Land of Falls
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Leśna rzeka

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Liro
Króliczy Admin
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 15/09/2015

PisanieTemat: Leśna rzeka   Sro Gru 27, 2017 2:18 pm

First topic message reminder :



Mały strumień przepływający przez leśne knieje. Jest częstym miejscem wypoczynku dla zwierząt i innych stworzeń, a także źródłem pysznej, czystej wody.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://mysterytown.forumpolish.com

AutorWiadomość
Koriko
Wilczy Bóg
avatar

Liczba postów : 174
Join date : 29/12/2017

PisanieTemat: Re: Leśna rzeka   Sob Sty 13, 2018 12:33 am

CHLUST.
Razy dwa, chciało się rzec. Pierwsze chlupnięcie skutecznie zwiastowało wpadnięcie chłopaka do wody. Drugie natomiast uderzyło prosto w jego twarz. Biało-szare włosy przykleiły się do jego czoła, a ogon opadł wyraźnie w dół. Uszy, które do tej pory przylegały płasko do jego głowy, uniosły się ku górze. Być może właśnie ten moment był dość kluczowy, gdy na nowo w pewien sposób udostępnił sobie dostęp do dźwięków z zewnątrz. A właściwie - i tak, i nie.
Potrzepał głową na boki i przechylił się w lewo, wyraźnie chcąc by zimna woda wypłynęła z wilczego ucha. Nieprzyjemny szum drażnił go jeszcze bardziej. Był to jednak niezwykle pomysłowy sposób na przekierowanie jego złości. Głosy uparcie starały się podtrzymać targający wilkiem szał, przez który przedarł się jeden dźwięk.
Śmiech.
Początkowy plan rzucenia się do przodu został skutecznie przystopowany, gdy uniósł dłoń, by osłonić się przed pryskającą na niego wodą.
Gryź.
Rzucaj się.
Pogarda.
Albo on, albo my.
Zamiast rzucić się ponownie na Śnieżynkę, poleciał w tył i upadł w wodę, parskając kilka razy, gdy wciągnął pewną jej ilość nosem. W połączeniu z poprzednimi zawrotami głowy, nie było to najmilsze przeżycie. Grube futro było doskonałym schronieniem przed mrozem - ale nie pokrywało całego jego ciała. Nawet jeśli skórę miał grubszą od przeciętnego człowieka, dość prędko odkrył jak głupim pomysłem był wpadanie do strumienia, nieustannie uderzającego w niego kolejnymi drobnymi falami. Opłukanie twarzy, a kąpiel to dwie różne rzeczy. Cały pokrył się gęsią skórką i zatrząsł dość widocznie, kiwając nieznacznie na boki.
"Proszę bardzo. Atakuj. Wyżyj się."
Kolejne warknięcie.

Nie słuchaj go.

Chce cię omamić.

Zaatakuje, gdy odpuścisz.

Musimy zaatakować pierwsi.

Mąci ci w głowie.

Żmija.

Gniew i nienawiść to wszystko co masz.

Podniósł dłonie do głowy i zacisnął je na własnych skroniach zamykając ślepia. Niska temperatura dawała o sobie znać coraz bardziej i bardziej. Mógł rzecz jasna posłuchać głosów i ruszyć skostniałe ciałe, by kontynuować wcześniejsze dzieło. Tak w końcu robił do tej pory. Śnieżynka sam nieustannie prosił się o to, by to robił. Po raz pierwszy spotykał się z kimś, kto podchodził do podobnej sytuacji z zadziwiającą akceptacją.
Z kimś, kto zwyczajnie się śmiał.
Kiedy ostatni raz słyszał czyiś śmiech? Nie był w stanie stwierdzić, niezależnie od tego jak bardzo się skupiał.
Zrób to.
Jeśli nie ty to on to zrobi.
Zawarczał raz jeszcze, tuż przed tym, gdy zanurkował w taflę wody. Szepty nadal docierały do jego uszu, choć zdawały się nieco bardziej przytłumione niż wcześniej.
"Jaki lider tak szybko i bezmyślnie rzuca się na potencjalne zagrożenie narażając życie wszystkich pod jego batutą?"
Słowa Śnieżynki odbiły się echem w jego czaszce. O ile łatwiej by było, gdyby działał samotnie. Nie przejmował się niczyim życiem i szukał jedynie własnej ścieżki. Wiedział jednak, że okazał słabość już dawno temu, gdy ciążąca mu samotność sprawiła że przygarnął porzucone przy wilczycy szczenięta, wychowując je jak własne. Gdy przeżywał z nimi kolejne pokolenia, patrząc jak rosną i tworzą własne watahy. Może tak naprawdę mimo upartego unikania towarzystwa innych, wcale nie chciał być w tym wszystkim całkowicie sam.
Prawda była jednak taka, że był.
Od samego początku.
Do samego końca.
W końcu zaczęło brakować mu powietrza. Wynurzył się spod wody i wyskoczył na brzeg, ponownie parskając wodą. Przez całe jego ciało ponownie przeszły potężne dreszcze, gdy otrzepał się jak typowy psowaty, rozchlapując krople na wszystkie strony.

Co robisz?

Nie rób tego.

W R A C A J.

Musimy zaatakować.

Wściekłość. Trawi nasze trzewia.

Nie uwolnisz się.

NIGDY.

Jesteś najdziwniejszą osobą, jaką spotkałem — rzucił w końcu, w bliżej nieokreślonym kierunku, nie patrząc w jego stronę. Wytrzepał się po raz drugi, choć pozbycie się większości kropli ze skóry i sierści, nie sprawiało że jego ubrania magicznie schły. Może powinien je zdjąć? Głupie, przyziemne potrzeby. Szarpnął niedbale za bluzę, postukując trampkami o ziemię, nim ruszył do przodu pod to samo drzewo co wcześniej, szurając ogonem po podłożu. ting ting ting. Gratulacje, Śnieżynka właśnie odblokował jedno z najrzadszych osiągnięć! Zmuszenie Koriko do zaprzestania ataku. Nawet jeśli nadal wyglądał na zdenerwowanego, nie rzucił mu się do gardła. Chyba nikt nie mógł się pochwalić podobnym sukcesem. A przynajmniej nikt z żyjących. Cóż, na jedno wychodzi.
Położył po sobie uszy, gdy kucnął przy trzech nadal leżących na ziemi ptakach. Przyjrzał im się uważnie biorąc jednego z nich na ręce. Pogłaskał go ostrożnie palcem, by nie zahaczyć pazurem o delikatne pióra, mamrocząc coś pod nosem choć wzburzenie nadal go do końca nie opuściło. Nic dziwnego, że gdy w końcu zwierzątko powróciło do życia, odepchnęło się od jego dłoni i zniknęło na nowo w przestworzach, zostawiając po sobie jedynie kilka zadrapań. Przetarł powieki wierzchem dłoni i uniósł drugiego z oddychających ptaków.
Śpiewaj dla bogini Freyi — cichy świergot dobiegł do jego uszu, nie trwał jednak dłużej niż półtorej sekundy, gdy płynnym miękkim ruchem skręcił ptakowi kark. Wpatrywał się w niego przez chwilę w milczeniu, nim podniósł Ksawera trzeciego z ptaków, który nie przeżył wcześniejszego upadku. Oba zniknęły w kieszeniach jego bluzy. W końcu nie zamierzał ich zmarnować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maze
Wendigo
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 06/01/2018

PisanieTemat: Re: Leśna rzeka   Sob Sty 13, 2018 5:10 pm

Nie był pewien, czy reagować, kiedy głowa wilka znalazła się pod wodą. Już zrobił jeden krok do przodu, nawet dwa, ale jednak zmienił zdanie. Podobno ludzie nie mogą sami się utopić, ich ciało zawsze będzie wymuszało walkę o powietrze. Być może tak samo było z wilkami? Poza tym, to Maze prędzej chciał tu pożegnać się ze światem, niż młody.
Odprowadził wilka wzrokiem na brzeg, samemu wciąż pozostając w chłodnej wodzie.
‘Jesteś najdziwniejszą osobą, jaką spotkałem'
Zamrugał kilka razy, kiedy jego mózg przetwarzał te informacje. Zaraz, zaraz, zaraz! On już nie atakuje? To już koniec? Ale przecież wydawało mu się, że wilk nie spocznie, dopóki go nie rozszarpie. Ewentualnie nie padnie z wyczerpania. Nie, nie, nie, nic się nie zgadzało. Znów coś źle założył? Jakim schematem on działa? Przecież każdego da się podciągnąć pod jakiś schemat. Potarł oczy próbując uporządkować myśli w głowie. Nie rozumiał tego zachowania. Kiedy już mu się wydawało, że rozgryzł zagadkę ludzkości, znów robił dwa kroki w tył. Skoro towarzysz nie pasował do żadnego, ze znanych mu wzorów… Oznaczało to nowy wzór. Trzeba było stworzyć nowy schemat. Nowy plan działania. Zadowolony uśmiech wpełzł na jego twarz.
- Vice versa. – odpowiedział z lekkim opóźnieniem, powoli wychodząc na brzeg. Ukucnął jeszcze raz przy rzece, badając swoje odbicie w tafli wody. Co prawda, nie było do najwyraźniejsze lustro, ale zawsze coś. Wystarczył dotyk, aby ocenić stan lodu. Eh, nieźle popękany. Do tego cześć się obsypała pozostawiając fragment twarzy bez ochrony. Nie ma ryzyka, nie ma zabawy.
Usłyszał chrupnięcie i szybko się odwrócił, kiedy książę skręcił kark jednemu z ptaków. Pokręcił głową z dezaprobatą. Czy Ksawery nie wystarczył? Z drugiej strony, to mógłby być Maze, jeszcze kilka minut temu. Śnieżynka musiał niestety odwołać pogrzeb biednego ptaka, kiedy ten zniknął w kieszeni bluzy futrzanego kolegi. Będę cię pamiętał Ksawery.
Kiedy powoli zbliżał się do kolegi zaczął rozmyślać – czy smakuje, jak człowiek, czy też wilk. Na pewno zwierzęce uszy i ogon miały swoją własną, oryginalna teksturę. Jednak najbardziej intrygowało go samo ludzkie ciało. Wyglądało podobnie do reszty ludzików. Oblizał usta, najwidoczniej troszkę zgłodniał. Spokojnie, wilczka nie zje. Najpierw musi go do końca rozgryźć, a potem się nad tym zastanowi.
Kucnął obok towarzysza i delikatnie zmierzwił jego czuprynę.
- Nie taki groźny nasz wielki, zły wilk. - oczywiście, wciąż mógł mu udowodnić, że się myli. Najlepszy sposób by zbadać jakiś obiekt to doprowadzić go do najbardziej naturalnego stanu. Obudzić instynkty. Niczym w Stanfordzkim eksperymencie więziennym. Tylko pytanie, jak to zrobić w tym przypadku? Czy lepiej być sobą, bo najwidoczniej to działa całkiem efektywnie, czy może znaleźć jakiś inny sposób. Przewiercił Wiewióra wzrokiem, a następnie westchnął oraz przymknął oczy.
- Jesteś jak trudny nastolatek. Nie mogę w pełni odgadnąć, co ci chodzi po głowie. - być może nie mijało się to tak bardzo z prawdą. W końcu fizycznie niewiele różnił się od licealistów. Raczej daleko było mu do kryzysu wieku średniego, więc prędzej strzelałby w trudny okres dojrzewania. Wilki mają okres dojrzewania? A może mózg ma taki ludzki? Ah, tak wiele pytań.
Nagle sobie coś przypomniał. Czyżby olśnienie? Przecież chłopaczyna rozbił mu lód na twarzy, a za tym idzie mocna siła uderzenia. Złapał delikatnie za jego nadgarstek, przyglądając mu się uważnie. Jeszcze sobie pazurami rozorał wnętrze dłoni. Aj, niezdara.
- Mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś mocno impulsywny i lekkomyślny? Być może powinieneś sobie bardziej cenić swoją rękę, niż uderzenie mnie w twarz. Do tego jeszcze ukradłeś Ksawera. Sił mi na ciebie brakuje. - nawet nie zaprzątał sobie głowy tłumaczeniem, kim jest Ksawery i dlaczego w ogóle go to obchodzi. Nieistotne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Koriko
Wilczy Bóg
avatar

Liczba postów : 174
Join date : 29/12/2017

PisanieTemat: Re: Leśna rzeka   Sob Sty 13, 2018 7:01 pm

Uszy wilka nieustannie poruszały się na wszystkie strony, niczym drobne radary mające na celu wyłapać każdy, nawet najcichszy podejrzany dźwięk. Nawet jeśli jakby nie patrzeć od samego początku to on był stroną atakującą - a przynajmniej w aspekcie fizycznym, kwestia słowna pozostawała w końcu co najmniej sporna - nawet na chwilę nie odrzucił myśli, że Śnieżynka może wykorzystać moment, gdy odwróci się do niego bokiem i skupi na czymś innym. Być może zajdzie go od tyłu i spróbuje pozbawić głowy. Może spróbuje go udusić, utopić, powiesić na drzewie tak, by suche gałęzie przebiły jego ludzkie ciało i wyszły drugą stroną. Opcji było wiele i choć żadna nie robiła na nim pozornie większego wrażenia, każda była w tym momencie tak samo realistyczna. Nic dziwnego, że nieustannie zachowywał czujność.
Dźwięki chlupiącej na boki wody mogły świadczyć o tym, że wyszedł z powrotem na brzeg. Pytanie brzmiało - który? W końcu białowłosego nic już w tym miejscu nie trzymało. Koriko nie zamierzał biec za nim by ponownie rzucić mu się do gardła, a rozmowy z wiecznie warczącym Fenrirem nie mogły należeć do jego życiowych hobby. Kroki przybliżały się jednak zamiast oddalać, co dobitnie wskazywało na to, że idzie w jego stronę. Nie spodziewał się jednak, że będzie chciał dotknąć jego głowy.
Ten jeden prosty gest wystarczył, by mógł w pełni poczuć miękkie, acz niewątpliwie nadal mokre kosmyki pod swoimi palcami. Zbyt miękkie by mogły być ludzkimi włosami. Specyficzna tekstura błyskawicznie nasuwała odpowiedni wniosek. Głowę Koriko, podobnie jak jego wilcze uszy i ogon, zdobiła zwierzęca sierść. Prawdopodobnie stąd też brał się ów dość nietypowy odcień, choć w tym wypadku kolor włosów Śnieżynki był dużo bardziej wyjątkowy. Nie zmieniało to faktu, że nikt nigdy nie dotykał jego głowy. Choć nie mógł powiedzieć by nikt nie próbował. Zauważył szczególne skłonności do prób głaskania innych wśród samic człowieka w podeszłym wieku. Zawsze był jednak dużo szybszy i unikał ich rąk niczym natrętnych much. Tym razem ostrożne muśnięcie mimo wszystko posłało ciarki wzdłuż jego kręgosłupa, gdy wykręcił się gwałtownie w bok z krótkim, ostrzegawczym warknięciem.
Nie jestem psem — ciężko było oczekiwać od całkowicie zdziczałej istoty, że doceni tak prosty gest o który wielu potrafiło się dopraszać. Bliżej mu było do nieufnego wilczura wychowanego na ulicy, niż domowego kanapowca. Mierzył go przez chwilę uważnym wzrokiem. Tak jak Śnieżynka nie potrafił rozgryźć Koriko, tak Koriko nie mógł rozgryźć Śnieżynki. Kompletnie nie zachowywał się w sposób, jaki by w tym momencie zakładał. Żadnej ucieczki, żadnej próby rozszarpania go na strzępy.

Zwodzi.

Miesza nam w głowie.

Usypia czujność.

Nie damy się uśpić.

Nie ufaj mu.

Nie można mu ufać.

Chłód.

Jak na zawołanie zatrząsł się nieznacznie, nawet jeśli próbował powstrzymać dreszcze zimna, zaciskając nieco mocniej zęby. Powinien znaleźć jakieś miejsce nie wystawione tak mocno na wiatr. W takich momentach zdecydowanie rozumiał dlaczego ludzie budowali sobie własne domy. Dom wydawał się przyjemnym miejscem. A jednak jednocześnie wątpił, by był w stanie usiedzieć w nim dłużej niż kilka minut. Może gdyby potraktował go jak zwyczajne legowisko byłoby inaczej, lecz fakt że gnieździli się w tak dużych skupiskach nie pozostawiając sobie żadnej prywatności, skutecznie go zniechęcał.
Skąd wziąć ogień w środku lasu? I dlaczego nadal tu jesteś? — przyglądał mu się z nutą podejrzliwości. W końcu to niemożliwe by siedział tu wyłącznie z własnej nieprzymuszonej woli, bo właśnie tak mu się podobało. Przez chwilę milczał, poruszając jedynie w ciszy ogonem, nim wyciągnął powoli jednego z ptaków z kieszeni i położył przed Śnieżynką.
Możesz go zjeść — chłodne palce zacisnęły się wokół jego nadgarstka. Nie był to dotyk w żaden sposób bolesny, ale bez wątpienia - już po raz drugi w ciągu tych kilku minut - niespodziewany. Wyrwał dłoń z jego uścisku, choć tym razem warkot nie wydobył się z jego ust. Odsłonił jedynie nieznacznie kły, kładąc po sobie uszy, które zaraz wyprostowały się ponownie, wracając do poprzedniej formy. Nie odpowiedział na zadane pytanie.
To tylko ręka — rzucił lekceważącym, wręcz nieco poirytowanym tonem, nie przywiązując większej uwagi ani do zdartych do krwi kostek, ani faktu że teraz gdy adrenalina zdawała się opaść na dobre, jego palce poruszały się nieco bardziej ociężale niż zazwyczaj. Ciężko było stwierdzić czy Koriko bliżej było do typu, który w przypadku złamanej nogi, nadal uparcie chodził twierdząc że nic mu nie jest, czy może do tego który po prostu ją odgryzał, by uwolnić się od pułapki.
Cóż, biorąc pod uwagę fakt że jego nadgarstek nadal był na swoim miejscu, pierwsza opcja wydawała się bardziej prawdopodobna. Usiadł na ziemi i owinął ogonem swoje ciało, starając się zignorować nieprzyjemną wilgoć, choć biorąc pod uwagę wyrysowane na jego twarzy obrzydzenie, raczej nie szło mu to zbyt dobrze.
Ty natomiast masz naturalny talent do wytrącania innych z równowagi. I nie ukradłem żadnego Kraw… Ksar… — próba wypowiedzenia dziwacznego imienia skończyła się zwyczajną frustracją, gdy w końcu rozwarczał się poirytowany niemożnością powtórzenia odpowiednich dźwięków. Wyciągnął schowanego przez siebie wcześniej do kieszeni ptaka, skubiąc go z piór mniej uszkodzoną ręką, która zachowała znacznie większą swobodę ruchów. Nie żeby było na nim szczególnie dużo mięsa, lecz nie zamierzał pozwolić by ich śmierć poszła na marne. Pomijając fakt, że w naturze nic nigdy nie umierało na darmo. Jeśli nie nakarmiłyby Koriko, zajęłyby się nimi robaki czy jacykolwiek wygłodniali podczas zimy padlinożercy. Krąg życia musiał trwać dalej.
Masz jakieś imię, Śnieżynko? — zapytał w końcu, nie patrząc w jego kierunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maze
Wendigo
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 06/01/2018

PisanieTemat: Re: Leśna rzeka   Sob Sty 13, 2018 9:14 pm

- Być może nie jesteś psem, ale szczekasz i rzucasz się niczym mały Chihuahua. – najmniejsze psy szczekają najgłośniej. W sumie, nie powinien być zdziwiony. Wilczek definitywnie nie wydaje się zbyt socjalną istotą. Prędzej dostaniesz w ryj, niż dowiesz się, jak ma na imię. Potwierdzone na faktach i własnym doświadczeniu.
W przypadku zapewnienia jakiegokolwiek dostępu do ciepła, to sorry wielkie, ale Maze był absolutnie bezwartościowy. Jedyne, co mógłby zaproponować, to swój sweter, który niewiele pomoże, kiedy futrzak jest cały zmoczony. Kiedy usłyszał wzmiankę o ogniu od razu się zasępił. No tak, ognień ogrzewa innych, ma te swoje całe plusy, niezbyt zachwycony był tymi rewelacjami. Odchrząknął i potrząsnął głową, próbując pozbyć się wszelkich czarnych scenariuszy z głowy.
- Ogień trzeba rozpalić. W środku dziczy nie znajdziesz raczej sklepu z zapalniczkami lub antycznych ruin z pochodniami. – wyglądał na zupełnie wyłączonego, zupełnie jakby mówił do siebie. Nawet nie patrzył na rozmówcę. – Siedzę tu, bo mi się nudzi, ale jak rozpalisz ogień to mnie nie ma. – powiedział bardzo, bardzo cicho. Zupełnie jakby nie chciał, aby ten go usłyszał. Bardzo nie podobała mu się bowiem wizja ogniska. Kiedy to ostatni raz miał do czynienia z tą śmiercionośna siłą? Wydaje mu się, że wieki temu. Plus całej sytuacji jest taki, że wyciągając wnioski z akcji ściągania z drzewa, wilczek nie będzie prosił o pomoc. Będzie udawał, jaki to on silny i niezależny futrzak. Bardzo dobrze! Maze nie ma najmniejszej ochoty bratać się z ogniem. Jego poparzenia potrafią goić się wieki, a po wielu wciąż zostaje widoczny ślad. Tak bardzo skupił się na wizji palenia na stosie, że praktycznie odleciał gdzieś do świata własnych myśli. Być może jego zamrożony mózg kontaktuje na innej płaszczyźnie.
Ocknął się z dziwnego letargu, kiedy coś mu się wsunęło na wizję. O, Ksawery. Uśmiechnął się tylko pod nosem, po czym złapał martwego ptaka i wsunął wilkowi znów do kieszeni.
- Nie jadam takich rzeczy. – kilka razy próbował zaspokoić głód za pomocą leśnej zwierzyny, jednak to były tylko pół środki. Coś jak fast food – niby się najesz, ale po kilku minutach znów jesteś głody. Dodatkowo, jedynie posiłek z ludzi dawał mu niezbędną energię. Będzie skazany na niesmacznych myśliwych oraz złodziejskie szajki pełzające po lesie do końca swojego żywota. Czyli na czas bliżej nieokreślony. Chociaż, jeśli zaraz stanie przed nim ognisko, to być może Ksawery miał być jego ostatnim posiłkiem.
- Tylko ręka, a jednak masz wyłącznie dwie. Nie bądź głupi i nie udawaj bohatera. – westchnął odrobinę, ho ho, zirytowany. Jedna z rzeczy, która definitywnie wywoływała u niego lekkie drganie oka, było mówienie ‘nie, nic mi nie jest’ kiedy gołym okiem widać, że jest ktoś ranny. Po co? Jaki to ma sens? – Nie wiem, czy potrafisz się leczyć lub inna magia tu zadziała, ale powinieneś wyczyścić rozcięcia i schłodzić dłoń zanim spuchnie. Dużo śniegu na okład nie zostało, jednak mogę cię za rączkę potrzymać. Gwarantuje, że zimniejszej rzeczy nie znajdziesz. – zakończył niewinnym uśmieszkiem. Ciężko stwierdzić, czy się droczył, czy mówił na poważnie. Na pewno pierwsze zdanie było w stu procentach pozbawione wszelkich dodatkowych kontekstów. O reszcie tego powiedzieć nie można.
‘Kraw… Ksar…’
Nie śmiej się, nie śmiej się, powtarzał niczym mantrę. Ciche prychnięcie jednak otworzyło drogę, do otwartego chichotu. Próbował, jakoś ściszyć swój napad głupawki, ale to było wciąż tak oczywiste, że mógłby nawet sobie głowy tym nie zawracać. Urocze, Śnieżynkę łatwo rozczulić, więc nie jest to jakieś wielkie osiągnięcie.
Słysząc pytanie było mu już mniej do śmiechu. Od razu się zasmucił i wyglądał niczym zganione dziecko.
- Jak ci powiem to nie będziesz mnie już nazywał Śnieżynką. – jęknął niepocieszony. Miałby od tak zrezygnować z tego przepięknego przezwiska? Przecież jest takie super i pasuje idealnie. Pomyślał jednak, może jak ja mu powiem to i on mi powie. Nie był jednak pewien tego planu. Co jak wilczek skłamie, że nazywa się Hermenegilda Elżbieta Druga? Skąd biedny lodowy potworek ma wiedzieć, czy ten mówi prawdę? Ogarnął trochę swój drobny kryzys egzystencjalny, a następnie wstał bez słowa. Oparł się plecami o jakieś drzewo obok.
- Maze. – rzucił gdzieś w powietrze i zbadał wzrokiem wilka – Przykrycie się ogonem nic ci nie da, kiedy masz całe ubrania przemoczone. Ja cię absolutnie do striptizu nie zachęcam, jednak zostając w tych szmatach doznasz tylko odmrożeń. – raz narażony na nadmierne zimno fragment skóry, może potem przez wiele lat wykazywać nadwrażliwość w przypadku ujemnych temperatur. Oczywiście, mówił to wszystko, żeby podzielić się ciekawym faktem, nie z troski. Absolutnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Koriko
Wilczy Bóg
avatar

Liczba postów : 174
Join date : 29/12/2017

PisanieTemat: Re: Leśna rzeka   Sob Sty 13, 2018 11:39 pm

"Być może nie jesteś psem, ale szczekasz i rzucasz się niczym mały Chihuahua."
Gdyby w pełni zrozumiał znaczenie wypowiedzianego przez niego zdania, bez wątpienia już jeżyłby się na wszelkie sposoby, zastanawiając czy przerwanie poprzedniej walki aby na pewno było dobrym pomysłem. Niewiedza na temat ras psów okazała się jednak w tym momencie zbawieniem gwarantującym chwilę spokoju, gdy obrócił głowę w bok, przyglądając mu się z niezrozumieniem.
Nie znam tego rodzaju bestii. Występuje w tutejszych lasach? — sęk w urazie był taki, że pojawiała się wtedy, gdy rozumiało się jej przekaz. Ciężko było zareagować agresją w momencie, gdy nie byłeś nawet pewien od czego właśnie cię zwyzywano. Maze mógł w końcu zwyczajnie teraz skłamać i zafundować sobie niezwykle ciekawe przeżycia, gdy w przyszłości Koriko natrafi na ową cziłałałe. Dziwne brzmienie.
"Siedzę tu, bo mi się nudzi, ale jak rozpalisz ogień to mnie nie ma."
Doceniam twój sposób motywacji, ale niestety obawiam się, że umiejętności piromana i tak pozostają poza moim zasięgiem — nikt nigdy nie obdarzył go mocą kontroli ognia, a zanim dojdzie do miasta by zaopatrzyć się w odpowiednie przedmioty, już dawno zdąży przeschnąć.
Pomijając fakt, że Koriko zwyczajnie nie potrafił używać ani zapałek, ani zapalniczek, ani tym bardziej rozpalać ognia. Podobna umiejętność nigdy nie była mu potrzebna. Preferował inne źródła ciepła. Takie, które oprócz ogrzewania gwarantowały też wsłuchanie się w spokojne bicie serca. Wielkie, futrzaste i biegające na czterech łapach. Nic nie grzało lepiej niż leżące obok siebie wilki. Nie bez powodu zresztą ludzie rozpalali przy swoich domach ogniska, by odstraszyć dzieci księżyca. I choć Fennrira podobny strach nie dotyczył, wizja iskry spadającej na futro, zmieniającej go w przeciągu kilku sekund w żywą pochodnię nadal sprawiała, że ogrzewał się przy ognisku wyłącznie po przejęciu go po kimś innym. Szczególnie ufał mężczyznom w zieleni, którzy potrafili odpowiednio ustawić drewno i kamienie, by zapobiec rozniesieniu się płomienia. Niestety z reguły nie odwzajemniali jego zaufania.
"Nie jadam takich rzeczy."
Powinien się obrazić. W końcu wzgardził zaoferowanym przez niego jedzeniem, a raczej mało kto dzielił się swoim posiłkiem. Wyglądało jednak na to, że choć pod tym jednym względem wilk nie był szczególnie przewrażliwiony. W końcu nie każdy musiał lubić surowe, ptasie mięso. Wzruszył jedynie ramionami, starając się ignorować dłoń Śnieżynki wsuwającą się do jego bluzy. Choć tym razem nie było pomiędzy nimi kontaktu fizycznego, nawet jeśli sam ruch sprawiał że jego uszy ponownie poruszyły się niespokojnie, podobnie jak końcówka ogona.
"(…) powinieneś wyczyścić rozcięcia i schłodzić dłoń zanim spuchnie."
Czyścił teraz ptaka, nie mógł robić dwóch rzeczy na raz. Sęk w tym, że Koriko nawet nie był głodny. Być może właśnie dlatego, ostatecznie opuścił rękę i wsunął do połowy pozbawionego piór ptaka do kieszeni. Wydał z siebie cichy dźwięk na wzór burknięcia i podsunął dłoń do swojej twarzy, starannie oczyszczając ranę językiem, zarówno z jednej jak i z drugiej strony. Charakterystyczny, nieco metaliczny posmak krwi i chropowate uszkodzenia skóry sprawiały, że miał wręcz ochotę rozgryźć ją jeszcze bardziej niż faktycznie opatrzyć.
Więc może użyczysz mi swojej twarzy, skoro i tak miałem z nią wystarczająco bliski kontakt, by lepiej się zapoznać? — jego ton pomimo przerywających poszczególne słowa warkotów brzmiał zadziwiająco spokojnie. Na tyle spokojnie, by ciężko było zarzucić chłopakowi jakąkolwiek złośliwość, gdyby nie fakt że przeniósł uważne, nieco wyzywające spojrzenie na Śnieżynkę, nie zaprzestając oczyszczania rany. Oprócz czystej złośliwości, wykorzystał ten moment, by faktycznie choć spróbować ocenić stan jego twarzy. Sposób w jaki działała lodowa powłoka zwyczajnie go zainteresował. Jak szybko się odbudowywała? Jak długo potrafił ją utrzymywać? Jak gruba była?
W odpowiedzi na chichot, futro na jego ogonie zjeżyło się w proteście. Załączył w sobie swój rasowy sygnał warczaka 3000, by podkreślić własne niezadowolenie, choć jak tak dalej pójdzie to Śnieżynka zwyczajnie zdąży się do tego dźwięku przyzwyczaić na dobre. Nie żeby był w stanie jakkolwiek to kontrolować. Podobne odruchy były dla niego równie naturalne co oddychanie. Chichot zapadł mu jednak z pamięci, podobnie jak wcześniejszy dźwięk. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że jego ogon wykonywał w tym momencie jakiś dziki taniec, obijając się od czasu do czasu o ziemię.
Głosy zdawały się przycichnąć. Zupełnie jakby po raz pierwszy od dawna nie miały zbyt wiele do powiedzenia. Krótkie szepty przewijające się od czasu do czasu przez jego głowę (ostrożni; zwieść; niebezpieczny) były niczym w porównaniu do zazwyczaj panującego w nim zgiełku.
Maze. — powtórzył naśladując wypowiadane przez niego dźwięki — Cóż, bez wątpienia na swój sposób pasuje, Śnieżynko.
Gdy ciekawość została zaspokojona, mógł wrócić do nazywania go po swojemu. Niestety, Koriko jako osobie wysoce nieobeznanej w kontaktach międzyludzkich, nawet przez myśl nie przeszło by odwdzięczyć się własnym imieniem. Bynajmniej nie dlatego, że jakkolwiek skrywał przed innymi swoje obecne miano. Było równie bezwartościowe, co ciało w którym się znajdował.
Czym jest straptiz? — zapytał, odczuwając nutę poirytowania na samą myśl, że było to już trzecie słowo, którego nie znał. Nie żeby oczekiwał innych rezultatów. Z drugiej strony może właśnie przeświadczenie, że doskonale da sobie radę z ludzkim językiem pomimo tak długiej przerwy, sprawiało że był w tym momencie zwyczajnie zniechęcony. Całość słów M a z e ' a potwierdziła jednak jego własne, wcześniejsze rozważania. Im dłużej siedział w miejscu, tym bardziej się narażał na negatywne skutki spowodowane przez zimno. Niemniej nawet jeśli miałby je zrzucić, raczej niewiele by mu to dało. Śnieżynka nie wyglądał na idealny, przenośny grzejnik. Podniósł się na równe nogi - tym razem darując sobie chodzenie na czworaka i ruszył bez słowa pomiędzy drzewa. Poruszał się po tym lesie od dawna, regularnie zostawiając przeróżne znalezione ubrania w konkretnych punktach. Nawet jeśli miał swoje leże, z reguły spędzał noce z wilkami, które niezwykle często zmieniały miejsce snu, zadowalając się jedynie pozostaniem na pewnym obszarze, który uznawały za swoje terytorium.
Przystanął.
W sumie sam do końca nie wiedział dlaczego to zrobił. W końcu to nie tak, że czekał aż Śnieżynka do niego dołączy. Po co miałby gdziekolwiek iść w jego towarzystwie?
Kichnął z pomrukiem niezadowolenia, otrzepując się po raz kolejny, choć żadna wodna kropla nie opuściła już jego ciała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maze
Wendigo
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 06/01/2018

PisanieTemat: Re: Leśna rzeka   Nie Sty 14, 2018 1:01 am

…czy on właśnie zasugerował, że chihuahua to bestia?
Maze wpatrywał się w niego z niedowierzaniem. Niemalże kopara mu opadła. Czyli on naprawdę mieszka w lesie? A może to białowłosy zbyt często brata się z ludźmi i ich pupilami? W sumie, dla  niego kontakt z człowiekiem jest nieunikniony. Czas na aktorstwo. Zasłonił usta dłonią, aby ukryć diabelski uśmieszek. Po chwili jednak wczuł się w rolę i przybrał niemalże teatralną minę, idealnie ukazującą strach.
- Występuje, kręci się tu ten potwór non-stop. Jest większy i potężniejszy ode mnie, a równie głośny i porywczy co ty. Jak się z nim zmierzyłem, to ledwo wyszedłem z tego żywy. Cały lód się ze mnie posypał i prawie straciłem głowę. Wszyscy się go boją. Powinieneś uważać. – ale dostanie za to kiedyś po ryju. Nie może się doczekać. Wyobraził sobie, jakby ten potwór musiał wyglądać i nie był to zbyt przerażający widok. Jednak skoro wilk nie miał żadnego narzuconego obrazu małej kulki gniewu, to mógł nawet widzieć legendarną chihuahua jako potężnego kuzyna Minotaura. Tak, Maze wie, że idzie do piekła.
‘Więc może użyczysz mi swojej twarzy [..]’
Zmrużył oczy i pokręcił głową.
- Jesteś niemiły. – przyganiał kocioł garnkowi. Po chwili jednak zmienił wyraz twarzy na bardziej wyzywający – Mógłbym ci użyczyć mojego ciała do czego tylko zechcesz, ale nie zasłużyłeś. – zakończył zdanie bardzo dojrzałym oraz eleganckim pokazaniem języka. Śnieżynka zastanawiał się, czy rozmówca wyłapie podtekst tego jakże oryginalnego tekstu, jednak nawet bez tego, przekazał w miarę sensowną informacje. Tak szczerze, to nie bawił się tu w casanovę żeby osiągnąć wiadomo co, a po prostu robił sobie z młodego żarty. Wątpił, by ten znał  prawdziwe znaczenie jego słów. Zwłaszcza patrząc na braki w kwestii umiejętności interpersonalnych.
‘Czym jest straptiz?’
Przez kilka długich sekund patrzył się na niego z niedowierzaniem po czym wybuchł śmiechem. Naprawdę próbował zachować powagę, przysięgam. Im dłużej myślał o tym, jak by z tego wybrnąć, tym głośniejszy był jego rechot. Aż czuł, że brak mu tchu, a łzy napływają do oczu. Kiedy w końcu ograniczył się do drobnych śmieszków, otarł łzę z kącika oka i szybko zastanowił, jak by to wykorzystać. Może podać prawdziwą definicje, eh, nuda. Może zademonstrować, ale wtedy także może utracić jakąś część ciała bądź kończynę, więc lepiej nie, ouch. Pozostaje nakręcić karuzelę i dalej mącić wilkowi w głowie. Trzeba tylko było przybrać poważną minę i wybrnąć z tego rechotu.
- Wypowiedziałeś to w taki zabawny sposób, że prawie się popłakałem, zupełnie zapominając o znaczeniu tego słowa. – tutaj już założył maskę powagi, bo w końcu był poważną osobą – Striptiz to metoda walki, której używa chihuahua. Działa, kiedy jego ofiara ma kilka warstw, jak ja przykładowo. Zerwał lód, by mnie poharatać, gołego, wesołego i bezbronnego. Użyłem tego określenia, bo pomyślałem, że proponowanie byś się rozebrał, mogłoby być niestosowne. – a rozbieranie się do wolnej muzyki już w ogóle, niedopuszczalne. Już zaczął liczyć, ile zębów będzie miał wybitych, kiedy tylko wilczur dowie się prawdy. Być może powinien zacząć kopać swój grób. Jeżeli zostanie rozszarpany i spalony przez agresywnego futrzaka to wiedzcie, że na jego nagrobku będzie napis ‘Warto było’.
Podążał za wilkiem wzrokiem. Oh, już go zostawia. Po tym wszystkim? Mógł chociaż zarzucić z pogardą swoim imieniem, cokolwiek. I co on ma teraz robić? Kto wie, czy trafi na jakiś obiad? A może będzie miał pecha mierzyć się z postrachem lasu, Chihuahuą? Zaraz, zaraz. Cóż to takiego? Wilczek przystanął. Czyżby czekał na towarzystwo? Maze już leci!
- Wiedziałem, że mnie polubisz. – stwierdził pewny siebie, przy okazji klepiąc młodego po plecach w przyjacielskim geście. Nie spodziewał się, by ten próbował go zaciągnąć w stronę rozwścieczonego tłumu z pochodniami, a skoro ognia nie będzie to sytuacja idealna. On nie będzie się nudził, wilk będzie się wkurzał. Cud, miód, malina. Zaraz. No właśnie.
- Skoro ja podałem ci swoje imię, to byłoby miło, gdybyś zdradził mi swoje.


z/t oboje
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Leśna rzeka   

Powrót do góry Go down
 
Leśna rzeka
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Mystery Town :: Dzikie tereny :: Lasy-
Skocz do: