Land of Falls
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Tajemnicza statuetka

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Liro
Króliczy Admin
avatar

Liczba postów : 156
Join date : 15/09/2015

PisanieTemat: Tajemnicza statuetka   Sro Gru 27, 2017 2:14 pm

First topic message reminder :



Gdzieś, głęboko w lesie, można znaleźć małą polankę, gdzie do połowy zakopana jest spora, kamienna statuetka. Stara już jest i porośnięta, choć wciąż można dostrzec trójkątną posturę postaci, jedno oko i wysoki kapelusz. Tutejsze okolice są częstym punktem spotkań dla niektórych stworzeń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://mysterytown.forumpolish.com

AutorWiadomość
Koriko
Wilczy Bóg
avatar

Liczba postów : 168
Join date : 29/12/2017

PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   Sro Sty 17, 2018 8:50 pm

"I na razie niech tak pozostanie."
Uniósł pytająco brew.
Więc były przeróżne korzyści płynące z ludzkiego ciała, ale nie zamierzał go o nich informować? Ściągnął brwi wyraźnie niezadowolony z podobnego rozwoju wydarzeń. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że odsłaniał właśnie kły cicho powarkując. Jak widać niektóre zachowania były dużo silniejsze od jego świadomości. Jakby nie patrzeć czuł się właśnie jak dziecko któremu odebrano zabawkę. Być może była to jednak tylko i wyłącznie jego wina. Od dłuższego czasu (no, może nie tak długiego) który spędził w jego towarzystwie, zdawał się traktować Maze'a niczym skarbnicę wiedzy. Była to reakcja zupełnie naturalna. Wręcz odruchowa, biorąc pod uwagę że był pierwszym "człowiekiem" z którym rozmawiał od tak dawna. Miał jednak w tym momencie idealną okazję, by nauczyć się że nie powinien zbyt szybko wymagać od innych odpowiedzi. Być może handel wymienny zdałby w tym wypadku egzamin dużo lepiej niż jednostronne żądanie.

Bawi się nami.

Nie powie nam.

Tak naprawdę wcale ich nie ma.

Oszukuje nas.

Z W O D Z I.

Żartuje sobie z nas.

Niewybaczalne.

Góra, dół. Góra, dół. Góra, dół. Uszy Koriko poruszały się miarowo, gdy wyraźnie walczył ze sobą wewnętrznie. Warkot milkł i pojawiał się ponownie, aż w końcu ucichł całkowicie. Mimo wzburzonego spojrzenia nie wyglądało na to, by zdawał sobie sprawę z całego wydarzenia. Być może od początku wydawało mu się, że to wszystko rozgrywało się wyłącznie w jego głowie. Ostatecznie odwrócił spojrzenie w bok z dziwnym dźwiękiem pomiędzy prychnięciem, a warknięciem. Chwilowa uraza majestatu? Wykonana.
Kto by się jednak spodziewał, że powróci ponownie, gdy Śnieżynka zacznie klaskać w odpowiedzi na jego wypowiedź? Pochylił się do tego stopnia, że dalsze siedzenie na statuetce nie miało najmniejszego sensu. Sójka zatrzepotała panicznie skrzydłami przestając ćwierkać i przeskoczyła na kamienną dłoń statuetki, obracając niespokojnie łbem na boki.
Upadł miękko na cztery łapy, zamiatając podłoże ogonem. Chwilę zajęło mu najwyraźniej przeanalizowanie by Maze zwyczajnie go nie wyśmiewa. Nawet jeśli zdawał się stopniowo przyzwyczajać do jego zgryźliwości, akceptacja była czymś zupełnie innym. W dodatku miał wyraźne problemy z rozróżnieniem kiedy złotooki faktycznie mu dogryza, a kiedy jest całkowicie poważny. Mlasnął nagle, oblizując kły i owinął ogon wokół butów. Nawet jeśli nadal kucał, wyprostował nieznacznie plecy dzięki czemu cała pozycja - włącznie z ułożeniem ogona - wydawała się dużo mniej agresywna. Biało-błękitny ptak jeszcze przez chwilę podskakiwał w miejscu, zupełnie jakby upewniał się że chwila zagrożenia minęła, nim sfrunął w dół, tym razem lądując na jego głowie. Kolejne odsłonięcie kłów i krótki warkot wystarczyły, by po oburzonym świergocie sójka zmieniła miejsce na jego ramię.
Śpiew ptaków także ma swoje znaczenie. Czasem śpiewają o wydarzeniach w lesie, innym razem o pogodzie, a jeszcze innym po prostu próbują zwabić partnerkę — oparł łokieć na kolanie, wyciągając przed siebie dłoń. Sójka momentalnie przeskoczyła na jego palec, ćwierkając radośnie. Podniósł się do pionowej pozycji i podszedł do Maze'a, sadzając ptaka na jego ramieniu wraz z cichym ćwierknięciem, które wydobyło się z jego własnych ust.
Jego spojrzenie wydawało się nieznacznie ponure.
Knieje płoną — powiedział kładąc po sobie uszy. Spojrzał ponad jego ramieniem w odpowiednim kierunku, poruszając nieznacznie ogonem na boki.
Choć wizja królików nokautujących leśniczego jest niezwykle zabawna. Podobnie jak nokautujących cię wiewiórek. Rozważę ten plan — ho, czyżby żart? Wyglądało na to, że humor Koriko naprawdę zmieniał się jak w kalejdoskopie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maze
Wendigo
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 06/01/2018

PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   Czw Sty 18, 2018 8:17 pm

Musiał troszkę dzieciaka podręczyć. Dolać do ognia oliwy. Miał bowiem pewien pomysł, jednak potrzebował lekkiego płomyka w wilku. Niewielkiego ognika ciekawości. Jeżeli będzie brakowało tego elementu, zabawa się nie uda. Oczywiście, wiele czynników również może popsuć jego plan, jednak od czegoś trzeba zacząć. Ściągnięte brwi, odsłonięty kły oraz ciche warczenie to był dobry znak i jeszcze lepszy początek.
Cóż, Maze potrafi przeskakiwać między nastrojami niezwykłe sprawnie. Mimika, ton, wszystko jest dla niego błahostką. W jednej chwili odwala wielki dramat, w drugiej jest śmiertelnie poważny. Wielokrotnie inni myślą się i nie potrafią go dobrze odczytać. On jednak nie ma absolutnie żadnego zamiaru ułatwiać im sprawy. Być może kiedyś ktoś stworzy do niego instrukcje. Będzie jednak potrzeba bardzo dużo papieru.
- Oh, no proszę, potrafisz spadać na cztery łapy. Być może powinieneś trzymać się tej wysokości i unikać drzew. – tutaj mamy dogryzanie na poważnie. Ale, ale, powstrzymał się od nazwania go ‘zaginionym synem Simby’. Prawdopodobnie dlatego, że nie miał najmniejszej ochoty tłumaczyć, kim jest Simba. Może powinien szukać jakiś porównań na płaszczyźnie, która nie jest obca dla Koriko? Tylko co to było? Nie znał się na wilkach, ptakach, polowaniu. Może trzeba mu wyćwierkiwać niektóre rzeczy? Na sto procent ciekawy sposób nauczania.
Skamieniał czując ptaka na swoim ramieniu. Ze strachu? Niekoniecznie. Czuł się dość niekomfortowo. Co on ma zrobić? Od tak robić za żywą statuę? Dawno nie był w jakiejś sytuacji, w której nie miał nawet najmniejszego pomysłu, co uczynić. Planował najtrudniejsze pułapki, tworzył zawiłe zagadki, maskował wszelkie zaginięcia swoich ofiar z łatwością. A zagięła go sójka.
‘Knieje płoną’
Matko boska, czy naprawdę mózg mu się ugotował, czy może miał prawo znów czegoś nie rozumieć. Nie podobało mu się to uczucie, ta niewiedza, zagubienie. Ponoć oczy to zwierciadło duszy, mogły go przez sekundę zdradzić. Zaledwie moment wystarczył, aby poczuł lekką irytację, która zaburzyła jego nienaganny spokój. Jednakże tak szybko, jak iskra się pojawiła, tak szybko zniknęła. Nie mógł sobie pozwolić na jakiekolwiek wytrącenie z równowagi. Zwłaszcza teraz, kiedy miał ciekawy plan.
Zaczął delikatnie spychać ręką ptaka z siebie, próbując dać mu do zrozumienia, że ma iść precz. Nic osobistego, ale potrzebował teraz odrobiny swobody, a żywa istotka na nim spoczywająca definitywnie nieco go ograniczała. Nie chciał także spłoszyć zwierzaczka zbyt gwałtownie, nie potrzebował żadnych niepożądanych substancji lub powyciąganych nitek w swoim swetrze. Kiedy w końcu pozbył się pierzastego przyjaciela, przeciągnął się leniwie, a na jego twarz wpełzł złowieszczy uśmieszek.
- Hej, Koriko. – mruknął i trochę się pochylił, aby znów zmniejszyć różnice wzrostu – Chcesz zagrać w pewną grę? Bardzo prosta. – nie miał czasu oraz warunków na tworzenie skomplikowanych zadań. Planował tutaj odegrać tradycyjną gierkę. Żadnych ekscesów. Czasem jednak te najprostsze rzeczy mogą wciąż być niezłym utrapieniem.
Zrobił krok w tył, po czym minął towarzysza. Zbliżył się do statuetki i zaczął ją tykać w różnych miejscach, zupełnie rozproszony. Tak naprawdę chciał dać Koriemu czas na to, aby poczuł się bardziej zaintrygowany zbliżającym się wyzwaniem. A może po prostu ruszył na chwile do swojego świata? Kto wie.
- Nie ma oczywiście gry bez nagród! – zwrócił się do chłopaka i uniósł dłoń, aby wyliczać kolejne wymieniane pytania – Czym jestem? Jak mnie zabić? Czym mnie zabić? Co można robić w ludzkim ciele? Jak możesz wykorzystać swój czas tutaj? Mogę ci dać te wszystkie odpowiedzi w zaledwie kilka sekund. Jeżeli wygrasz, oczywiście. – przecież tak wszystkiego za darmo nie sprzeda. Nawet jeżeli przegra to na pewno jakoś się z tego wykręci. Ucieknie w las lub tak okroi informacje, że wilczek i tak nie będzie wiedział, co z nimi zrobić. Nigdzie nie było powiedziane, że będą to dokładne lub prawdziwe informacje, prawda? W jego przypadku należy łapać za słówka, bowiem słowami określa wszystkie zasady i brak jednego wyrazu od razu zmienia charakter gry. W niektórych rozgrywkach bowiem można jedynie przegrać, pozostaje tylko walczyć o to, by stracić jak najmniej.
- Pobawimy się w sfinksa i Edypa. Mitologia grecka. Dostaniesz trzy zagadki i kilka minut na zastanowienie. Żadnych podpowiedzi od ptaków, wiewiórek, mrówek i innych twoich leśnych przyjaciół. Żadnych proroczych snów. Żadnych wskazówek. Tylko pytanie i odpowiedź. Proste i klarowne. – sama gra nie miała w sobie żadnych haczyków. Nagrody już tak. – Niestety, albo wszystko, albo nic. Masz prawo do zadania trzech pytań, dowolnych i uzyskania wyczerpującej odpowiedzi tylko i wyłącznie, jeżeli odpowiesz na wszystkie trzy zagadki poprawnie. Nie interesują mnie dwie dobre odpowiedzi, czy półtora. Sfinks zjadłby Edypa za zgadywanie, ja tylko zabiorę ci nagrodę spod nosa, brzmi fair. – nie mógł ryzykować, dając jedno pytanie, za jedną odpowiedź. Być może chłopak się zniechęci takim systemem punktowym, jednak może to być jego szansa na wyciągnięcie informacji poufnych. Co więc mu szkodzi? Jednak skoro mityczna istota za błąd żądała posiłku, czego żądał Maze?
- Też chce coś z tego mieć, jednak powinniśmy oboje grać na podobnych zasadach. Jeżeli zagnę cię we wszystkich trzech, wtedy ja mogę zadać, hm, jedno pytanie. Nie będzie mocno osobiste, z góry mówię. Zagadki również postaram się tak okroić, aby nie wymagały wielkiej wiedzy na temat tego ziemskiego padołu. – jemu nie przeszkadzało powolne zbieranie informacji. Na tym polegała analiza, zbyt szybka, przejawiała błędy. Lepiej zrobić coś raz, a dobrze. Jednak jedno pytanko na pewno jakoś się przyda. Mały fragment informacji, jeszcze nikomu nie zaszkodził.
Usiadł po turecku przed statuą, łokcie oparł na kolanach, a podbródek na dłoniach. Uśmieszek wydawał się stać nieodłącznym elementem jego twarzy.
- Grasz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Koriko
Wilczy Bóg
avatar

Liczba postów : 168
Join date : 29/12/2017

PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   Czw Sty 18, 2018 9:23 pm

"Oh, no proszę, potrafisz spadać na cztery łapy. Być może powinieneś trzymać się tej wysokości i unikać drzew."
Mówił ci ktoś kiedyś, że masz nadzwyczajny talent do rozbudzania w innych niezwykle intensywnych uczuć? Na przykład chęci rozszarpania ci gardła? — zapytał nawet nie próbując się silić na uprzejmość. Szarowłosy nie należał do tego typu, który zachowywał podobne uwagi dla siebie. Dużo łatwiej było mu wypowiadać na głos to, o czym aktualnie myślał niż zachowywać to dla siebie. Z drugiej strony czy biorąc pod uwagę uszczypliwe spostrzeżenia Maze'a, nie byli pod tym względem na swój sposób podobni? Nawet jeśli ich wydźwięk był zupełnie inny, bez wątpienia oba komentarze należały do tego typu, których ludzie raczej nie wypowiadali na głos, nauczeni że czasem lepiej trzymać język za zębami.
Sójce nie trzeba było powtarzać dwa razy. Nawet jeśli z początku trwała w bezruchu na głowie białowłosego, umieszczona tam przez wilka, gdy tylko dostrzegła zbliżającą się rękę, zatrzepotała panicznie skrzydłami i wzbiła się w powietrze. Ufność zwierząt w stosunku do innych, których nie znali była mocno ograniczona. Zwłaszcza, że to właśnie one najlepiej wyczuwały co działo się w środku innych osób. Ciężko było powiedzieć czy wilk również posiadał podobną umiejętność i doskonale się z nią ukrywał, czy może najzwyczajniej w świecie natura mu jej poskąpiła. Zerknął kątem oka za ptakiem, lecz sójka i tak przekazała już wszystko co miała przekazać. Nie była mu dłużej potrzebna.
"Hej, Koriko."
Nieznajomy dreszcz, który przeszył jego ciało, zmusił go do przestąpienia z nogi na nogę. Śnieżynka po raz pierwszy użył jego imienia, mimo że wypowiedział je już jakiś czas temu. Być może właśnie po tych wszystkich przezwiskach od wiewiórek i innych kotowatych, brzmiało w jego ustach niezwykle n i e n a t u r a l n i e. Mimo to po spojrzeniu na niego spode łba, zadarł nieznacznie głowę do góry wpatrując się w niego uważnie.
Grę?
Nie do końca wiedział czego się spodziewać. W co chciał grać? W przeciąganie patyka? Wątpił by był w stanie utrzymać w zębach kawałek drewna i przeciągać się z nim na ziemi. Nie wyglądał też na kogoś, do kogo hobby należało kłapanie na siebie, tarzanie się w runie leśnym i ciąganie się za ogon. Zwłaszcza że nawet nie miał ogona. Może chciał pogonić króliki?
Albo mówił o ludzkiej grze.
Jego zainteresowanie momentalnie wzrosło. Maze doskonale zresztą wiedział jak sprawić, by nie poczuł się znudzony. Z początku stał w miejscu jedynie przyglądając mu się z wyraźną podejrzliwością. Dopiero po chwili ruszył z miejsca obrzucając statuetkę nieprzyjaznym spojrzeniem i obszedł chłopaka dookoła, niczym rasowy drapieżnik czający się na swoją ofiarę. Problem w tym, że w tym momencie niekoniecznie faktycznie robił tu za drapieżnika. Jakby nie patrzeć władza nie spoczywała w tym momencie w jego dłoniach. Tak długo jak zdradzał własne zainteresowanie i godził się na grę Śnieżynki, tak długo pozostawał jedynie graczem. Osobą, która nie decydowała o dalszym przebiegu. Mogła jedynie odpowiadać i liczyć na to, że odpowiedź będzie zgodna z ustalonym przez niego regulaminem. W końcu zatrzymał się, przesuwając wzrok na jego dłoń. Uszy obracały się błyskawicznie na wszystkie strony przy każdym kolejnym wypowiadanym pytaniu. Zaszurał butem o ziemię, zbierając podeszwą jej część, wraz z martwą trawą którą odsunął w tył. Przesunął językiem po ustach i wyprostował się zaraz przesuwając palcem po nasadzie nosa. Te drobne, nic nieznaczące gesty były oznaką nie tylko jego uwagi, ale też faktu że cały czas analizował każde słowo złotookiego, szukając podstępu.

Zwodzi nas.

To pułapka.

Może chce nas pożreć?

Sfinks pożarł Edypa.

Powiedział, że nas nie zje.

Co jeśli kłamie?

Z W O D Z I.

Wysłuchał do końca zasad, zupełnie nieświadomie idąc w ślady Maze'a, choć w przeciwieńśtwie do niego, początkowo nie usiadł na ziemi lecz kucnął wyraźnie chcąc wyrównać z nim poziom. Może tak bardzo skupił się na jego słowach, że zadziałały na niego niczym swego rodzaju hipnoza?
Byłoby to całkiem prawdopodobne, gdyby nie całkowicie trzeźwe spojrzenie.
Nawet jeśli jego tęczówki poruszały się w nieznaczny sposób na boki, zdradzając panujący w jego wnętrzu niepokój, bez wątpienia nie zmienił się w psią figurkę kiwającą ochoczo łbem za każdym razem, gdy ktoś szturchał ją palcem.
"Grasz?"
Pokręcił na boki głową. Usiadł na ziemi kopiując styl siedzenia białowłosego i ułożył ogon na swoich udach, przesuwając palcami po miękkim, szaro-białym futrze.
Skoro ja po wygraniu będę mógł zadać trzy pytania, sprawiedliwym będzie byś ty w przypadku mojej przegranej również mógł zadać trzy. Ale — zawiesił na chwilę głos, wyraźnie zbierając myśli, by odpowiednio przekazać to co miał do powiedzienia. I tak gdzieś z tyłu głowy słyszał cichy głosik, który mówił mu że jest na straconej pozycji. Skoro zwykła konwersacja potrafiła być dla niego zagadką, co miał powiedzieć w kwestii faktycznych zgadywanek? — jeśli nie będę chciał odpowiedzieć na jedno z trzech pytań, będziesz mógł zamienić je na inne. Coś jak... wybranie innej karty, która działa tylko raz. Nie można zadać tego samego pytania, inaczej sformułowanego. Oczywiście zasada działa w dwie strony. Jeśli ci to pasuje, wtedy zagram.
Uniósł wyżej twarz, rzucając mu wyzywające spojrzenie. Żądanie nie dawało mu żadnej przewagi, a było jedynie swego rodzaju zabezpieczeniem. W dodatku takim, które mogli wykorzystać obaj. Każdy miał pewne niewygodne pytania na które nie chciał udzielać odpowiedzi. A w przypadku trzech niewygodnych pytań, będą musieli wybrać to, którym wybitnie nie chcą się dzielić.
Czy jesteśmy dobrzy w zagadkach?
Nie wiem, nie pamiętam kiedy ostatni raz ktoś nam jakąś opowiedział.
To ryzykowne, Fenrirze.
Nie odpowiedział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maze
Wendigo
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 06/01/2018

PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   Czw Sty 18, 2018 11:17 pm

'Mówił ci ktoś kiedyś, że masz nadzwyczajny talent do rozbudzania w innych niezwykle intensywnych uczuć? Na przykład chęci rozszarpania ci gardła?'
- Niekoniecznie. Jesteś pierwszy. Wpiszę to sobie do pamiętnika. – w końcu wizja rozszarpanego gardła brzmiała tak zachęcająco, że musiał ją jakoś upamiętnić. Jaki to byłby ciekawy proceder. A może tak go jeszcze podrażnić? Żeby chociaż jakaś ważna tętnica poszła? Chociaż, Kori już był taki spokojny. Może zachowajmy kolejną bojkę na inną okazję. Jako prezent na święta czy urodziny.
Ah, jaki piękny widok. Żywe zainteresowanie, czysta ciekawość, która mocno skumulowana zaczyna pożerać umysł jednostki od środka. Żądza poznania danego zagadnienia potrafi narzucić nam miliony pytań, a ich zaspokojenie pozwoli na odczucie ogromnej satysfakcji. Sądząc po reakcjach wilka, pod tym względem, aż tak od ludzi się nie różnił. Być może wszystkie istoty, nawet te z boskiego panteonu, były zniewolone przez te same żądze, przynajmniej po części. Ich wykorzystanie pozwalało na zgrabne manipulacje jednostką. Brzmi jak filozofia starego głupca, jednak ma w sobie odrobinę prawdy.
Nie było tu absolutnie żadnego podstępu. Zwykła chęć rozegrania partyjki w przypadkowej grze. Białowłosy uwielbiał układać gry, zagadki, łamigłówki. Czemu miałby teraz mieć jakiekolwiek złe intencje? Nagroda była częścią każdego rodzaju gry – czy to w formie satysfakcji, czy pucharu. Tym razem, nie będzie w pełni wczuwał się w sfinksa. Takie gry to dopiero w czasie obiadu i tylko z wybranymi. Z Korim ograniczy się do pytań.
Wysłuchał wszelkich obiekcji dotyczących zasad. Na chwilę oparł na dłoniach czoło, zupełnie jakby głęboko się nad tym zastanawiał. W rzeczywistości chciał tylko zamaskować złowieszczy uśmiech, który w całej swojej okazałości malował się na jego obliczu. Prawdopodobnie Koriko z czasem nauczy się łapać go za słowa, jednak póki nie jest tego świadom, to dziesięć punktów dla tej mendy. Nie sprecyzował bowiem, jakiej jakości będzie jego odpowiedź na zadane pytania, w przypadku wygranej wilka. Z drugiej strony, nie otrzymał także gwarancji od przeciwnika, jednak bardziej sobie cenił pozostawienie swojej osoby z cieniu tajemnicy, niż odkrywanie zagadnień z życia futrzaka. Był cierpliwy, na wszystko przyjdzie czas. Za to raz wyjawionego sekretu nie będzie mógł ponownie zataić. Zasada o wymianie pytań nie bardzo mu przeszkadzała. Skoro działa to jak wymiana kart, powinien w razie porażki być w stanie jakoś się z tego wyślizgnąć.
- Jeżeli ma działać taka zasada, to pytania muszą być zadane jednym ciągiem, abyśmy mogli ocenić, które jest niewygodne. – doprecyzował, a jego podbródek znów spoczął na złożonych dłoniach. Wyzywające spojrzenie było niezwykle kuszące. Maze ułożył w ciągu kilku sekund stworzył kilkanaście zagadek, wystarczyło wybrać, jednak ten wzrok sprawił, że miał ochotę sięgnąć po te najtrudniejsze. Takie, które największego mędrca pokonają. To może być za trudne, jak na pierwsza grę, pomyślał podczas selekcji z swojej głowie. Postanowił więc być dobrym samarytaninem - po raz kolejny dzisiaj - ryzykując wyjawienie poufnych informacji ledwo poznanemu wilkowi. Kto wie, może i nie bratał się z ludźmi, a wcześniej pytał skąd wziąć ogień, ale może okaże się niewygodny? W takim wypadku trzeba będzie albo ładnie uniknąć odpowiedniego pytania, albo porażki. Zasada poprawnej odpowiedzi na wszystkie trzy łamigłówki trochę ułatwiała ten proceder.
- Moja rola to rola strażnika. Bariery ochronnej, muru obronnego. Niemniej jestem delikatna, łatwa do zniszczenia. Tak długo jednak, jak tylko mogę, będę broniła płynnego złota wewnątrz. Czym jestem? – pierwsza zagadka, prawdopodobnie najłatwiejsza z jego zbioru. Co prawda, miał kilka takich banalnych, ale co to za zabawa. Niech chłopaczyna trochę pogłówkuje, czas obudzić szare komórki.
- Mam wiele zębów. Może ostrych, może długich, może nawet krótkich i tępych, zależy, jakie mi podarują. Czasem jest ich wiele, czasem mało. Posiadam tylko jedną szczękę, ale przydatną i wygodną w używaniu. Czym jestem? – starał się trzymać z dala od pytań mocno nawiązujących do ludzi i wszystkiemu z nimi związanymi. Nie mógł jednak tu się popisać zagadkami na temat wilków, bo wiedzą na temat tego zagadnienia to nie grzeszy. Jeszcze kilka minut temu nie wiedział, że wilki mają imiona.
- Zawsze ci towarzyszę. Jestem częścią ciebie, chociaż wielokrotnie niepożądany. Niektórzy nawet pragną mojej obecności, inni nią gardzą. Potrafię ocalić twoje życie oraz je zakończyć. Nigdy się ode mnie nie uwolnisz, nigdy też nie nauczysz się mnie kontrolować. Moja obecność może być twoim zbawieniem lub przekleństwem, a mój brak to domena głupców. Czym jestem? – ostatnia zagadka oficjalnie zakończyła grę po jego stronie. Teraz tylko pozostało czekać na wynik.

/zagadki ułatwione po tym, jak przy sprawdzaniu poziomu trudności przez moją siostrę usłyszałem 'no nie bądź takim sadystom, rozpisz to trochę'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Koriko
Wilczy Bóg
avatar

Liczba postów : 168
Join date : 29/12/2017

PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   Pią Sty 19, 2018 12:55 am

Uroczo. Pamiętaj, by dopisać obok moje imię. W ten sposób już zawsze będę tym osobliwym numerem jeden — czy on właśnie prychnął? Bez wątpienia. Poruszał nieustannie ogonem na boki, wyraźnie poirytowany całą sytuacją, choć irytacja zdawała się na swój sposób być nieodłączną częścią jego bytu. Moment, w którym będzie całkowicie spokojny i nie zacznie warczeć przy każdym pojedynczym słowie, będzie jednocześnie tym w którym kompletnie przestanie być sobą. Jakby nie patrzeć nawet wobec wilków, które były najbliższymi dla niego istotami, nadal nie szczędził kłów czy pazurów.
Boskim istotom daleko było do idealnych, wbrew ludzkim oczekiwaniom. Pomijając fakt, że w rzeczywistości sam Fenrir nigdy jako tako nie otrzymał miana 'boga'. W przeciwieństwie do jego ojca Lokiego, zawsze określano go wyłącznie mianem olbrzymiego wilka. Loki natomiast był największym kłamcą i manipulantem jakiego widział każdy ze światów. Zapewne podobne potyczki, które obecnie oferował mu Maze byłyby dla niego powodem do nie lada radości. Rzadko kiedy trafiało się na ziemi na kogoś, kto tak sprawnie obracał słowem. Choć sam wilk niejednokrotnie padał ofiarą swojego rodziciela - w wyniku czego musiał wyrobić w sobie nie tylko olbrzymie pokłady cierpliwości, kombinatorstwa i przede wszystkim doskonałego aktorstwa - nie wprowadzał fałszu w swoje życie na każdym kroku. Używał go głównie wtedy, gdy była taka potrzeba, przyzwyczajony do życia zgodnie z wewnętrznym instynktem. Jak jednak widać, w wielu przypadkach nie musiał się nawet starać. Jego krótkie wypowiedzi potrafiły być równie niezrozumiałe dla innych co faktyczne zatajenie informacji. Naturalny talent, ha.
Przez chwilę przyglądał się Śnieżynce, gdy ten ukrył przed nim wyraz swojej twarzy. Jedno z uszu poruszyło się zaalarmowane. Czyżby zamierzał odrzucić jego propozycje? Jakby nie patrzeć, niejednokrotnie spotkał się z tym, że inni chcieli się bawić we własne gry wyłącznie na swoich zasadach.
"Jeżeli ma działać taka zasada, to pytania muszą być zadane jednym ciągiem, abyśmy mogli ocenić, które jest niewygodne."
Ha. Skoro chcesz to znacznie ułatwić, niech będzie — przekrzywił łeb w bok, unosząc kącik ust w praktycznie niewidocznym uśmiechu. Jakby nie patrzeć, gdyby nie wprowadził podobnej zasady, pojawiało się dodatkowe ryzyko. Mogłeś uznać pierwsze z pytań za wyjątkowo niewygodne i wymienić je na inne, by przy drugim głęboko pożałować swojej decyzji. W innej wersji wyczekiwałeś z możliwością zamiany aż do ostatniego pytania, gdy rozmówca celowo zwiększał poziom upierdliwości przy pierwszym i drugim, tylko po to by w ostatniej chwili zapytać o twój ulubiony kolor. Czyniło to całe wyzwanie dużo ciekawszym, lecz tym razem był skłonny odpuścić.
W końcu jakby nie patrzeć, to właśnie on nadal znajdował się tutaj na straconej pozycji, jako ten który nie dzierżył odpowiedzi.
Postawił uszy na sztorc wsłuchując się uważnie w wypowiadane słowa. Nawet jeśli był w stanie całkowicie uciszyć głosy natury, nie tylko one towarzyszyły mu na co dzień. Sęk w tym, że niektórych obecności nie dało się pozbyć, niezależnie od naszych własnych chęci.

Skorupa.

Złoto.

Głód.

Skacząca jaszczurka.

Wieża.

Skarb.

To ono. Bezwartościowe złoto.

Jajkiem — tak cennym dla innych stworzeń. Tak bezwartościowym dla samego Koriko. Nawet jeśli spożywał je od czasu do czasu - no spójrzcie tylko na to piękne, gładkie futro, od razu widać że jada dużo żółtek - nie stanowiło głównej części jego jadłospisu. Nie było w stanie zastąpić smaku mięsa. Poza tym skorupki zawsze wchodziły mu pomiędzy kły.
Druga zagadka sprawiła, że przez chwilę milczał, wyraźnie się zastanawiając.

Futro.

Tak.

Nie.

Igły?

Noże?

Pułapka na niedźwiedzie.

Kobieta.

Szczęka kobiety na pewno nie jest przydatna, nawet jeśli bywa wygodna w użyciu.
Krótki, złowieszczy chichot w jego głowie wcale mu nie pomógł. Położył po sobie uszy, pochylając się nieznacznie do przodu. Mlasnął cicho zwilżając usta, nim wypuścił powoli powietrze nosem.
Grzb... grzeb... — słowo nieustannie zdawało mu się wymykać. Cichy warkot zwiastujący jego frustrację, tylko się pogłębił. Spokojnie Koriko. Znasz to słowo. Przypomnij sobie.

Poranek.

Kura.

Pianie.

Jaja.

Widzisz go jak człapie?

Dumny kogut.

Nic nieznaczący, a jego nastroszony łeb...

Na łbie miał...
Grzebień? — miał wrażenie, że ugryzie się w język. Syknął cicho, powstrzymując ochotę splunięcia w bok. Widział kilka razy jak ludzie poprawiali z jego pomocą włosy, bądź wyczesywali psy. Niektóre wyglądały na zadowolone. Inne niekoniecznie. Być może było to przyjemne uczucie, a może zwyczajna tortura.
Zresztą czy aby na pewno chodziło o grzebień? Położył po sobie uszy. Może jednak ten śmieszny przedmiot w którym w kuchni ludzie trzymali swoje drobne szable do krojenia mięsa? Wypowiedział już jedną ze swoich odpowiedzi. Zacisnął mocniej pazury na ogonie, powtarzając w głowie trzecią zagadkę.
I tym razem w jego głowie pojawiły się dwie odpowiedzi. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że kiwał się chwilowo wprzód i w tył z zamkniętymi ślepiami, wyraźnie myśląc nad odpowiedzią.

Instynkt.

Ludzie go nie mają.

Głupcy.

Łatwo umierają.

Strach.

Ratuje i ostrzega.

Wstydliwy, niczym wilk który utknął na drzewie.

Ledwo udało mu się powstrzymać warkot. Z każdą sekundą, zaczynał utwierdzać się w przekonaniu, że wchodzenie na drzewa zdecydowanie nie powinno nigdy więcej leżeć w jego naturze. Skutki podobnego zachowania ciągnęły się za nim niczym przeklęte domino, które nigdy nie miało końca.
Acz i tak wiedział, że gdy tylko zobaczy kolejny błysk w koronie drzew, nawet się nie zawaha.
Otworzył ślepia.
Strach — przekrzywił łeb w bok, wypuszczając z dłoni ogon, który momentalnie wywijając się w dzikim tańcu, cofnął się za jego plecy, uderzając kilkakrotnie o podłoże. Oczekiwanie. Zniecierpliwienie. Ciekawość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maze
Wendigo
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 06/01/2018

PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   Pią Sty 19, 2018 10:48 pm

Zasady były świetną rzeczą, tak długo, jak ty mogłeś je ustalać. Kiedy jednak do spisywania regulaminu dołączyła się osoba trzecia, sprawy się komplikowały. Nie oznaczało to z góry końca gry bądź samych negocjacji. Był to co najwyżej niezbyt pożądany przerywnik. Możliwe, że Maze miał większego fioła na punkcie kontroli, niż się do tego sam przyznawał. Cholera wie, jak dawno temu musiał się martwić o czyjąś dominancie nad sobą, w jakiejkolwiek dziedzinie. Być może trzeba by go zrzucić czasem z tego piedestału, bo wygląda na to, że do niego przyrósł. A nie. Zgodził się na propozycję, w takim razie możemy go i tak walnąć patykiem w łeb, aby zachował trzeźwość umysłu.
- Owszem, chcę to znacznie ułatwić. Póki co, cenię sobie swoje personalia bardziej, niż twoją opinie na mój temat. – być może Kori uznał, że białowłosy stchórzył i kiedy nogi się ugięły postanowił zmienić nową zasadę. W sumie, właśnie tak było. Może pomijając trwogę samą w sobie. Kiedy tylko spróbował dopuścić do siebie myśl, że może za kilka minut będzie zmuszony do mówienia na swój temat, to aż go skręciło w środku. A zwłaszcza dane poufne, których nigdy nikomu nie wyjawiał osobiście. Co to za dziwne uczucie? Jakieś.. obce? Niemożliwe, czyżby niepokój? No proszę, jednak da się jeszcze jako poruszyć tę bryłę lodu. Chociaż oczywiście z zewnątrz tego nie widać.
Przybrał pokerową twarz, aby przedwcześnie nie ujawniać wyniku. Ho, ho, nie jest taki głupi, na jakiego wygląda, pomyślał, kiedy gra oficjalnie się zakończyła. No prawie, pozostało rozdanie nagród. Maze był jednak rozdarty, ponieważ odpowiedzi były prawie perfekcyjne. Właśnie prawie. Westchnął przekrzywiając głowę na bok. Zamknął oczy i zaczął coś do siebie mruczeć, zanim zwrócił się do towarzysza.
- Zaliczyć ci to, czy nie… - pociągnął cicho, bujając się na boki. Jego wewnętrzna menda krzyczała ‘nie’, a jego zewnętrzna menda się zastanawiała. Taka sytuacja. – Zagadki były, mniej więcej, od najłatwiejszej do najtrudniejszej. Być może ta pierwsza skorzystała na twojej niecierpliwości. Usłyszałeś zagadkę i pomyślałeś ‘O! Wiem, wiem! Jajko!’. Niestety, źle. – zacmokał na koniec ustami, a następnie postanowił wytłumaczyć zaistniały błąd – Tak blisko, a tak daleko. W skrócie zagadka brzmiała: jestem strażnikiem, jestem delikatna, łatwa do zniszczenia i bronie płynnego złota wewnątrz. I trafnie wpadłeś na to, że najogólniej mowa o jajku. Ale czy całe jajko chroni żółtka? Calutkie? – zapytał dość retorycznie pod koniec oraz wzruszył ramionami – Czy może tylko skorupka? – tak, można powiedzieć, że czepia się szczegółów. Jednak miał prawo, to była jego gra i odpowiedź nie zgadzała się z kluczem. Przecież żółtka nie otacza cała armia wielkanocnych jajek, a jego barierą ochronną, murem obronnym jest delikatna skorupka. Niestety, ten mały błąd sprawia, że nasz zawodnik został z dwoma punktami, czyli niewystarczającą ilością, aby przeprowadzić wywiad…
- Jednakże… - o matko boska – Jestem skłonny wprowadzić pewien układ. Coś w ramach nagrody pocieszenia, za wypowiedzenie tak trudnego słowa, jak grzebień. – miał ogromną ochotę zadać mu więcej zagadek, na które odpowiedzią były naprawdę ciężkie do wymówienia słowa. Ciężko jednak określić, co znajduje się w tej kategorii zdaniem Koriko. Maze nie sądził, żeby grzebień było trudnym słowem, a tu proszę. Być może powinien na poczekaniu wymyślić sobie jakieś super fajne nazwisko, na przykład Lakshmanan Sathyavagiswaran, a potem zdecydować, że będzie tylko na to reagował? Brzmiało zachęcająco.
Przez chwilę myślał nad tą cała nagrodą pocieszenia. Może lepiej nazwać to wyróżnieniem? W końcu chłopaczyna sobie dobrze poradził. Mimo wszystko, jego wynik nie pokrywa się z wymogami, dlatego trzeba było kombinować. No i, jak już wiemy, nic za darmo.
- Możesz mi zadać trzy pytania. Ja wybiorę i odpowiem na dwa z nich i wciąż zastrzegam sobie prawo, do zmiany jednego. Ale… - zawsze musi być jakieś aleAlbo ja ci mogę zadać pytania na tych samych zasadach, albo tylko jedno, którego nie możesz wymienić. Twój wybór. – zawsze dwie odpowiedzi są lepsze od żadnej. Pod warunkiem, że Maze będzie szczery, czego nie może nikt zapewnić, nawet aniołek w jego głowie. Na pewno jednak będzie starał się nakłonić Śnieżynkę do mówienia prawdy, prawdy i tylko prawdy. Bardzo mocno starał i oby na staraniach się nie skończyło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Koriko
Wilczy Bóg
avatar

Liczba postów : 168
Join date : 29/12/2017

PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   Sob Sty 20, 2018 12:23 am

Przekrzywił głowę w bok, przyglądając mu się przez dłuższą chwilę w milczeniu.
Logiczne. Twój wybór — nie zamierzał protestować. Jakby nie patrzeć, na dłuższą metę było mu wszystko jedno. Zgodził się zagrać w jego grę i nawet jeśli wprowadzał pewne modyfikacje, były one niezwykle ogólne. Obaj byli na tym etapie znajomości, gdzie ciężko było oczekiwać od któregokolwiek z nich chęci dzielenia się bardziej szczegółowymi informacjami na swój temat z drugą osobą.
Po udzieleniu odpowiedzi czekał cierpliwie, nie odzywając się ani słowem. Choć myśli nadal tłoczyły się dziko w jego głowie zmieniając w niezrozumiały bełkot. Wyglądało na to, że głosy były dużo bardziej niecierpliwe niż sam Koriko. Zupełnie jakby zależnie od tego co się wydarzy, miały wysunąć własną konkretną ocenę.
Być może na temat samego wilka.
"Zaliczyć ci to, czy nie..."
Postawił uszy na sztorc, wsłuchując się w głos Śnieżynki. Wyprostował się niczym struna. Tłumaczenie, które nadeszło sprawiło że jego umysł zdawał się momentalnie rozjaśniać. Było to niezwykle znajome uczucie, acz jednocześnie nie pamiętał kiedy odczuł je po raz ostatni. W końcu pochylił nieznacznie głowę, kręcąc nią na boki. Cichy śmiech mimo warkoczących akcentów, zdawał się dużo bardziej przypominać ludzki, być może właśnie za sprawą jego niskiej głośności. Podniósł rozbawione spojrzenie na Śnieżynkę, pozwalając by uśmiech jeszcze przez chwilę tańczył na jego ustach, nim w końcu wrócił do poprzedniej, całkowicie opanowanej wersji samego siebie.
Masz rację, mój błąd. Pokonała mnie pozornie najprostsza z zagadek. Zapomniałem o podziale jajka — nie wyglądał na szczególnie rozeźlonego tym, że się pomylił. W końcu jakby nie patrzeć, był to tylko i wyłącznie jego własny błąd. Zwierzęta nie rozdzielały zbyt często jaj na części pierwsze. Nawet jeśli niektóre z nich wyjadały wyłącznie płynny środek, Koriko zazwyczaj pożerał je w całości. Białko, żółtko, skorupka. Trzy części stanowiące całość, całość podzielona na trzy części.
Skorupka — powtórzył utrwalając zarówno samą odpowiedź, jak i poprzedzającą ją zagadkę w głowie. Nie spodziewał się że białowłosy na swój sposób postanowi pójść mu na rękę. Spochmurniał jedynie chwilowo na wspomnienie o felernym grzebieniu, nie powstrzymując cichego warkotu. Jeśli istniał na świecie jakiś przedmiot, którego Koriko oficjalnie szczerze nienawidził - był nim właśnie ten ząbkowany pomiot Szatana.
Dwa za dwa brzmią sprawiedliwie — powiedział postukując palcami o swoje kolano. Przez chwilę kiwał się do przodu i do tyłu, nim wstał w końcu z miejsca i przeszedł całą dzielącą ich odległość, by usiąść ponownie w odległości około pół metra od niego, obejmując kolana rękami i opierając na nich brodę. Może sądził, że gdy już znajdzie się naprzeciwko Maze'a, będzie w stanie dostrzec czający się w jego oczach fałsz, bądź zwyczajne unikanie odpowiedzi? W końcu kto jak kto, ale wilk bez wątpienia nie miał problemu ze wzrokiem, by specjalnie musiał podejść bliżej.
Może jakaś część niego - ta, która nakazywała mu od czasu do czasu rozejrzeć się na boki - sądziła, że w ten sposób zmniejszy prawdopodobieństwo iż wypowiedziane przez nich informacje dotrą do niepożądanych uszu. Cichy szum wiatru i świergot ptaków nie wydawały się idealnym zapewnieniem prywatności. Lecz kto na dobrą sprawę zapuszczał się na tyle głęboko, by w ogóle na nich trafić?
Mógł nie ufać swoim oczom, ale nos rzadko kiedy go zawodził. Powęszył kilka razy w powietrzu, skanując tym samym teren wokół w poszukiwaniu jakichkolwiek zmian. Zmian, które nie nadeszły.
Miał wiele pytań które przychodziły mu na myśl. Skoro wcześniej Maze był człowiekiem - dlaczego już nim nie był? Co się stało? Jak wiele pamiętał z poprzedniego życia? Czym był teraz? Czy chciał wrócić do poprzedniego życia, a może obecne całkowicie mu wystarczało? Lecz z jakiegoś powodu milczał. Nie były to pytania które sam chciał usłyszeć i choć Śnieżynka mógł zadać je właśnie w tym momencie, a on udzieliłby mu (niekoniecznie pełnych) odpowiedzi... postanowił odpuścić. Zmarszczył nieznacznie nos.
Chcę zobaczyć miasto — powiedział nagle, nim zdążył się ugryźć w język. To nie było pytanie. Przez chwilę wyraźnie zastanawiał się jak odpowiednio zapytać o to, o co chciał by nie zmarnować zbyt wielu pytań, bądź nie otrzymać odpowiedzi, która nie wymagałaby od Maze'a jakiegokolwiek jej wypełnienia. Choć nawet w tym momencie mógł w każdym momencie odmówić — Nie z daleka. Z bliska. Chcę wejść do środka i spojrzeć na nie z ich perspektywy. Ale nie mogę zrobić tego sam.
Położył po sobie uszy. Nie znał w pełni panujących w mieście zasad, nie wiedział jak się po nim poruszać, ani czego się spodziewać, co powtórzył już wielokrotnie.
Pokażesz mi je? — cóż za ryzykowny sposób na wykorzystanie pytania. Wystarczyło w końcu, by Śnieżynka odpowiedział zwyczajnym "nie". Pozbędzie się tym samym zarówno problemu, jak i jednego zapytania z puli. Zdawał sobie z tego sprawę.
Mówiłeś, że niewiele pamiętasz z okresu, gdy byłeś człowiekiem. "Maze" jest ludzkim imieniem czy mianem, które przybrałeś w późniejszym czasie?
Przez chwilę milczał, wyraźnie zastanawiając się nad trzecim pytaniem. Jakby nie patrzeć, jedno z nich tak czy inaczej miało zostać odrzucone, lecz nie znaczyło to że planował jakkolwiek je zignorować.
Dlaczego nadal tutaj jesteś? Większość normalnych osób prawdopodobnie postanowiłaby zniknąć mi z pola widzenia już po... — postukał palcem w jeden ze swoich policzków, nawiązując do wcześniejszego wydarzenia, którego nie był w stanie w obecnej chwili opisać słowami.
Nie zrozum mnie źle. Nie chodzi mi o uciekanie ze strachu. Po prostu to niespotykane, że nadal prowadzisz ze mną normalną konwersację. Nieszczególnie wierzę w brak jakichkolwiek intencji — mruknął zmieniając nieznacznie pozycję, by usiąść po turecku i oprzeć dłonie na swoich kostkach, owijając je w miarę możliwości palcami. Nawet jego ogon w końcu zdawał się spocząć spokojnie na ziemi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maze
Wendigo
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 06/01/2018

PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   Sob Sty 20, 2018 10:30 pm

Nie spodziewał się śmiechu z jego strony. Aż zastygł, wpatrując się w rozbawionego wilka. Próbował wrócić kilka sekund w swojej głowie, aby przypomnieć sobie, co tak właściwie powiedział. Chyba nie było tam nic zabawnego. Skąd więc takie zachowanie u Koriego? Już miał zapytać, czy przypadkiem pominął autorski żart stulecia, jednak tak się zapatrzył na uśmiech towarzysza, że jakoś wypadło mu to z głowy. Ah, nieistotne.
‘Dwa za dwa brzmią sprawiedliwie’
Oh, cóż za zaskoczenie. Bardzo miła niespodzianka. A jeszcze milszą było zbliżenie się Koriko. Chłopaczek był przeuroczy. Maze naprawdę musiał walczyć ze sobą, aby go nie wyściskać na śmierć. Do tego ta fasada złego wilka, którą tak trzymał na samym początku była niczym wisienka na słodkim torcie. Oczywiście, nie bierzmy tego zbyt poważnie. Śnieżynka eksperymentował z innymi oraz unikał poważniejszych zobowiązań, dlatego wszelkie komplementy czy tanie teksty z jego strony to jedynie słowa rzucane na wiatr. Nie należy ich rozpamiętywać.
Widząc, jak ten rozgląda się na boki, nieco zagubiony podążył za jego wzrokiem. Czyżby jego super zwierzęce zmysły coś wyczuły? Nie wyglądał na zbyt przerażonego, ale może tylko udaje? Co jeśli wielki potwór czai się za krzakiem lub pędzi na nich armia wiewiórek? Kiedy obmyślał, jak się zachować w przypadku, gdyby naprawdę coś wyskoczy z krzaków to doszedł do wniosku, że jest zbyt leniwy by teraz walczyć czy uciekać. Na szczęście nie musiał się o to martwić.
Wybór pytań go zaskoczył. Były bardzo… normalne. Spodziewał się raczej drążenia w bardziej osobiste informacje. Przez chwilę powtarzał wszystkie opcje i wpatrywał się w Koriego jakby nie zrozumiał ani słowa.
- I to mnie nazywasz dziwnym. – prychnął z delikatnym uśmiechem. Nie pomyślał o tłumaczeniu swego rozumowania, na to przyjdzie pora kiedy indziej. Niemniej, Koriko na pewno nie był tak prosty w obsłudze, jak większość ludzi. Ten fakt na pewno mocno intrygował potworka.
- Nie pamiętałem imienia, a chciałem jakieś mieć, więc zaadoptowałem słowo ‘Maze’. – wzruszył ramionami. Jakoś pasowało, brzmiało całkiem fajnie i wydawało się właściwe. Chociaż definitywnie miał talent oraz lubił nazywać różne rzeczy, nie miał zbytnio pomysłu na własne miano. Nic nie było odpowiednie. Pewnego dnia usłyszał to magiczne słówko i od tego czasu przedstawia się jako Maze. Nie było w tym większej filozofii.
Dotknął dłonią swojego policzka, zupełnie jakby przypominał sobie cios.
- Dawno mnie ktoś nie uderzył w twarz na pierwszym spotkaniu. – przy jego charakterze i nieco ostrym języku aż ciężko było w to uwierzyć – Być może dlatego mnie ciekawisz. Jeżeli chodzi o ukryte intencje to mój jedyny plan, to cie rozgryźć. Każdego da się podciągnąć pod jakiś schemat, zespół zachowań. Ty jednak.. Nie pasujesz do żadnego, jakie znam. Poza tym… - do tej pory utrzymywał kontakt wzrokowy, jednak w tej chwili jego spojrzenie uciekło gdzieś w bok. Nie planował kłamać lub namącić, szukał odpowiednich słów – Miło się z tobą rozmawia. Nie widzę więc powodu, dla którego miałbym obrazić się i odejść z fochem. – najzwyczajniej w świecie nie gardził jego towarzystwem. Sam fakt, że to Kori jeszcze się nie wkurzył i nie zwiał, był dla Śnieżynki nieprawdopodobny. Podczas ich rozmów nie silił się na normalność lub uprzejmości – dlaczego więc ten wciąż z nim siedzi? To jest dobre pytanie, ale zbyt podobne do wcześniej zadanego. Bądźmy oryginalni.
- Teraz moje pytania! – stwierdził, najwidoczniej dość podekscytowany. Przygryzł dolną wagę i przeprowadzał bardzo dokładną selekcję w głowie. Po tym, jak Kori okazał się tak miły i nie pytał o zbyt osobiste rzeczy, postanowił także unikać niewygodnych tematów. Oznaczało to jednak szybkie stworzenie całkowicie nowej puli.
- Dlaczego mówi się, że deszcz pada, a śnieg spada? – to nie byłoby w jego stylu, nie dać chociaż jednego, dziwnego pytania całkowicie znikąd. Szczerze? Nie bardzo przejmował się tym, jak ograniczone miał możliwości.
- Wyglądasz i zachowujesz się jak nastolatek. Czy jesteś starszy, może nawet znacznie starszy, niż wyglądasz? – specjalnie tak sformułował pytanie, aby nie wymagało dokładniej odpowiedzi, a jedynie ‘tak’ lub ‘nie’.  Być może miał milion lat, a może nawet nie było takiej liczby. Wszystko było prawdopodobne, kiedy wiedział o wilku tak niewiele.
- I ostatnie pytanie… - ta legendarna, dramatyczna pauza – Kiedy idziemy na miasto w ramach drugiej randki? – dorzucił jeszcze puszczenie oczka. Musiał, tak, musiał. Tym samym subtelnie  odpowiedział na wszystkie trzy pytania ze strony chłopaka. Cóż za dobroduszność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Koriko
Wilczy Bóg
avatar

Liczba postów : 168
Join date : 29/12/2017

PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   Nie Sty 21, 2018 12:32 am

Po wypowiedzeniu pytań, więcej się nie odzywał. Milczał wyraźnie dając Maze'owi chwilę na rozważenie jego słów. Jakby nie patrzeć, od początku wiedział że białowłosy nie tylko mógł zmienić jedno z nich, ale też nie miał obowiązku odpowiedzenia na wszystkie trzy. Nie dało się ukryć, że pomimo ich dość podobnego poziomu ważności dla Koriko, nadal miały swego rodzaju hierarchię. Ogon cały czas tkwił na ziemi, nie zdradzając tym samym w danej chwili jego emocji.
"I to mnie nazywasz dziwnym."
Nie zrozumiał.
Wpatrywał się jedynie uważnie w zmianę mimiki, która dokonała się na twarzy Śnieżynki, na swój sposób utrwalając ten obraz w swojej wyobraźni. Przekrzywił nieznacznie głowę w bok, lecz nie wykonał żadnego ruchu więcej. W końcu odpowiedział na jedno z pytań.
Ukłucie rozczarowania mimo wszystko uderzyło w jego serce, rozlewając się powoli po klatce piersiowej niczym jad. Nawet jeśli ta dziedzina bez wątpienia go interesowała, wizja utraconej możliwości udania się do miasta dość mocno utrwaliła się w jego świadomości. Z całych sił starał się utrzymać neutralną fasadę (i uszy w całkowicie normalnej pozycji, mimo że wręcz czuł jak próbują płasko przylgnąć do jego włosów) i absorbować zdobywane informacje.

Więc nie pamięta.

Maze.

Nie weźmie nas.

Poza zasięgiem.

Wilk nie przynależy do miasta.

H A Ń B A.

Nie pamięta czy kłamie?

Nie wyglądało jakby kłamał. Może i nie był chodzącym wykrywaczem kłamstw, ale tym razem postanowił założyć że złotooki rzeczywiście nie pamiętał praktycznie niczego ze swojego poprzedniego życia. Dość ponura wizja. Jakby nie patrzeć, nawet jeśli Fenrir został bez wątpienia uwięziony w taki, a nie inny sposób - nie odebrano mu wspomnień. Jego osobowość która stopniowo ewoluowała w coś kompletnie innego, nadal była wyłącznie wynikiem jego ciągłych decyzji. Jeśli Maze nie kłamał i faktycznie nie pamiętał zbyt wiele z okresu, gdy był człowiekiem...
Futro na jego ogonie zdawało się nieznacznie zjeżyć.
"Miło się z tobą rozmawia. Nie widzę więc powodu, dla którego miałbym obrazić się i odejść z fochem."
Zaskakujące. Nawet jeśli zgodzę się z pierwszą częścią, swoją bezpośredniością niejednokrotnie sprawiasz że już dawno temu powinienem przegryźć ci gardło i przetargać przez pół lasu. Ta cała lodowa bariera bez wątpienia skutecznie cię ochrania. Nawet jeśli preferuję chłód ponad upałami, uczucie zimna na zębach nie jest marzeniem mojego życia — uniósł brew ku górze, unosząc zdrową dłoń by odgarnąć włosy ze swojej twarzy. Zatknął kilka pojedynczych kosmyków za swoje wilcze ucho — Ale... to na swój sposób dobra cecha. Jeśli mam wybierać pomiędzy uszczypliwymi komentarzami, a fałszywym podlizywaniem się, wolę mimo wszystko to pierwsze. Nawet jeśli mam kończyć nieustannie warcząc na twoją bezczelność i przeturlać się z tobą po trawie, gdy zabraknie mi cierpliwości. Przynajmniej nie umierasz tak łatwo jak ludzie.
W końcu owej cierpliwości nie miał zbyt wiele.
Nawet jeśli nie zamierzał posuwać się aż tak daleko, by twierdzić że Maze był z nim całkowicie szczery, doceniał że mówił to co myślał. Przynajmniej teraz, gdy jeszcze nie zdawał sobie sprawy z tego że został dość brutalnie okłamany w kilku kwestiach, jego umysł pozostawał całkiem spokojny.
"Teraz moje pytania!"
Czekał. Kompletnie nie wiedział czego właściwie miał się spodziewać. Wyglądało jednak na to, że nawet gdyby wytężał wszystkie swoje szare komórki i tak nie byłby w stanie niczego przewidzieć.
Maze był absolutnie nieprzewidywalny.
Deszcz jest w stanie ciekłym, a śnieg... nie — dlaczego czuł się, jakby po raz kolejny odpowiadał na zadaną przez niego zagadkę? Skonfundowanie wyraźnie odbiło się w jego dwukolorowych oczach, gdy wpatrywał się z taką intensywnością w złote tęczówki Maze'a.
Czas płynie tu nieco inaczej. Choć jeśli przyrównamy go do rzeki, ja pozostanę głazem zbyt ciężkim, by był w stanie przesunąć go dalej — wymamrotał w końcu nie udzielając jasnej odpowiedzi. Z drugiej strony, jeśli Śnieżynka faktycznie tak lubił swoje zagadki, nie powinna sprawić mu ona większych problemów.
Pauza.
Trzy uderzenia serca.
Nieznacznie spinające się mięśnie.
Kolejne słowa wbrew początkowym obawom sprawiły, że zarówno wcześniejsze rozczarowanie i napięcie momentalnie zniknęło bez śladu. Nawet jeśli i tym razem Koriko usilnie próbował opanować swoje emocje, nie udało mu się zatrzymać w miejscu ogona, który poderwał się z ziemi do góry, poruszając błyskawicznie na boki, zupełnie jakby zamiatał podłoże. Wyraźnie się wyprostował, zaraz podnosząc wzrok by wlepić go w rozciągające się nad nimi niebo. Coś co dla wielu mogło się wydawać gestem wskazującym na ignorancję, dla niego było jedynie zdobywaniem informacji.
Nie mogę opuścić lasu przed następną fazą księżyca. Szykuje się wtedy wielkie polowanie całej watahy, jeśli nie odpowiem na ich wycie i odpowiednio ich nie poprowadzę, mogą zaatakować w złej części lasu — nawet jeśli nie miał obowiązku tłumaczenia mu czegokolwiek, tym razem postanowił to zrobić. Nawet jeśli była to wiedza, która prawdopodobnie kompletnie go nie interesowała. Wrócił do niego spojrzeniem.
Za trzy dni od dziś przez siedem nocy mogę opuścić las. Decyzja kiedy i na jak długo, należy do ciebie — nachylił się w jego stronę, w końcu nieznacznie uspokajając rozochocony ogon.
Jestem dużo starszy niż wyglądam, lecz w przeciwieństwie do umysłu, moje ciało się nie zmienia — powiedział wracając znienacka jakby nigdy nic do poprzedniego pytania. Nie wyglądało jednak na to, by zamierzał dodać ani słowo więcej. Była to jedynie jego ostrożna forma na odwdzięczenie się za przystanie na propozycję pójścia do miasta.
Tylko czym była randka?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maze
Wendigo
avatar

Liczba postów : 59
Join date : 06/01/2018

PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   Pon Sty 22, 2018 7:07 pm

Przecież to nie w jego stylu od tak ładnie odpowiedzieć na wszystkie pytania po ludzku. Musiał wybrać jedno z nich i tak je obrócić, aby stworzyło świetne trzecie pytanie. Wcale nie dlatego, że nie miał pomysłu na niewinne pytanka, w ogóle. Naprawdę chciał tak sprytnie zaprosić go na randkę na mieście. Wszystko było zaplanowane. W stu procentach.
Maze wielokrotnie porównywał swój umysł do książki, z której wyrwano kilka stron. Wszelkie kartki zawierające informacje dotyczące jego normalnego życia zostały od tak wydarte. Zniknęły i najpewniej nie wrócą. Kiedyś myślał, czy może nie zająć się poszukiwaniem informacji na swój temat. Czy to naprawdę dziwne, ze pragnął odzyskać część siebie? Niestety, to nie było takie proste. Wiedział, że minął bardzo długi czas od kiedy został potworem. Nawet jeżeli zabrałby się za poszukiwania, skończyłby szybko w martwym punkcie. Jego rodzina i przyjaciele byli w końcu ludźmi, nie żyli tak długo jak wszelkie stworzenia nadnaturalne. Wystarczająco długo był już myślącym potworem, by w tym czasie zdążyli się zestarzeć i spoczęć w grobach, już nawet nie uwzględniając całego czasu w którym był dziką, nieświadomą bestią. Jak miałby cokolwiek znaleźć, jeżeli nie ma nawet żadnego punktu startowego? Cholera wie, czy był wtedy w Kanadzie jako turysta, czy jako miejscowy. Mógł być dosłownie każdym, wszędzie, z każdego rejonu wielkiego świata. Żadnego punktu zaczepienia. Pozostało mu się pogodzić z utraconym majątkiem i próbować zbudować wszystko na nowo. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.
- Możesz mi przegryźć gardło i zrzucić z klifu. Tego jeszcze nie było, zawsze jakaś odmiana. – co prawda spadł kilka razy z wysokości, ale nigdy nikt go nie spychał z krawędzi. Była to dość niebezpieczna praktyka w tym ciele, bo lód na pewno by się pokruszył, a wraz z nim mogły również kości. To ciało potrzebowało opatrunku w przypadku uszkodzenia, więc gdyby się tak cały połamał, to by tak leżał, dopóki by się kości normalnie nie zrosły. Nie umarłby, ale pewnie się zanudził i trochę namęczył.
Zaraz brutalnie okłamany. Drobne kłamstewka, ot co. Wcale nie miał planów jeszcze zdefiniować mu kilku pojęć pokrętną droga. Jak już się dowie niektórych rzeczy – i zatłucze Śnieżynkę na śmierć oraz podpali – to może będzie jeszcze ciekawszy świata? By upewnić się, co jeszcze było kłamstewkiem? To wszystko w dobrej wierze. Naprawdę.
Nie spodziewał się odpowiedzi na pierwsze pytanie, ale narzekać nie będzie. Wysłuchał jego wypowiedzi i tylko pokiwał głową, odpuszczając sobie komentarze. Z racji tego, że samo pytanko było dziwaczne, Maze nie miał żadnych oczekiwań. Zadowolił się więc dość pokrętnym odzewem i nie będzie wnikał.
To polowania wilków zależą od fazy księżyca? A to coś nowego. Biorąc pod uwagę jego mocno ograniczoną wiedzę na temat dzikiej fauny, to niemalże każda informacja wydawała się niezwykle intrygująca ciekawostką. Czyli wilki działały trochę jak wampiry z filmów? Na tej zasadzie?
‘’Za trzy dni od dziś przez siedem nocy mogę opuścić las.’’
Siedem nocy to sporo, Maze będzie musiał wziąć ze sobą prowiant. Zazwyczaj pożywiał się raz na cztery, czasem pięć dni. Jednak tydzień to było zbyt duże ryzyko. Co prawda nie tracił panowania nad sobą i nie zeżarłby dostawcy pizzy, ale byłby tak słaby, że nie mógłby nawet zapuścić się w las na polowanie. Musi więc załatwić tą jedną niedogodność oraz ogarnąć jakiś dach nad głową. Na szczęście miał kilka opcji, bo sporo jego ostatnich obiadków nosiło ze sobą kluczę i dokumenty. Będą mieli w czym wybierać. Tylko spiżarnie trzeba uzupełnić. Najwidoczniej nie tylko wilki sobie urządzą polowanie.
Podniósł się i otrzepał swoje spodnie.
- Jeżeli szykuje nam się taka wycieczka, to muszę przygotować kilka rzeczy. Nie będziemy przecież spać na ulicy lub polować na gołębie. – przez chwilę przez myśl mu przeszło, że w sumie to nie wie, co takiego z ludzkiego jedzenia może przypaść Koriko do gustu. Skoro idą na wycieczkę, to zmusi go do próbowania lokalnych potraw. Część zwiedzania, ot co. Najwyżej potem sobie złapie jakiegoś biednego ptaka na balkonie.
- Do tego zgłodniałem, więc na dziś wystarczy pogaduszek. Upewnij się, że nie uszkodzisz swojej dłoni jeszcze bardziej podczas tego waszego polowania. – wolał nie zabierać go do szpitala w ramach zwiedzania. Zmierzwił czuprynę wilka i minął go, udając się w stronę skalnego pierścienia. Trzeba było przygotować pułapki na zapalonych poszukiwaczy potworków. – Za trzy dni spotkamy się o świcie przy wieży ciśnień. Tego punktu raczej nie przeoczysz. Nie musisz ze sobą niczego brać, wszystko się załatwi. Do zobaczenia! – wypowiedział na pożegnanie jednym ciągiem, po czym zniknął za drzewami. Musi teraz obmyślić plan zwiedzania i co tak właściwie mają robić w tym mieście. No i będzie trzeba trzymać rękę na pulsie, impulsywny wilk wśród ludzi to nie takie małe zagrożenie.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Koriko
Wilczy Bóg
avatar

Liczba postów : 168
Join date : 29/12/2017

PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   Pon Sty 22, 2018 9:58 pm

Szczerze mówiąc, Koriko nie zakładał że rzeczywiście udadzą się do ludzkiego miasta na siedem nocy. Rzucił jedynie odgórnym 'wolnym czasem', spodziewając się że Maze sam wybierze jeden konkretny dzień podczas którego faktycznie wybiorą się do miasta. Ewentualnie zawsze mogło się okazać, że najpierw mu coś obieca, a potem zwyczajnie nie stawi się w umówionym miejscu. Nawet jeśli wilk nienawidził osób łamiących obietnice i bez wątpienia ich następne przypadkowe spotkanie nie skończyłoby się uprzejmą rozmową, raczej nie poświęciłby aż tyle energii by próbować go wytropić i się zemścić.
Poderwał głowę, patrząc za podnoszącym się Śnieżynką.
"Nie będziemy przecież spać na ulicy lub polować na gołębie."
Spać?
Niezrozumienie odbiło się na twarzy szarowłosego, choć szczerze mówiąc nie miał nic przeciwko polowaniu na ptactwo. Populacja gołębi zdecydowanie nie była zbyt niska, a w trakcie zimy zawsze te grube, przekarmione przez ludzi gnojki reagowały zbyt wolno (i zbyt ufnie) na nadchodzące zagrożenie. Nie zdawały sobie sprawy z tego, że gdy nadbiegał w ich kierunku, wcale nie zamierzał rzucić im w łeb kolejną porcją chleba. Gdy natomiast dostrzegały błysk w jego oczach i machały panicznie skrzydłami, byle wzbić się w powietrze - było już za późno. Łatwy, ale nieco tłusty cel. Zdecydowanie preferował chudsze mięso, nawet jeśli w obecnym okresie, większość zwierząt nabierała dodatkowej masy, by uchronić się przed zimnem.
W przeciwieństwie do moich braci, nie muszę używać wszystkich czterech łap do biegania — odpowiedział lekceważąco, wzruszając ramionami. Nieszczególnie przejmował się stanem własnej ręki, który i tak miał się poprawić na dniach. W końcu nie bez powodu po świecie krążyło powiedzenie że coś "goi się na kimś jak na psie".
Położył po sobie uszy, odtrącając dłoń Maze'a gdy ten po raz kolejny zmierzwił jego włosy. Ciche, ostrzegawcze warknięcie nie brzmiało w tym momencie zbyt przekonująco. Prawda była bowiem taka, że jego myśli krążyły wokół zupełnie innego tematu, a wykonany przez niego ruch był bardziej automatyczny niż przemyślany. Wymamrotał coś po nosem z wyraźnym naburmuszeniem, podnosząc się w końcu z ziemi. W przeciwieństwie do Maze'a, jego kierunek był zupełnie inny.
Wziął głębszy wdech, wydając z siebie głośne, przeciągłe wycie. Dźwięk zdecydowanie nie miał być dyskretny. Jakby nie patrzeć, wezwanie było dosłyszalne dla jego pobratymców w promieniu kilku kilometrów od miejsca, w którym się znajdował. Ten sposób lokalizacji był niezwykle szybki i bez wątpienia - trafny. Jego uszy poruszyły się na boki, gdy - prawdopodobnie - usłyszał odpowiedź i zwrócił głowę w odpowiednią stronę.
"Do zobaczenia!"
Wzdrygnął się nieznacznie przypominając sobie o stopniowo oddalającej się obecności towarzysza.
Hej, Śnieżynko! — krótki, donośny krzyk bez wątpienia przedarł się bez problemu do jego uszu — Omijaj ciemne knieje! Knieje płoną.
Ostatnie dwa zdania zostały wypowiedziane już normalnym tonem. Właściwie i tak nie mógł mieć stuprocentowej pewności, że białowłosy w ogóle weźmie go na poważnie. Biorąc jednak pod uwagę jego niechęć do ognia, bez wątpienia powinien posłuchać rady Koriko i omijać tamte strony. Podrapał się krótko za uchem i machnął zamaszyście ogonem, rzucając ostatnie nieprzyjemne spojrzenie statuetce, nim puścił się biegiem pomiędzy drzewa w kierunku ostatniego usłyszanego wycia. Zbyt długo poruszał się po lesie bez watahy.

zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Tajemnicza statuetka   

Powrót do góry Go down
 
Tajemnicza statuetka
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Mystery Town :: Dzikie tereny :: Lasy-
Skocz do: