - wyglądało bowiem na to, że zima nie była zbyt chętna na podzielenie się swoją bielą - ostatecznie jednak zrezygnował. Jakby nie patrzeć piosenki i tak nie był w stanie rozpoznać. Biorąc pod uwagę fakt jak wielu rzeczy nie znał, ani nie rozumiał, nic dziwnego że większość uważała jego towarzystwo za wyjątkowo upierdliwe. Nie zapominając o ciągłym warczeniu i rzucaniu się, gdy coś mu nie przypadło do gustu.
"Widziałeś kiedyś bałwana trzęsącego się z zimna?"
Rozpuszczasz się latem niczym bałwan? — zapytał wyraźnie zainteresowany. Kto wie, może Śnieżynka był niczym ptaki? Gdy tylko zbliżała się ciepła pora, zwyczajnie migrował na drugi koniec świata, gdzie pogoda była dla niego bardziej sprzyjająca. Poruszył uszami, czując jak coś zimnego ląduje na jego głowie. Sięgnął w tamtą stronę dłonią i przyjrzał się fragmentowi lodu. Niewiele myśląc wziął go w dłoń i próbował na nowo przykleić do twarzy Maze'a niczym felerny puzzel.
Nie oddałbym ci swoich ubrań. Dziwnie pachniesz — powiedział machając na boki ogonem. Maze zdawał się łączyć w sobie kilka zapachów, które po połączeniu w jedną całość tworzyły coś zasługującego na miano niepokojącego. Niektóre potwory wydzielały woń mającą na celu przyciągnięcie innych, by ułatwić sobie polowanie. Inne wręcz przeciwnie, zdawały się nim odstraszać. Lecz w tym przypadku miał wrażenie, że na jego osobę nakłada się kilka zupełnie innych nut. Nie każdą był w stanie rozpoznać. Obszedł go dookoła i powęszył przy jego karku, zupełnie jakby miało mu to jakkolwiek ułatwić zadanie. niedoczekanie.
"Ksawery!"
Położył po sobie uszy na ten nagły okrzyk. Ruszył powoli w ślad za nim, nie do końca rozumiejąc co właściwie sprawiło, że tak nagle...
Gryźć.
Smakować.
Pożerać.
Kolejna odpowiedź nadeszła z pewnym opóźnieniem.
Nie. Jeśli zostawię je na gałęzi, będą całkowicie bezużyteczne. W ten sposób któreś ze zwierząt może zabrać je do swojego legowiska czy gniazda i wykorzystać jako źródło ciepła, gdy już wyschną. Mam nowe ubrania — nie wyglądało na to, by zamierzał zakładać je po raz drugi. Jego słowa zdawały się na swój sposób nieco powolne, w przeciwieństwie do poprzednich. Podniósł dłoń do twarzy zadrapując pazurami własną skórę, choć nie wyglądało na to, by pozostawił na niej tym samym jakiekolwiek ślady.
G R Y Ź Ć.
Dwukolorowe ślepia zamigotały nieznacznie, gdy potrząsnął głową na boki, mrużąc powieki. Kilka długich skoków wystarczyło, by znalazł się obok Maze'a, łapiąc Ferdynanda w jedną z dłoni. Ksawery jak widać został nową własnością Śnieżynki. Wsunął jego łeb do ust, opierając go na trzonowcach, nim szarpnął mocno głową, wyrywając dziób z ciałka. Upuścił go na ziemię, ogryzając resztę z głośnymi chrupnięciami, gdy natrafiał zębami na kości.
Gryźć.
Naprzemiennie kładł po sobie uszy i stawiał je na sztorc. W końcu ruszył z miejsca przechodząc do kamiennej statuetki. Wdrapał się na nią i usiadł na rondzie kapelusza, opierając się plecami o resztę cylindra machając nogą w powietrzu. Cichy gwizd przerodził się w coś na wzór świergotu, gdy utkwił wzrok gdzieś ponad koronami drzew.
Nie lubię tej statuetki — powiedział nagle, przenosząc z powrotem wzrok na złotookiego — Dlaczego właściwie ukrywasz swoją prawdziwą postać udając człowieka? Lubisz ich towarzystwo?
Błyskawicznie przeskoczył z jednego tematu na drugi, zapewne nawet nie zdając sobie sprawy, że tak odmienne stwierdzenia wypowiedziane tuż po sobie zmieniały jego wypowiedź w swego rodzaju bezsens. Nie potrafił zrozumieć. Gdyby sam miał podobny wybór, nie miałby powodu by używać tej żałosnej formy. Nie widział jednak niczego fascynującego w spędzaniu dłuższego czasu w zaciszach ludzkiego domostwa.
A może po prostu nie chciał widzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maze
Wendigo
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 06/01/2018

PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   Wto Sty 16, 2018 4:38 pm

Uśmiechnął się jedynie niewinnie, kiedy poczuł na sobie spojrzenie kolegi – oczywiście nie przerywając nucenia. Wzruszył delikatnie ramionami, jakby nie robił niczego niestosownego lub dziwnego. Od tak sobie nucił, absolutnie nic niewłaściwego nie chodziło mu po głowie, nigdy. Po prostu umilał sobie chwile, dokładnie tak było. Nie trzeba niczym rzucać. Jeszcze.
Zanim zdążył obmyślić pokrętną odpowiedź na pytanie o bałwana, Kori próbował przykleić fragment lodu powrotem. Trochę zbiło go to z tropu. Po chwili umysłowego zawieszenia sięgnął po jego nadgarstek, aby odsunąć jego dłoń od siebie. W końcu miał wciąż ręce brudne od kopania. Maze może nie jest szkolną higienistką, jednak jeżeli może uniknąć ocierania się o coś brudnego,  to chętnie to zrobi.
- I tak, i nie. Nie zamieniam się w wielką kałużę, ani nie migruje jak ptaki na sezon. Jednak nie ukrywam, że źle znoszę wysokie temperatury i wolę na słońce nie wychodzić zbyt często. – był jedną z tych osób, które w wielki upał chodziły z parasolami. Ba, nie musiał to być nawet rekordowy gorąc, wystarczyły typowe letnie temperatury, by już czuł się niekomfortowo. Nie miał takiego problemu mieszkając w Kanadyjskim lesie, ale cholera wie, jakie były lata tutaj – Ten fragment już się nie przyczepi. Pozostało mu się rozpuścić, jest już bezużyteczny. – jak już wcześniej wspominał, warstwa się nie odnawia. Nie wystarczy pozbierać fragmentów i z powrotem złożyć niczym porozrzucanych puzzli. Niezbędny jest duży posiłek i ponowna zmiana form. Poza tym, pod wpływem silnego uderzenia lód często kruszył się na miliony małych fragmentów. Składanie ich w całość mogłoby być równie zajmujące, co próba złożenia kajzerki z bułki tartej. Szybciej będzie tego nie robić.
'Dziwnie pachniesz'
Zmarszczył brwi i przejechał po zębach językiem.
- Już to mówiłeś, a ja dalej nie wiem, co to znaczy. Jak to dziwnie? Po prostu nie znasz tego zapachu..? – może nie pachniał fiołkami czy wodą kolońską, ale średnio rozumiał stwierdzenie chłopaka. Dobra, miał ten swój super węch, w to nie wątpił. Brał pod uwagę także, że może potrafi rozpoznawać dzięki zapachowi różne kreatury. Chciał jednak się dowiedzieć, czy ten jego ‘dziwny’ zapach bierze się ze zwykłej niewiedzy i braku innego słowa, czy też jest za tym coś więcej.
Pokaz w jedzeniu surowego ptactwa definitywnie złapał go z zaskoczenia. Nie żeby był jakoś wrażliwy na widok krwi lub innych rzeczy towarzyszących temu procesowi, jednak z jakiegoś powodu średnio się nastawił na takie widoki. Na pewno jedzenie ludzi nie wyglądało lepiej. Być może kiedyś, w bardzo odległej przyszłości, kiedy uzna, że pochwali się swoją oryginalna formą Koriemu to zademonstruje identyczną technikę, tylko że na człowieku. I to mięso, i to mięso. Co za różnica?
Podniósł łeb biednego Ferdynanda, bez słowa. Aż dziwne, że nie miał żadnego komentarza. Być może także zgłodniał i po prostu zaczynało brakować mu sił na bycie wredną mendą? Niestety, nie tak łatwo było o przekąskę z człowieka, jak o dziką zwierzynę. Być może pomyśli, czy nie nosić ze sobą czegoś na przegryzkę, jak Uta z Tokyo Ghoul i jego gałki oczne. Brzmi jak sensowna sprawa. Jego wafle ryżowe były już raczej proszkiem ryżowym, po tym co dziś przeszły, uwięzione w tylnej kieszeni jego spodni. Czas zwinąć komuś pudełko śniadaniowe z Iron Man’em i zacząć nosić jakiś prowiant ze sobą. Tylko nie jeść przy ludziach, oni chyba nie doceniliby takiego widoku.
Kiedy wilczek wdrapywał się na statuetkę, Śnieżynka szukał wzrokiem jakieś prowizorycznej łopaty. Nie lubił babrać się w ziemi. Wziął więc jakąś w miarę grubą gałąź, która niemalże czekała na niego, grzecznie leżąc pod jednym z krzaków. Trzymając jednego i pół – chociaż w sumie tylko głowę – martwego ptaka w jednej dłoni, drugą zaczął drążyć patykiem w ziemi, kopiąc mały dół. Tak, planował zrobić mały pogrzeb tym dwóm istotkom. Dlaczego? A od tak. I tak pewnie zostaną wykopane przez jakiegoś drapieżnika, kiedy ten tylko się oddali. Nie ważne, liczył się gest. Sam proces także jakoś sprawiał, że chłopak czuł jakby wypełnił jakiś dobry uczynek. Zupełnie jakby respektowanie ciała dwóch skrzydlatych, miało w jakiś sposób odkupić jego wszystkie grzeszki.
Tak sobie kucał podczas kopania, dopóki nie padło kolejne pytanie.
‘Dlaczego właściwie ukrywasz swoją prawdziwą postać udając człowieka? Lubisz ich towarzystwo?'
Na chwilę jego ruchy się zatrzymały, a na twarzy brakowało wszelkiej mimiki. To było bardzo dobre pytanie. Aż za dobre. Dlaczego właściwie cały czas korzystał z ludzkiego ciała? Dlaczego po prostu nie chodził w tym, co teraz było jego prawdziwą formą? Czy ‘udawał’ człowieka? Kiedyś przecież był jednym z nich. Czemu miałby teraz zachowywać się inaczej? Być może ciągłe wracanie do starej  formy było jednym ze sposobów na wyparcie rzeczywistości. Sposobów, na odrzucenie idei bycia wielkim monstrum, które było dodatkowo pokarane nieśmiertelnością. Taka pokuta bowiem spotykała tych, którzy dopuścili się bestialskich czynów w imię przetrwania. Zabawne, że jako człowiek był gotów zrobić wszystko, by przeżyć, a jako potwór zrobiłby wiele, by od tak przestać istnieć. Nawet nie chodziło o samą śmierć, bo tutaj wystarczył ogień. Gdzieś w głębi duszy chciał po prostu wrócić do bycia człowiekiem. Ale oczywiście do niczego się nie przyzna. Prędzej da się usmażyć na grillu.
- Nie udaje człowieka. – mruknął cicho. Wciąż nie był pewien, jak odpowiedzieć na to pytanie – Byłem kiedyś jednym z nich i chociaż nie wiele z tego pamiętam, to nauczyłem się na nowo żyć tak jak oni i ten styl bycia mi bardziej odpowiada. – 'niewiele' czytaj jako nic. Ani imienia, ani rodziny, ani nawet wieku. Jedyne, co mu zostało z tamtych czasów, to stare notatki. To naprawdę dołujące, kiedy twoja egzystencja, którą tak bardzo chciałbyś odzyskać, została skromnie podsumowana w kilku krótkich zdaniach. Zganił się w myślach za to, że powiedział już zbyt wiele. Bardzo nie lubił rozmawiać o sobie, tym bardziej na poważnie.
- Jestem skazany na towarzystwo ludzi, jednak tak szczerze, to rzeczywiście ich lubię. Każdy na swój sposób inny, a jednak da się ich podciągnąć pod pewne schematy. Poza tym, nie umiem rozmawiać ze zwierzętami, tak jak ty, więc pozostają ludzie.koniec gadania o tym, powtórzył sobie w myślach, kręcąc głową. Złożył ciałka obu ptaków w amatorsko wykopanych dołkach i staranie przysypał ziemią. Nie miał zbytnio narzędzi bądź warunków na tworzenie ładnych nagrobków. Ograniczył się więc do napisania gałęzią K oraz F w miejscach ich pochówku. Rzucił swoje narzędzie pracy gdzieś w krzaki, gdzie jego miejsce. Powoli podniósł się z ziemi otrzepując dłonie i zbliżył się do statuetki. Była na pewno dziwna, jednak Maze nie miał żadnego zdania na jej temat. Od tak se stała, co to komu przeszkadza?
- A twoje ludzkie ciało? Skoro jesteś wilkiem, to skąd taka aparycja? Dostałeś w prezencie na pożegnanie od nordyckiego panteonu zamiast całuska w czółko? – na dobrą sprawę nawet nie miał pojęcia, czym był ten cały panteon. Wątpił także, aby Koriko planował mu wykładać tego typu sprawy. Sam jednak był ciekaw pewnych kwestii. Skąd te uszy i ogon przy tym ciele?  Skąd się wziął i dlaczego dostał ciało nastolatka, a nie na przykład jakiegoś potomka dumnych wikingów. Na pewno szybciej uwierzyłby wielkiemu kolesiowi z brodą, że ten jest wilkiem, niż jakiemuś małolatowi.
- Dlaczego też nie lubisz tej statuetki? I skoro jej nie lubisz, to po co na niej siadać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Koriko
Wilczy Bóg
avatar

Liczba postów : 174
Join date : 29/12/2017

PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   Wto Sty 16, 2018 6:04 pm

"Już to mówiłeś, a ja dalej nie wiem, co to znaczy. Jak to dziwnie? Po prostu nie znasz tego zapachu...?"
Uszy ponownie przylgnęły do jego głowy, a ogon zsunął pomiędzy nogi owijając wokół jego kostki, gdy wyraźnie zaczął się zastanawiać nad poprawną odpowiedzią. Nie było to najłatwiejsze zadanie. Zapach Maze'a był niezwykle bogaty, natomiast ludzki słownik pod tym względem - wręcz przerażająco ubogi. Człowiek ograniczał swoje pojęcie woni do podstawowych słów jak słodki czy kwaśny, bądź po prostu przypisywał go do przedmiotów - cytrynowy, miętowy, leśny. Jaki to był w ogóle zapach L E Ś N Y? Każde drzewo miało swoją własną woń, podobnie jak ich skupiska. Jak można było zrównywać jedno z drugim? Nic dziwnego, że zawsze tracili orientację po trafieniu do boru i błądzili wokół niczym ślepcy.
Lód. Zimno, rześkość, dym. Miasto? Bądź obrzeża. Słońc... nie, nie. Bardziej jak promienie światła odbijane przez księżyc. Igły drzew, lecz nie świeże a nieznacznie podeschnięte. Może przez drzewo? Tak. Wilgoć, rzeka. Bestia. Tego nie znam. Woń śmierci. Lecz nie zwłok. Nie. Krwi? Ciała? Sam nie wiem. Zapach nie z tego świata. Dla roślinożercy to ostrzeżenie. Uważaj! Uciekaj! Dla drapieżnika wyzwanie. Zapach rywalizacji. Niebezpieczeństwo, miej się na baczności. Ale to ładny zapach. Niebezpieczny zapach. Niepokojący. Ale mocny. Tak. Silny, lecz nie intensywny. Delikatny jak bryza. Choć bryza jest słona. Ten nie jest słony... — zawarczał wyraźnie nie potrafiąc w pełni określić własnego natłoku myśli, który i tak bardzo możliwe, że brzmiał dla Maze'a niczym zwyczajny bełkot. Koriko zdawał się całkowicie poddać w tym momencie swojej bardziej zwierzęcej naturze, wypluwając z siebie ludzkie słowa, które próbowały nadążyć za myślami. Mlasnął w końcu poirytowany i zamilkł. Nadal nie była to nawet większa część nakładających się na niego zapachów, lecz ta definicja musiała mu w tym momencie wystarczyć. Wilk mamrotał coś do siebie wyraźnie skołowany i nie wyglądało na to, by miał zbyt szybko zyskać odpowiedni opis.
Siedział przez dłuższą chwilę na statuetce w bezruchu, przyglądając się jak Śnieżynka rozgląda się wokół aż robi coś dziwnego z ptakami. Przekrzywił łeb w bok nie rozumiejąc jego zachowania po raz kolejny i otarł usta z krwi wierzchem lewej dłoni, zaraz przesuwając po niej językiem. Oparł się prawą ręką o statuetkę, by zachować lepszą równowagę - kompletnie zapominając o tym, że nie była obecnie w najwspanialszym stanie. Zawarczał czując nagły ból rozlewający się na dużo szerszy obszar jego prawej strony i błyskawicznie uniósł ją do góry, uderzając z wyraźnym niezadowoleniem ogonem w statuetkę. Ostatecznie przesunął się w bok owijając ogonem cylinder i położył się na boku ronda kapelusza, zwisając głową w dół. Patrzenie na białowłosego do góry nogami wydawało się znacznie ciekawsze.
"(...) więc pozostają ludzie."
Obie twoje formy są ładne. Lecz czy ludzie nie zrozumieją tylko jednej? — ucho poruszyło się nieznacznie. Prawdopodobnie wielu byłoby w stanie odczytać atmosferę i domyślić się, że nie był to szczególnie uwielbiany przez Śnieżynkę temat. I choć nawet on był w stanie wyczuć różnicę w jego tonie, subtelnością i wyczuciem granic zapewne dorównywał byle kamieniowi.
"A twoje ludzkie ciało? (...)"
W ułamku sekundy dało się dostrzec, jak neutralne oblicze Koriko momentalnie spochmurniało. Nawet jego oczy zdawały się pociemnieć, zupełnie jakby narastający w nim gniew zostawiał w ten sposób swoje piętno na jego ciele.
By mnie upokorzyć oczywiście. W najgorszy z możliwych sposobów — czy było coś gorszego od zamknięcia wielkiej, potężnej istoty będącej w stanie jednym kłapnięciem pożreć cały kontynent, w ciele słabego, zwykłego człowieka całkowicie pozbawionego mocy? Młodzika, który już od pierwszej sekundy nie wzbudzał szacunku wśród innych i był traktowany z góry? Był w końcu tylko ludzkim dzieckiem, jakie mógł mieć pojęcie o świecie?
Jego gniew, który wcześniej sprawiał że ludzkość drżała ze strachu kuląc się w najciemniejszych kątach, byle nie padło na nich jego spojrzenie, obecnie został zdegradowany do miana wściekłego gówniarza nie potrafiącego utrzymać własnych nerwów na wodzy. Była to najgorsza kara jaką mógł otrzymać. Kara, która była nie skutkiem jego własnych czynów, a zwyczajnie absurdalnym strachem przed jego rosnącą siłą. Gdyby zostawili go w spokoju, nigdy nie sprzeciwiłby się panteonowi. Nie podniósłby łapy na innych.
Lecz oni postanowili go spętać. Odebrać mu wolność - najważniejszą część jego życia - licząc przy tym, że posłusznie niczym domowy kundel da się zakuć w łańcuchy. Pozwoli, by nim poniewierano, patrzono na niego z góry. A gdy uwolnił się kilkakrotnie, zesłali go tutaj.
By stracił wszystko.
Nie była to jednak historia, którą dzielił się z innymi. Nie był w stanie im zaufać. Marne pocieszenie, którego szukał w watasze pozwalało na zajęcie myśli, lecz nie było w stanie usunąć pustki w jego wnętrzu, która z każdym dniem wżerała się w niego coraz mocniej i mocniej. Być może któregoś dnia całkowicie zezwierzęcieje. Zapomni o swojej poprzedniej tożsamości, stanie się jedynie bezmyślną bestią, której ktoś zwyczajnie przestrzeli łeb i zakończy na dobre dzieje Fenrira. Żałosnego, upokorzonego Fenrira.
"Dlaczego też nie lubisz tej statuetki? I skoro jej nie lubisz, to po co na niej siadać?"

Zła energia.

Jest zły.

W Ś C I E K Ł Y.

Nie powinno go tu być.

Tak jak nas.

Dlaczego jeszcze tu jesteśmy?.

Zejdźmy stąd.

Słowa Śnieżynki pozwoliły mu na wyrwanie się z wcześniejszego otępienia, choć przez krótką chwilę milczał uciszając ożywione głosy. Końcówka jego ogona zatańczyła nieznacznie na cylindrze, gdy odsłonił wilcze kły.
Jest zła. Pachnie ułudą. Nie powinno jej tu być. I nie lubi, gdy to robię. Denerwuje się — cichy urywany warkot był jedynym dźwiękiem, jaki tymczasowo z siebie wydawał. Cichy, złośliwy śmiech przepełniony satysfakcją, że mógł zrobić coś na przekór dziwnemu bytowi. Ciężko było w końcu stwierdzić jak kawałek kamienia mógł cokolwiek odczuwać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maze
Wendigo
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 06/01/2018

PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   Sro Sty 17, 2018 1:01 am

Nie mógł się doczekać zaspokojenia swojej ciekawości. Czyżby musiał zacząć używać jakiś perfum, a może nawet najdroższa woda kolońska tu nie pomoże? Niestety, zamiast prostej odpowiedzi otrzymał potok słów, które razem miały jeszcze mniej sensu, niż się wydawało. Czy pozyskał jakąkolwiek przydaną informację z tego słowotoku? Niekoniecznie. Rozumiał wszystkie słowa, żadne nie było w tajemnej wilczej gwarze, więc progres.
- Dobra, grunt, że usłyszałem ‘ładny zapach’. Nie będę więc inwestował w perfumy. –tyle mu wystarczy. Nie musiał dopytywać, jak do zapachu się mają promienie światła odbijanie przez księżyc. Zapewne i tak nie zrozumiał by wytłumaczenia. Czy wiązki światła mają zapach? A może po prostu brakowało Koriemu innego określenia i takie z jakiegoś powodu wydawało się właściwe? Niestety nie miał super węchu, musiało wystarczyć mu takie wyjaśnienie.
‘Obie twoje formy są ładne. Lecz czy ludzie nie zrozumieją tylko jednej?'
- Pewnie się tej wyższej formie nie przyjrzałeś, ale nie będę cię poprawiał i grzecznie podziękuję za miłe słowo. – jego oryginalna wersja nie należała do urodziwych i definitywnie daleko jej było do użytego przez wilka przymiotnika. Była przerażająca, dziwna, potworna, oryginalna, może nawet imponująca, ale nie piękna w jakikolwiek sposób. Jedynie może turpiści byliby zachwyceni jego prawdziwym wyglądem. Nikt inny raczej nie lgnie do tej trzymetrowej wychudzonej kłody.
- Ludzie są bardziej przyjaźni, gdy inni wyglądają tak samo ludzko. Kolor włosów czy wszelkie modyfikacje pokroju tatuaży nie są już wielką rzeczą, jednak moja aparycja nie umknęłaby ich uwadze. Oni się mnie po prostu boją, to dla nich naturalna reakcja. Kiedy nie planuje im utrudniać życia, pokazuje się jako człowiek. Tak jest prościej. – nie miał ochoty wywoływać paniki czy nagłego alarmu podczas swoich wycieczek do miasta. Lepiej było wcisnąć się w ludzkie ciałko i paradować, jakby nigdy nic. W sumie, nawet gdyby zaakceptowali jakimś cudem jego oryginalna formę, to wciąż wolałby wyglądać jak młody chłopaczyna z lekko za jasnymi włosami, niż wielka kłoda zagłady.
Wysłuchał odpowiedzi chłopaka i tylko mruknął coś do siebie. Zbadał go wzrokiem. Prawdopodobnie dali mu to ciało za karę. Karę za co? I jak tak naprawdę wyglądał? Miał wiele pytań dotyczących korzeni Koriko. Zastanawiał się przez chwilę czy drążyć. Być może tego typu osobiste pytania nie były dobrym pomysłem na pierwsze spotkanie. Jeżeli dojdzie do kolejnego, nie będzie się pewnie tak powstrzymywał.
- Zazwyczaj, kiedy wystawia się kogoś na publiczne upokorzenie, mówię o ludziach, nie znam się na istotach z twoich stron, to oprawca ogląda poniżanego biedaka. Być może u was działa to podobnie. W takim wypadku mógłbyś robić absolutnie wszystko, by jak najbardziej wkurzyć tych, którzy cię tak urządzili. Bratając się z wilkami nie naciśniesz im na odcisk. Ale nie znam sytuacji  pewnie jest znacznie bardziej skomplikowana, niż mi się wydaje. – uniósł ręce, od razu się poddając - Jednak wciąż możesz się dobrze bawić, zwłaszcza w ludzkim ciele. – do drugiej części zdania dodatkowo puścił oczko. Do tego ten uśmieszek na jego twarzy, nic dobrego z tego nie wynika. Skoro już musiał siedzieć na ziemi, jako taki poirytowany nastolatek to mógł trochę dla rozrywki narozrabiać, prawda? Co mu jeszcze zrobią? Zamienią w amebę? Dlaczego nie nadepnąć oprawcy na odcisk pokazując, że ich kara nie jest taka świetna, jak im się wydawało?
‘Jest zła. Pachnie ułudą. Nie powinno jej tu być. I nie lubi, gdy to robię. Denerwuje się’
Westchnął i zawiesił głowę. Znów był skołowany. Jak to statuetka pachnie? Jak kawałek kamienia się denerwuje? Może i był potworem, jednak jego zmysły pozostały ludzkie. Mógł jedynie zdawać się na intuicję. Czasem ludzie mówili, że czują się gdzieś nieswojo, ale Maze nigdy nie miał z tym problemu. Raczej był głuchy na wszelkie tego typu sprawy.
- Chociaż nie za bardzo zrozumiałem twoją odpowiedź, to miło widzieć, że chociaż irytowanie głupiej statuetki sprawia ci jakąś tam radość. – nawet jeżeli był to złowieszczy śmiech, wciąż się liczy. Nie miał najmniejszego zamiaru badać ten dziwny obiekt, dla niego kamień to kamień. Fakt, kształtem był dziwny, ale to wciąż przedmiot martwy. Dopóki nie da Śnieżynce w twarz, pozostaje bezużytecznym elementem dekoracji.
- W sumie, teraz to ja mam pytanie. Dlaczego wcześniej zajmowałeś się tymi młodymi wilkami? Powiedziałeś, że to jedynie dzieci, które muszą jednak znać swoje miejsce. Zajmujesz się nimi w własnej woli, czy może jest to jakiś odgórny obowiązek? A może swego rodzaju pokuta?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Koriko
Wilczy Bóg
avatar

Liczba postów : 174
Join date : 29/12/2017

PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   Sro Sty 17, 2018 12:13 pm

Wzdrygnął się dostrzegalnie, odsłaniając kły w wyraźnym niezadowoleniu.
Ludzie używają perfum. Zabijają zapach — krótki warkot dość dobitnie przekazywał jak Koriko podchodził do podobnego tematu. Rzecz jasna zwierzęta też potrafiły używać choćby runa leśnego, by ukryć się przed drapieżnikami, lecz używały tego głównie do przetrwania. Z drugiej strony może ludzie też tak robili? Momentalnie złagodniał.
Są jak skunksy bez gruczołów zapachowych. Muszą odstraszać napastników, hm... — wymamrotał bardziej do siebie niż Maze'a najwidoczniej znajdując satysfakcjonującą go odpowiedź.
"Pewnie się tej wyższej formie nie przyjrzałeś, ale nie będę cię poprawiał i grzecznie podziękuję za miłe słowo."
Położył po sobie uszy, przekrzywiając głowę w bok. Przez chwilę poruszał nieznacznie ustami, zupełnie jakby faktycznie próbował znaleźć odpowiednie słowo, które wytłumaczyłoby jego podejście do poprzedniej formy. Ostatecznie jednak zrezygnował. Powoli zaczynał osiągać swój limit w kwestii określeń. Zdążył już zapomnieć jak męczący był ludzki język i jak wiele nieporozumień wprowadzał pomiędzy rozmówcami, gdy jeden z nich nie potrafił poprawnie go używać.
Sęk w tym, że Koriko nie komplementował innych. Nie próbował wciskać białowłosemu na siłę, że wcale nie jest taki straszny jak mu się wydaje, a jego bestia miała w sobie ukryte piękno. Choć na swój sposób miała. Z drugiej strony, jakby nie patrzeć piękno było mocno subiektywne. Przycisnął palce do nasady nosa, wyraźnie próbując się skupić. Jednak zamierzał to wytłumaczyć.
Jako człowiek wyglądasz... niepozornie. Zapach to co innego. Jesteś wysoki ale... masz łagodne rysy pys--- twarzy. Ciepłe oczy. Błyszczące. To wygląd ściągający innych. Ale jako bestia — czy tak właśnie miał go nazywać? — jesteś silny i niepokojący. Niczym uosobienie ludzkiego strachu zwiastującego nieszczęście i przywołujący koszmary. Cały ten kontrast pomiędzy jednym, a drugim sprawia że oba są... są...
Czym są?
Przez chwilę milczał, szukając odpowiednich słów. Znał je, wiedział że znał. Musiał je jedynie odpowiednio wypowiedzieć.
Są pasującym do siebie kontrastem. Są ładne.
Zakończył w końcu z cichym westchnięciem. Zapewne mimo prób i tak nie udało mu się w pełni przekazać tego co chciał, nie zamierzał już jednak dalej próbować. Zamiast tego w milczeniu przysłuchiwał się jego słowom. Tak, gdy udawał się do miasta też zasłaniał swoje wilcze uszy, by nie zwracać na siebie aż tak dużej uwagi na ulicach. Niestety ogon był zbyt długi. Próbował obszernych peleryn, płaszczy czy innych narzut, ale żadna z nich nie była w stanie go ukryć. Ostatecznie zaczął się pilnować, by poruszać nim w miarę sztywno na boki przy każdym kroku i w ramach pytań zwyczajnie wmawiał innym, że przebrał się za wilka. Było to jednak zadanie niezwykle trudne i męczące. Ciągłe branie pod uwagę ruchów własnego ogona było niczym kontrola każdego mrugnięcia i oddechu. Nic dziwnego, że nie lubił miast.
"Jednak wciąż możesz się dobrze bawić, zwłaszcza w ludzkim ciele."
Postawił uszy na sztorc, wpatrując się uważnie w Śnieżynkę.
Jak? — zabawne, lecz nigdy wcześniej nie przyszło mu to do głowy. Nawet jeśli nie negował z miejsca jego słów, zwyczajnie nie zdawał sobie sprawy co właściwie miałby robić. Co takiego mieli ludzie czego nie miały zwierzęta? Końcówka jego ogona poruszyła się, wyraźnie zdradzając zaintrygowanie Koriko, choć był to gest tak drobny, że z łatwością umykał innym.
"W sumie teraz to ja mam pytanie."
Poruszył się, zmieniając ponownie pozycję, gdy powrócił do normalnego siadu. Oparł dłonie na rondzie kapelusza, zaraz podciągając do góry także nogi. Nie wyglądało to na szczególnie wygodną pozycję, a jednak jednocześnie na twarzy Koriko nie dało się dostrzec nawet śladu dyskomfortu.
To moje dzieci — powiedział przekrzywiając głowę w bok. Przez chwilę milczał, wyraźnie analizując czy odpowiednio przekazał własne słowa — Moja obecność może zaburzać ład. Wszystkie zwierzęta mają swoją hierarchię. Silniejszy zawsze wypchnie słabszego i obejmie władzę nad stadem. Ale gdy trafiam w ich okręgi, nawet najsilniejszy skłania pysk. Rzadko walczą. To... natura. Czują to w środku i dostosowują się.
Poklepał się po klatce piersiowej, gestem starając się przekazać w całkiem zrozumiały sposób, że nie była to kwestia samego rozumu, a wyłącznie instynktu. Czy ludzie często nie kierowali się w ten sposób sercem? Niejednokrotnie robili wtedy wyjątkowo głupie rzeczy.
Nie tylko wilki. Jelenie, łosie, niedźwiedzie, wiewiórki, fretki. Stada i pojedyncze osobniki. Nie chcę rujnować ich porządku. I nie muszę. Mogę wszystkiego pilnować. Gdy wilk jest głodny podczas zimy, rzuci się na wszystko co może zjeść. Jeśli zje jelenia, których jest wiele - nic cię nie stanie. Jeśli jednak zagryzie małe niedźwiedzie, ich popu... populacja ucierpi. Zwierzęta nie chcą źle, chcą przetrwać. Moja beta jest mądra, lecz nadal jest tylko zwierzęciem. Mogę nimi pokierować ucząc zachowań, by nie szkodziły. Mogę zaszczepić w ich umysłach myśl 'poluj na króliki w zachodniej części lasu, omijaj łanię na południu'. Muszą też umieć przetrwać same. Gdy idę z nimi, nawet jeśli polują nie z głodu, a dla nauki by móc przetrwać w przyszłości gdy opuszczą ten rejon, jedzenie się nie zmarnuje. Wiem kto go potrzebuje. To moje dzieci. Mój beta musi się skupić na rozmnażaniu, póki jego partnerka ma ruję. Wśród młodych jest trzech samców, odejdą na wiosnę by założyć własne stada. Opiekuję się nimi, ale nie zwiększam ich populacji — wydawał się nieznacznie rozbawiony ostatnim zdaniem, choć odbiło się to wyłącznie w jego dwukolorowych ślepiach. Twarz nadal pozostawała poważna, gdy przekrzywił głowę w drugą stronę, wyraźnie zastanawiając się czy taka odpowiedź mu wystarczyła.
Cichy świergot nad ich głowami, zdawał się w końcu zwiastować odpowiedzenie na wcześniejszy sygnał. Sójka o biało-niebieskim upierzeniu zatoczyła koło, uderzając szybko skrzydłami nim usiadła na ramieniu Koriko ćwierkając energicznie, cały czas podskakując nieznacznie w miejscu. Nawet nie spojrzał w jej kierunku, skupiając spojrzenie na Śnieżynce choć bez wątpienia słuchał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maze
Wendigo
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 06/01/2018

PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   Sro Sty 17, 2018 7:23 pm

Nawet jeżeli Kori nie planował prawić białowłosemu kompletów, to ten definitywnie w ten sposób to przyjął. Czy nastawiał się na to, że to było wychwalanie go pod niebosa? Nie. Jednak jako odbiorca zdecydował, że w ten sposób odbierze jego słowa i tak zaszufladkuje w mózgu, jak uważa. Ta sama mechanika, jak gdy do kogoś mówisz, że jest wredny lub dwulicowy, a on postanawia to przyjąć jako komplement. Nic wielkiego, zwykłe różnice w rozumieniu pewnych rzeczy.
Niepozornie? Aż mały uśmieszek wpełzł na jego usta. To bardzo dobra cecha. Świetnie jest wydawać się barankiem, łatwiej bawić się innymi. Prędzej poczują się komfortowo w towarzystwie nieszkodliwego roślinożercy, niż złego wilka. Wciąż więc miał dobrą grę pozorów. Nie można bowiem powiedzieć, żeby jako człowiek był dużo lepszy od w oryginalnej formy. Zmienia się tylko forma grzeszków, ale nie ich ilość.
Maze na pewno miał łatwiejsze zadanie, jeżeli chodzi o wpasowywanie się w tłum. Żadnych dodatkowych par uszu, ogona, kłów, pazurów. Wyglądał jak zwykły człowieczek, definitywnie nie było w tym niczego niepokojącego. Kori zawsze mógł powiedzieć, że urządza sobie późne halloween lub karnawał. Niektórzy ludzie rozumiem nie grzeszą, takie ekscentryczne wybryki umykają ich uwadze.
‘Jak?’
Ah, magiczne pytanie zasługujące na równie magiczna odpowiedź. Pytanie jednak, czy Maze miał ochotę mu teraz opowiadać o wszystkich korzyściach, płynących z ludzkiego ciała. Oczywiście, większość z nich była przeznaczona dla dorosłych. Kori za to wyglądał na dzieciaka, a jego dodatkowa niewinność i niewiedza, jeszcze bardziej potęgowała takowe wrażenie. Posłał mu więc ciepły uśmiech krzyżując ręce na piersi i delikatnie przechylał głowę na boki. Diabełek kłócił się z aniołkiem w jego głowie, to była większa bitwa, niż ta pod Grunwaldem.
- Jesteś niewinny niczym nieobsrana łąka. – być może dało się to ująć w ładniejsze słowa, ale średnio miał do tego głowę – I na razie niech tak pozostanie. – dorzucił kolejne subtelnie puszczone oczko. Droczył się i tyle. Przecież widział, że Kori chce wiedzieć, cóż takiego może robić na tych ziemskim padole. Chociaż było kilkanaście rzeczy nieseksualnych, które przychodziły mu do głowy, zostały zepchnięte na dalszy plan przez jego chęć bycia mendą, czyli sobą. Jakby tak wilka wszystkiego nauczyć od razu, to by mu się kabelki przerwały w mózgu. No i wtedy Maze nie byłby już chodząca skarbnicą wiedzy, a nie chce utracić takiego autorytetu.
‘To moje dzieci’
Przetwarzam, przetwarzam, error. Być może to jakoś metaforycznie? Bądź co bądź miał ludzkie rozumowanie świata. Słysząc o czyiś dzieciach od razu miał wizję całej ferajny i wszystkich innych procesów z jej zakładaniem związanych. Kori nie wyglądał jednak na nastoletniego ojca, a tym bardziej wilków, bo niby jak, z kim, kiedy, gdzie. Przyjął to więc jako bardzo rozległą metaforę i będzie udawał, że jego mózg to przyswoił, jak dwa plus dwa.
Wysłuchał do końca tego wykładu i przez chwilę wpatrywał się w jego twarz. Układał sobie w głowie wszystkie puzzle, zupełnie jakby właśnie starał się rozgryźć teorie chaosu lub inna zagadkę wszechświata. Po chwili jednak klasnął, bardzo delikatnie, trzy razy, nagradzając wilka takim skromny aplauzem.
- No proszę, a już myślałem, że patrzysz wyłącznie na czubek swojego nosa. Tak z góry założyłem, że to jakiś obowiązek, a tu proszę, tylko przejaw ukrytej dobroci. Zwracam honor. – oczywiście mógłby jakoś dorzucić nawet krótkie przepraszam, ale po co. Nic się nie stało. Poza tym, to niby zwykłe słowo, jednakże czasem ciężko przechodzi przez gardło. Zupełnie jakby było czymś blokowane. Pychą, dumą, honorem? Na razie załóżmy, że to tylko chwilowa niedogodność.
Zerknął na ćwierkającego skrzydlatego. Na ptakach znał się tyle, co nic. Jedyny gatunek, jaki mógł rozpoznać na kilometr to gołąb. Jeszcze czasem kruk, ale i tutaj strzelał niecelnie. Przez chwilę wsłuchiwał się w odgłosy, ale nic ciekawego. Ćwierkanie, jak ćwierkanie.
- Ty rozumiesz, co ten ptak do ciebie, eh, mówi? Czy po prostu śpiewa ci do ucha? Uważasz mnie za dziwnego, ale mam wrażenie, że jesteśmy na tym samym poziomie. – podrapał się po karku, wyraźnie zagubiony w tym całym nowym zagadnieniu, jakim było całe królestwo dzikich zwierząt. Być może to dla jego mózgu było już dużo – Co tam ciekawego? Twoja beta ma nowe potomstwo? Jeleń pokłócił się z niedźwiedziem? Króliki znokautowały leśniczego? Szykujesz na mnie armię wiewiórek, które rozłupią mój lód jak łupinkę orzeszka?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   

Powrót do góry Go down
 
Tajemnicza statuetka
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Mystery Town :: Dzikie tereny :: Lasy-
Skocz do: