Land of Falls
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Zakątek świetlików

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Liro
Króliczy Admin
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 15/09/2015

PisanieTemat: Zakątek świetlików   Sro Gru 27, 2017 2:59 pm



Przepiękne miejsce, gdzie gromadzą się nocą tysiące błyszczących stworków. Gdzieniegdzie słychać również cykanie świerszczy, co stwarza niezapomnianą atmosferę. Bardzo wiele stworzeń przybywa tutaj nocami, aby popatrzeć na ten fenomen. Niektórzy mawiają, że gdy zażyczysz sobie coś o pełni księżyca, będąc na tej łące, to twoje życzenie się z pewnością spełni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://mysterytown.forumpolish.com
Koriko
Wilczy Bóg
avatar

Liczba postów : 174
Join date : 29/12/2017

PisanieTemat: Re: Zakątek świetlików   Wto Sty 23, 2018 9:43 pm


NOC; GODZINA 23.37



Zakątek świetlików przez wielu był kojarzony ze spełnianiem życzeń. Nic dziwnego, że niejednokrotnie zbierali się tu pojedynczy reprezentanci zarówno rasy ludzkiej, jak i potworów, by spróbować swojego szczęścia. Dziś nie było jednak pełni. Wzgórze natomiast zostało zajęte przez kogoś, kto zdecydowanie nie przybył tu w tak przyziemnych sprawach. Na dobrą sprawę, Koriko nawet nie zdawał sobie sprawy z krążącej legendy. Zimno gleby ledwo do niego docierało, gdy leżał z zamkniętymi oczami, opierając się głową o bok dużego, szarego wilka. Dwa inne leżały po jego bokach. Zarzucał na nie luźno ręce, drapiąc je po kręgosłupach. Powoli poruszające się po ziemi szare ogony skutecznie zdradzały ich zrelaksowanie.
W końcu ziewnął krótko i przewrócił się na bok, wtulając policzkiem w dość potężnie zbudowaną waderę, która parsknęła ciepłym powietrzem w jego włosy, rozwiewając je na boki.
Prześpijcie się, nim ruszymy na polowanie — wymruczał nieco nieprzytomnym głosem, wyraźnie odpływając. Sen Koriko był niezwykle specyficzny i nijak nie przypominał tego, któremu poddawali się ludzie. Piętnastominutowe drzemki nawet jeśli pozwalały mu na wejście do jako-takiego świata snów, z pewnością nie pozbawiały go czujności. Mimo to cały obrazek rysujący się na górce w tym momencie zdawał się być istną oazą spokoju.
Zwłaszcza że wraz z zaśnięciem, wszystkie wilcze ogony przestały się poruszać. Jedynie jedno z uszu drgnęło od czasu do czasu pod wpływem zimnego powietrza, gdy cielska automatycznie przysuwały się bliżej siebie, gwarantując sobie odpowiednie ciepło.
Ciężko było dokładnie stwierdzić czy faktycznie śniło mu się w tym momencie coś konkretnego. Nawet jeśli od czasu do czasu pojawiały się w jego głowie jakieś wyraźniejsze obrazy, zaraz zdawały się umykać mu spomiędzy palców, pozostawiając po sobie charakterystyczne uczucie niedosytu. Głównie mógł w nich rozróżnić kolory. Całe mnóstwo kolorów i wyjątkowo specyficzne zapachy. Kilkakrotnie marszczył nagle nos i warczał cicho pod nosem, nim przebudzał się by ponownie zapaść w płytki sen, ignorując wcześniejsze senne wizje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sybil
Atrapasueños
avatar

Liczba postów : 23
Join date : 17/01/2018

PisanieTemat: Re: Zakątek świetlików   Wto Sty 23, 2018 10:23 pm

Kto powiedział, że ludzie w nocy śpią, był w wielkim błędzie. Niektórzy pałali się robotą czysto nocną, a dzienne zmiany mieliby tylko w Hiszpanii, w dodatku w niedzielę. Ewentualnie jeśli sporo osób naraz urządzało sobie drzemkę w tym samym czasie.
Dzisiejszej nocy postanowiła rozpocząć swój dyżur na mniej cywilizowanych terenach i zobaczyć, co takiego wyprawia się w dziczy, u tych raczej... nieczłowieczych podopiecznych. I, szczerze mówiąc, coś jej bardzo mocno nie pasowało. Ledwie wyczuwała jak ktoś zasypiał i już miała iść w jego stronę, by zagwarantować mu spokojną noc, a zaraz sygnał się urywał, pozostawiając Sybil wrytą w ziemię ze skonfundowaną miną. Skupienie powracało w momencie, w którym znowu dotarła do niej ta sama fala informująca o nowym zasypiającym, w dokładnie tym samym miejscu, a ona mogła wyruszyć ponownie w drogę. I ta sama sytuacja, po jakimś niespełna kwadransie. Westchnęła. Pamiętała położenie tej osoby, a i wiedziała, że zaraz pewnie ponownie zaśnie. Może po prostu ten ktoś miał jakiś problem i potrzebował ukojenia, jakiejś pomocy, czegokolwiek. Odpalił jej się szósty zmysł Matki Teresy, przyspieszyła więc nieco kroku, jednocześnie starając się zachować ciszę i nie budzić innych istot, które najwyraźniej nie potrzebowały jej pomocy.
Wszystko wskazywało na to, że jej dzisiejszy pacjent znajdował się w jednym z najpiękniejszych miejsc w okolicy. Ono samo wyglądało jak wspaniały sen, więc jak ktoś mógł mieć problemy z wypoczynkiem akurat tutaj, w pobliżu zakątka? Przeszła jeszcze kawałek, nim musiała bardzo gwałtownie się zatrzymać, kiedy dostrzegła, z kim właściwie miała mieć do czynienia. Wilki to jedno, ale ich porywczy bóg był już nieco inną sprawą. Nie chciała go wyrwać ze snu głośnymi krokami wskazującymi na to, że się zbliżała, czy też stanięciem nad nim i jego kompanami. To mogłoby tylko wzbudzić agresywną reakcję, mógłby nawet nie zauważyć, że to ona, i wyskoczyć na nią z kłami. Uniosła więc tylko dłonie w obronnym geście, nim podjęła cicho:
- Wilku? - przestąpiła z nogi na nogę, spoglądając na pozornego młodzieńca. - Rozwalasz mi cały grafik tym swoim rozbudzaniem się - oznajmiła jeszcze lekko, zupełnie bez żadnej pretensji w głosie. Była świadoma trybu życia jakiego trzymał się chłopak, nie mogła mu mieć tego za złe. Ale skoro już znalazła się w jego pobliżu, to i mogła równie dobrze zagadać, chociażby na chwilę, i ewentualnie pozwolić mu na dłuższy odpoczynek, czuwając przy nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Koriko
Wilczy Bóg
avatar

Liczba postów : 174
Join date : 29/12/2017

PisanieTemat: Re: Zakątek świetlików   Wto Sty 23, 2018 11:11 pm

Fenrir.
Nie jesteśmy sami.
Obudź się.
Nadchodzi.
Nikogo tutaj nie ma.
Jest tutaj.
Koniec snu.
Obudź się.
W S T A Ń.


Otworzył ślepia.
Nadal trwał w tej samej pozycji, węsząc jedynie krótko w powietrzu, by rozpoznać całkiem dobrze znany sobie zapach, choć nie czuł go już od dłuższego czasu.
"Wilku?"
Głos dodatkowo wszystko potwierdził. Jedno z jego uszu poruszyło się, lecz nie ono było tutaj pierwsze. Jeden z wilków z brzegu zerwał się na równe łapy, strosząc futro. Długie, grube kły odsłonięte w pełnej okazałości bez wątpienia nie były zbyt pozytywnym gestem jak na pierwszy rzut oka. Nie próbował jednak atakować. Koriko podniósł się nieco leniwie do siadu, patrząc krótko na swoje dłonie. W końcu potrząsnął głową, rozbudzając się na dobre i wstał, kładąc uspokajająco rękę na karku zwierzęcia.
Spokojnie — muskał palcami pojedyncze pasma sierści, przeczesując je miarowo. Warkot w końcu ustał zastąpiony cichym pomrukiem, gdy wilk opuścił sztywny ogon w bok. Pozostała dwójka podniosła się powoli z ziemi i stanęła tuż za nim, wpatrując się uważnie w Sybil.
Ty rozwalasz mój grafik pojawiając się — odpowiedział, nawet nie zdając sobie sprawy, że jego słowa mogły zabrzmieć wyjątkowo nieuprzejmie. Pozwolił jednak, by szaro-biały ogon poruszył się kilkakrotnie na boki w raczej pozytywnym odruchu. Nie usiadł ponownie na trawie.
Wcześniejsza wilczyca wyszła do przodu i zajęła miejsce po jego lewej stronie, obniżając nieznacznie łeb. Położył dłoń na jej pysku, zadrapując palcami krótkie futro.
Masz dzisiaj wolne od miejskiego gwaru? — w końcu z tego co kojarzył, strażniczka snów zdecydowanie preferowała ludzkie siedliska. Nie potrafił jej pod tym względem zrozumieć, choć z drugiej strony patrząc na jej drobną, delikatną sylwetkę, dużo łatwiej było ją sobie wyobrazić pośród innych ludzi niż siłującą się na polanie z niedźwiedziem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sybil
Atrapasueños
avatar

Liczba postów : 23
Join date : 17/01/2018

PisanieTemat: Re: Zakątek świetlików   Sro Sty 24, 2018 7:19 pm

Jeden z czworonożnych kompanów chłopaka uraczył ją ostrzeżeniem już na wstępie, na co drgnęła nieznacznie, ale ani śmiała wykonywać jakichś poważniejszych ruchów. Spodziewała się podobnej reakcji, jakiegoś obronnego odruchu. Po prostu stała w miejscu i starała się spokojnie patrzeć na okrytego sierścią wojownika, nie naciskając jednak na żaden kontakt wzrokowy, by zwierzęcia jeszcze bardziej nie zaniepokoić. Poczekała, aż to Koriko zainterweniuje i, miejmy nadzieję, utwierdzi swojego podopiecznego w przekonaniu, że wszystko jest w porządku i nie ma się czym - a raczej kim - tu przejmować.
"Ty rozwalasz mój grafik pojawiając się."
- Nie chciałam w sumie zakłócać waszego snu - westchnęła - ale ciężko nie skorzystać z okazji do rozmowy. Szczególnie, że tak długo cię nie widziałam - podsumowanie wszystkiego wzruszeniem barkami było chyba jedynym, co mogła zrobić. Nie miała konkretnego powodu by permanentnie wybudzać znajomego, poza właśnie głupią chęcią pogawędzenia.
Pokiwała głową w odpowiedzi na jego pytanie i powolnym krokiem zbliżyła się nieco zarówno do wilczego boga, jak i jego sfory. Dobrze kojarzył i dobrze też pewnie pamiętał. Nie zapuszczała się raczej w żadną dzicz, chyba że coś ją do tego ciągnęło, jak dziś. Miejsca, w których przebywali po prostu ludzie, były tymi, gdzie zazwyczaj miała najwięcej pracy i gdzie czuła największą satysfakcję z wykonania jej w całości. Poza miejskim buszem Gravity Falls nocne dyżury bywały czasem wręcz nudne.
- Czasem lubię takie wycieczki. Nigdy nie przestaje mnie zaskakiwać, jak jest tu pięknie i zielono - obdarzyła go błogim uśmiechem zachwytu nad całym tym łonem natury, nim rozejrzała się wokół. - Za to ty nie wydajesz się szukać tutaj kolacji. Nie sądziłam, że lubisz takie miejsca.
A wpadło ci może do głowy, że to było po prostu jedno ze spokojniejszych miejsc, gdzie faktycznie mógł wypocząć? Łeglebegle?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Koriko
Wilczy Bóg
avatar

Liczba postów : 174
Join date : 29/12/2017

PisanieTemat: Re: Zakątek świetlików   Sro Sty 24, 2018 7:43 pm

Przyglądał jej się przez chwilę w milczeniu, zupełnie jakby właśnie rozważał jak odpowiedzieć na jej słowa. Rzeczywiście nie widzieli się dosyć długo. Z drugiej strony szczerze wątpił, by którekolwiek z nich faktycznie szukało siebie wzajemnie. Jakby nie patrzeć ich tryb życia był tak odmienny, że ciężko było liczyć na przypadkowe wpadnięcie na siebie podczas jednej z wycieczek do sklepu po bułki z samego rana.
Zwłaszcza że Koriko nawet nie jadał bułek.
W końcu wzruszył ramionami.
Nieważne, i tak spałem wystarczająco długo. Dalszy sen byłby wyłącznie efektem lenistwa — odwrócił się w stronę schowanego za nim wilka i zawarczał nisko, machając zamaszyście ogonem. Ten pojedynczy dźwięk wystarczył, by widocznie najmłodsze ze zwierząt położyło po sobie uszy i cofnęło się o krok układając z powrotem na ziemi, by oprzeć łeb na łapach i zamknąć ślepia.
Szarowłosy klepnął oba wilki po swoich bokach, zmuszając je do położenia się na ziemi i sam usiadł po turecku pomiędzy nimi, gładząc palcami ich długie, zimowe futro.
Dziś polujemy w środku nocy. Potrzebuję większej ofiary. Jelenie zmieniły swoją trasę — krótkie, rzeczowe komunikaty mimo wszystko zdawały się dokładnie tłumaczyć porę, którą wybrał na odpoczynek. Dało się zauważyć, że dwa z trzech wilków po ponownym położeniu się, wyraźnie odpłynęła jedynie od czasu do czasu poruszając uchem czy nosem. Jedynie ta sama wilczyca co wcześniej trwała w tej samej pozycji, wpatrując się czujnym, upartym wzrokiem w Sybil.
Takie miejsca? — przekrzywił głowę w bok, wyraźnie nie rozumiejąc użytego przez nią zwrotu. Rozejrzał się krótko dookoła, próbując znaleźć coś co czyniłoby zakątek w jakikolwiek sposób wyjątkowym, lecz najwyraźniej był naturalnie odporny na wdzięki podobnych miejsc. A może zwyczajnie zdążył się do nich przyzwyczaić.
Jest co prawda nieco na widoku, ale mogłem trafić gorzej. Ludzie nie zapuszczają się tu aż tak często. A przynajmniej nie w takie dni jak ten — powiedział z nutą zamyślenia w głosie, nawet nie zdając sobie sprawy, że jego palce przestały się poruszać po wilczej sierści.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sybil
Atrapasueños
avatar

Liczba postów : 23
Join date : 17/01/2018

PisanieTemat: Re: Zakątek świetlików   Wto Sty 30, 2018 3:34 pm

Sybil zdecydowanie nie miała jak przypadkowo wpaść na Koriko w trakcie swojego normalnego dnia czy nocy. Bo ani on nie zapuszczał się raczej w miejski busz, ani ona nie miała zamiaru się z niego wydostawać. Przynajmniej nie na co dzień. Jedynie sporadycznie, tak dla śmieszku, wbijała się na dzikie tereny by popatrolować. I zwykle nie wychodziło jej to na dobre, ale ej, czego się nie robi z powołania, prawda?
Warknięcie. Spojrzała na Wilka z niezrozumieniem, jakby nie docierało do niej, skąd takie zagranie w kierunku jednego z jego czworonożnych przyjaciół. I nie było to ani trochę dalekie od prawdy, bo naprawdę nie doszło do niej nawet to, co zadziało się przez ten okres dwóch czy trzech sekund. Zamiast tego uśmiechnęła się głupkowato.
- Długo nie jedliście? - a tutaj proszę wstawić zatroskany ton. Ciemnowłosa chciała dorzucić jeszcze drugie pytanie, odnośnie tego czy może po prostu ucztowali w ramach jakiejś szczególnej okazji, ale w porę ugryzła się w język, przypominając sobie, że leśni obywatele nie rządzili się tymi samymi prawami i niekoniecznie musieli cokolwiek świętować.
"Ludzie nie zapuszczają się tu aż tak często."
- Chodziło mi raczej o jego urokliwość - ciepły, zadowolony grymas. Być może nieco pobłażliwy względem jego niezrozumienia. Nie żeby to był jakiś problem czy zaskoczenie dla van Droogenbroeck. Wilczy bóg często rozumiał wszystko na swój własny sposób, interpretował rzeczy tak, jak on chciał, a nie jak chcieli tego inni. Trzeba mu było potem ewentualnie coś wyjaśnić, bo po prostu... myślał innymi kategoriami. No, przynajmniej tak to widziała Sybil. Nie mogła stwierdzić, że tak jest i już. To tak jakby znała jego lepiej niż siebie.
- Nie wiem czy twoja podopieczna nie chce, żebym przestała zakłócać wasz spokój - oznajmiła nagle, nie wskazując jednak bezczelnie ręką na wilczycę. Sądziła, że akurat tego chłopak się domyśli, a ewentualne gesty tego typu mogły się źle skończyć. Wzięte jako gwałtowny ruch czy coś. Sybil w sumie średnio znała się na dzikich zwierzętach. Udomowione futrzaki były czymś, do czego naprawdę miała rękę i nie miała problemów ze zrozumieniem ich potrzeb, ale przy tych mniej kanapowych czuła się, jakby nie powinna robić niczego bez uprzedniego przemyślenia osiem tysięcy razy, jakie mogą być tak właściwie skutki. W efekcie robiła... prawie nic.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Koriko
Wilczy Bóg
avatar

Liczba postów : 174
Join date : 29/12/2017

PisanieTemat: Re: Zakątek świetlików   Wto Sty 30, 2018 4:37 pm

Wczoraj? Dwa dni temu upolowaliśmy jelenia, więc starczył nam na dwa dni — wzruszył ramionami, przeciągając się nieznacznie z krótkim ziewnięciem, by dostarczyć sobie odpowiednią ilość tlenu. Dzisiejszego dnia zamierzał upolować nieco więcej zwierzyny, by nie tylko się najeść, ale też nie pozostawić watahy z pustymi łapami na czas własnej nieobecności. Nie przyszło mu jednak do głowy, by poinformować o swojej wycieczce dziewczynę. Nie był to nawet efekt żadnej skrytości czy zwyczajnej tajemnicy. Po prostu nie przyszło mu to do głowo. Dzielenie się swoimi planami jakoś nie leżało w jego naturze. Być może z góry zakładał, że nie były to informacje które interesowały drugą osobę?
"Chodziło mi raczej o jego urokliwość."
Położył po sobie uszy.

Urok.
Magia?
Co jeśli ktoś nas zaklął?
Moce są wszędzie w Gravity Falls.
Dziwne moce.
Dziwne uroki.
To niebezpieczne miejsce.
Nie jesteśmy podatni na uroki.
Uwaga.



Mówisz, że można tu spotkać wiedźmy? — zapytał podejrzliwie, przymrużając podejrzliwie powieki. Sybil raczej nie stała się wiedźmą, nawet z biegiem czasu. Serca wiedźm były zgniłe, tak samo jak ich magia. Ona natomiast nadal wydawała się czysta niczym łza. Zawarczał cicho pod nosem zupełnie jakby chciał w ten sposób rzucić ostrzeżenie wszelkim czyhającym na niego w okolicy mocom, które ośmieliłyby się wejść mu w drogę.
"Nie wiem czy twoja podopieczna nie chce, żebym przestała zakłócać wasz spokój."
Postawił uszy na sztorc, patrząc krótko na waderę. Ta cały czas świdrowała Sybil wzrokiem, dopiero po chwili zwracając pysk w stronę Koriko. Przez chwilę mierzyli się spojrzeniami, nie wypowiadając ani słowa. W końcu wilczyca położyła po sobie uszy i zaskomlała cicho z wyraźnym niezadowoleniem.
Jest po prostu zazdrosna. Jesteś nienależącą do stada samicą — rzucił do Sybil pochylając się nad waderą, by zacisnąć zęby na nasadzie jednego z jej uszu. Zaraz przesunął zęby ku górze, by wytargać nim na boki z cichym parsknięciem. Wilczyca dosłownie burknęła cofając gwałtownie łeb i polizała go po twarzy, zaraz wracając do obserwacji dziewczyny. Przechylił się w jej stronę i uwalił wygodnie bokiem na jej grzbiecie, opierając głowę na jej łbie.
Nic ci nie zrobi.
Podczas tej krótkiej rozmowy, dało się zauważyć że dwa pozostałe wilki ponownie zasnęły. Wsunął dłoń w futro swojej towarzyszki, drapiąc ją powoli po spodzie gardła.
Powiedz mi, słyszałaś o takiej bestii która ma kilka metrów wysokości i obrywa swoje ofiary ze skóry? Bądź jeśli mają więcej warstw... to ze wszystkiego — nie wiedział jak to wytłumaczyć — Poznałem ostatnio kogoś, kto mnie przed nią ostrzegał. Ale szczerze mówiąc żyję już dość długo i nigdy nie miałem okazji jej spotkać. Może występuje tylko w określonych regionach? Nazywa się chi..chahuahua? Chehuahua? Albo chihuahua. Jakoś tak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sybil
Atrapasueños
avatar

Liczba postów : 23
Join date : 17/01/2018

PisanieTemat: Re: Zakątek świetlików   Wto Sty 30, 2018 5:07 pm

Wniosek, jaki wyciągnęła z tego krótkiego wątku, był równy czemuś naprawdę prostemu. Upolowali ostatnio coś większego, starczyło im na dłużej niż dzień. Skoro to się opłaciło, to po co marnować czas na łapanie większej liczby mniejszych stworzeń, skoro zapolowanie raz na większą zwierzynę dawało lepsze efekty. Orzekła tylko coś o tym, że rozumie i zostawiła temat. Do głowy jej nie przyszło, że mogło się to wiązać z czyimkolwiek tymczasowym odejściem w dal.
- Co? Nie, nie - machnęła ręką, jakby sam ten gest miał rozwiać jego wątpliwości. Urokliwe miejsce, bo uroki wiedźm. Ten dzieciak był czasem przekochany. - Ludzie mówią tak, kiedy coś jest po prostu ładne. Czasem tak ładne, że faktycznie wygląda jak zaczarowane, ale nie ma to nic wspólnego z prawdziwymi urokami. Można też powiedzieć, że coś jest "urocze", ale to ma już trochę inne znaczenie - wyjaśniła, miała nadzieję, dość wyczerpująco. Zawsze to jakaś nowa wiedza do zasobu wilczego łba, o której albo zapomni, albo pozwoli mu ona nie interpretować tego wyrazu w swój pokrętny sposób.
Wilczyca była zazdrosna. Wiedziała, że zwierzęta mogą odczuwać praktycznie to samo, co i ludzie, okazując to na równie wiele sposobów, co i liczebników populacji danego gatunku, ale nadal uznała to za zaskakująco pocieszne. No i, nie mogła tego nie przyznać przed samą sobą, ulżyło jej, że akurat ten czworonóg nie postanowił okazać swoich negatywnych emocji w bardziej gwałtownej odsłonie. Stąd też zaniepokojenie na jej twarzy zostało zastąpione delikatnym uśmiechem i skinieniem głową.
- Rozumiem - oznajmiła, po czym postanowiła samej przysiąść. Powoli, grzecznie, żeby przypadkiem nie wydać żadnego niepotrzebnego dźwięku i nie obudzić słodko śpiących futrzaków. Niesamowite jak urokliwe potrafiły być te cuda. Hehe. Urokliwe. Cuda.
Wsłuchała się dokładnie w opis, który zaprezentował jej Koriko i, tak na dobrą sprawę, miała kilka ładnych opcji, które mogłaby przywołać, a które pasowałyby do tego zarysu. Nie podał jej jednak naprawdę dokładnych szczegółów. Sporo bestii było wielkich i w stanie rozerwać swoje ofia-... stop. Co?
- Chihuahua...? - zamilkła na moment, uśmiechając się głupkowato i próbując powstrzymać chichot. Na niewiele jej się to zdało, bo dosłownie po chwili parsknęła rozbawiona, poprzestając jednak tylko na tym. - Wiesz, Wilku. Znam istotę, którą nazywa się chihuahuą, ale nie ma nic wspólnego z morderczą, kilkumetrową bestią. Chihuahuy to takie psy. Wyjątkowo małe, strasznie piszczą, a ludzie czasem noszą je w torebkach - wyjaśniła, prawdopodobnie niszcząc znajomemu wyobrażenie o morderczym potworze, który mógł go jakoś zafascynować. - Ale, kto wie. Może jest też inny rodzaj chihuahuy. Taki, o którym mówisz. To może być po prostu homonim.
Nie używaj przy nim takich słów, bo zaraz pomyśli, że "homonim" to też jakieś nadnaturalne stworzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Koriko
Wilczy Bóg
avatar

Liczba postów : 174
Join date : 29/12/2017

PisanieTemat: Re: Zakątek świetlików   Sro Sty 31, 2018 4:34 am

Wysłuchał tłumaczenia Sybil, wyraźnie stopniowo się uspokajając. Wcześniejszy niepokój i zaalarmowanie zniknęły całkowicie, gdy skinął prosto głową akceptując jej wytłumaczenie, jak i zakorzeniając je w swoim umyśle.
Rozumiem. To dobrze. Nie przepadam za wiedźmami. Ani ich upierdliwymi kotami — jego włosy uniosły się nieznacznie, zupełnie jak zjeżone futro na jego ogonie. Odsłonięte kły dodatkowo prezentowały jego niechęć wobec owych istot, choć równie szybko co się uniósł - ponownie się uspokoił. Czy miejsce było urocze? Rozejrzał się raz jeszcze wokół. Bez wątpienia. Niemniej w jego mniemaniu wszystkie tereny nieskażone ludzkim dotykiem miały w sobie coś "urokliwego". Dlatego też to właśnie je wybierał na swoje miejsce zamieszkania.
"Wiesz, Wilku. Znam istotę, którą nazywa się chihuahuą, ale nie ma nic wspólnego z morderczą, kilkumetrową bestią."
Każde kolejne słowo zdawało się tylko wszystko dodatkowo pogarszać. Jego oblicze ciemniało z każdą sekundą coraz bardziej. Nawet jego ślepia zdawały się nabierać dziwnego, brudnego mroku który przysłaniał naturalny kolor tęczówek. Narastający warkot w końcu stał się tak głośny, że oba śpiące wilki zerwały się na równe łapy wyraźnie zaniepokojony.
Noszą. Je. W torebkach? — wycedził powoli, ledwo wyraźnie. Przez nieustanne warczenie, każde słowo było niezwykle niewyraźne, potwierdzając jedynie teorię, że miał w tym momencie niezwykłe problemy z normalnym mówieniem. Jak zawsze. Gdy wpadał w złość, ludzkie słowa stawały się dla niego nie lada wyzwaniem.
O K Ł A M A Ł . .. N A S.

OKŁAMAŁ MNIE — wściekły ryk momentalnie powalił całą trójkę zwierząt na ziemię. Wilki zaskomlały cicho, podwijając ogony, gdy wściekły szarowłosy poderwał się na równe nogi, zaciskając pięści. Odwrócił się błyskawicznie od Sybil, powstrzymując wewnętrzną potrzebę wyżycia się na najbliższej osobie. Nie była niczemu winna. Ani on, ani jego stado. Wściekłość była jednak tak wielka, że nie był w stanie znaleźć jakiegokolwiek ujścia.
ZABIJĘ GO. NIKT NIE BĘDZIE SIĘ ZE MNIE NAŚMIEWAŁ — jego szybki chód co jakiś czas przerywany był krótkim przeskokiem, gdy zaczął krążyć wokół drzewa, licząc że chłód powietrza pozwoli mu zapanować nad wyżerającym mu trzewia gniewem. Gdyby to jednak było takie proste, nigdy nikt nie stwierdziłby że ma jakiekolwiek problemy z panowaniem nad sobą.
Kiedy jeszcze go okłamał?
Nie powinien mu ufać.
W tym momencie zaczynał wątpić we wszelkie słowa, które padły z jego ust. Włącznie z obietnicą zabrania go do miasta.
Kolejny ryk wściekłości tym razem poszedł w parze z uderzeniem, które wyprowadził wprost w korę drzewa. Nieprzyjemne chrupnięcie, nie powstrzymało go przed powtórzeniem ruchu trzykrotnie. Kora uderzyła miękko o ziemię, skryta w trawie, a ból eksplodujący w jego prawej dłoni tylko potwierdzał fakt, że wcześniejsze gojące się zmiażdżone knykcie, właśnie dostały kolejną potężną dawkę urazu. Krew zbierała się na nich błyskawicznie, skapując pojedynczymi kroplami na ziemię, lecz nawet ona nie była w stanie skryć prześwitującej gdzieniegdzie białej kości.
Warkot umilkł.
Odsunął się o krok od drzewa. Poruszył nieznacznie obolałymi palcami, przyglądając im się z beznamiętną miną.
Tsk — położył po sobie płasko uszy, odwracając się w stronę kulącej się na ziemi watahy. Zamiótł ziemię ogonem, mrużąc powieki.
Sam jest homo. Tak jak ta jego homo-chihuahua — homo coś tam. Nie zapamiętał pełnego słowa. Warknął nadal wyraźnie poirytowany, zakładając ręce na klatce piersiowej, postukując nerwowo palcami lewej ręki o swoje prawe ramię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tarihi
Demon
avatar

Liczba postów : 27
Join date : 29/01/2018

PisanieTemat: Re: Zakątek świetlików   Sro Sty 31, 2018 11:43 pm

Właściwie pojawił się tutaj, bo wreszcie chciał zobaczyć zjawisko o którym mówiło sporo ludzi w mieście, a zawsze jakoś nie miał czasu. No dobrze, miał go pod dostatkiem, ale nie potrafił tego zorganizować. I kiedy wreszcie się zdecydował tu przybyć, polana była akurat zajęta. Czyżby zbliżała się pełnia i ludzie chcieli sypać życzeniami w świecące owady? Zerknął na księżyc i wiedział, że to nie to. No i właśnie to wzbudziło jego wieczną ciekawość. Bo po co się spotykać o tak późnej porze w takim miejscu?
Mógłby pojawić się tutaj pod postacią czegoś ledwie zauważalnego, jak nawet świetlik, ale to byłoby odrobinę nudne. Więc usiadł na gałęzi narzucając na siebie iluzję sowy. Przekręcił głowę niczym jedno z tych stworzeń i obserwował wydarzenia na polanie. Kilka wilków, dziwny chłopak z wilczymi uszami i dziewczyna. Czyżby jakaś romantyczna schadzka? Wydał z siebie odgłos zadowolenia... który dla nich powinien brzmieć jak po prostu pohukiwanie sowy, bo przecież tą właśnie udawał. Przyjrzał się chłopakowi, a ten wyglądał na mocno wzburzonego, więc o ile dziewczyna właśnie go nie rzucała, to chyba jednak nie była schadzka. Wtem coś do niego dotarło. Przecież jest środek zimy, jakich on się tu świetlików spodziewał? Gdyby mógł, uderzyłby się dłonią w czoło, no ale miał tylko skrzydła. Nic to, skoro już tu jest i może kogoś sobie poobserwować, to nie ma znaczenia jego głupota.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sybil
Atrapasueños
avatar

Liczba postów : 23
Join date : 17/01/2018

PisanieTemat: Re: Zakątek świetlików   Czw Lut 01, 2018 3:40 pm

"OKŁAMAŁ MNIE"
W ułamku sekundy przeraziła się wraz z resztą obecnego towarzystwa w postaci futrzastych przyjaciół Koriego. Nie miała zielonego pojęcia, co chciał teraz zrobić, ale jakiekolwiek próby zatrzymania go nie mogły się skończyć dobrze. Ledwie wyjąkała coś na zasadzie: "Uspokój się, proszę", ale nie mogła zrobić wiele więcej. Jego temperament był o tyle wybuchowy, że nie zdziwiłaby się, gdyby pewnego dnia rozłamał głaz na maleńkie kawałeczki w przypływie złości. Tak samo nie zaskoczyłoby jej, gdyby przypadkiem zaatakował i ją przy ewentualnej próbie interweniowania z jej strony.
Odetchnęła z niemałą ulgą kiedy wreszcie udało mu się trochę opanować. Ciężko było nie bać się jego destruktywności, choć bardziej po prostu martwiła się, że zrobi sobie jeszcze większą krzywdę niż dotychczas. Ściągnęła brwi w zatroskanym wyrazie twarzy.
- Nie chcę go bronić - bo nawet nie wiedziała, o kim była mowa - ale może faktycznie jest więcej stworzeń, które się tak nazywają? Tak jak masz różne rodzaje zamków. Nazywają się tak samo, ale jeden to kompleks budowli, a drugi jest ledwie dziurką w drzwiach.
Nie chciała po prostu, żeby ten porywczy dzieciak znowu pakował się w jakieś kłopoty. Albo żeby atakował kogoś, kto chciał się po prostu pośmiać. Zresztą, bogowie wiedzą, może faktycznie był jakiś potwór, którego ktoś nazwał chihuahuą, tak dla ogólnego śmiechu. Wydała z siebie ciche westchnienie, spoglądając na biedne czworonogi, które musiały znosić wybuchy Koriko. Sama pewnie zamartwiłaby się przy nim na śmierć.
- Nie chcesz czymś owinąć tej dłoni? - troskliwa mina, proporcjonalnie zmartwiony ton. Wolałaby chyba być w tym momencie jakimś medycznym bożkiem, a nie opiekunką snów. Aż bolało przy samym spoglądaniu na te kłykcie.
A wtedy coś wydało z siebie wyraźne huhu, dziwko, automatycznie ściągając na siebie uwagę Vermeulen. Miała problemy z powstrzymaniem uśmiechu na widok tej przeuroczej istotki, więc poddała się już w przedbiegach, po prostu szczerząc się do ptaszyska.
- Patrz, Wilku, jaki śliczny skarbek - uważaj, bo jeszcze go zeżre.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Koriko
Wilczy Bóg
avatar

Liczba postów : 174
Join date : 29/12/2017

PisanieTemat: Re: Zakątek świetlików   Czw Lut 01, 2018 7:55 pm

Próby uspokojenia go faktycznie nie były dobrym pomysłem. Całe szczęście jej ciche 'uspokój się' nawet nie dotarło do jego uszu. Nic dziwnego. Praktycznie za każdym razem gdy wpadał we wściekłość, kończyło się to nieprzyjemnym, wibrującym w powietrzu dźwiękiem, który zmniejszał jego wyczulenie na sygnały z zewnątrz. Jego stan nie był jeszcze na tyle zły, by faktycznie momentalnie rzucił się na Sybil, ale bez wątpienia fakt, że postanowił się oddalić świadczył o tym, że Koriko doskonale zdawał sobie sprawę ze swojej wyjątkowo słabej samokontroli w tym aspekcie.
"Nie chcę go bronić (...)"
Więc tego nie rób — nawet nie zdawał sobie sprawy, że z jego ust zamiast zrozumiałych słów padła seria warkotów i charknięć. Ostatecznie wysłuchał jednak jej słów do końca, choć nie wyglądało na to, by rzeczywiście był przekonany jej słowami. Dało się jednak dostrzec co innego.
Podejrzliwość.
Co jeśli ona również próbowała go omamić? Z jej dobrą naturą, nie byłoby zbyt dziwnym, gdyby próbowała uratować nieznaną sobie osobę przed jego gniewem. A co jeśli się znali? Paranoiczne myśli przychodziły do jego łba jedna po drugiej. Zawarczał nisko z wyraźnym niezadowoleniem.
"Nie chcesz czymś owinąć tej dłoni?"
Zmrużył powieki.
Po co? — nie zauważył, by wilki czy niedźwiedzie owijały sobie czymkolwiek łapy, nie widział więc sensu w podobnym zabiegu. Zamiast tego usiadł pod pniem uderzając agresywnie ogonem o ziemię i podniósł dłoń do ust, zlizując z niej nieustannie napływającą krew, całkowicie ignorując promieniujący z niej ból.
"Patrz, Wilku, jaki śliczny skarbek"
Przesunął wzrokiem w odpowiednią stronę, nie zaprzestając swojej całkowicie naturalnej pierwszej pomocy.
To tylko sowa. Nie ma na sobie niczego wartościowego. Nawet jeśli dziwnie pachnie — mruknął nisko, nie dostrzegając na niej żadnego srebrnego błysku wskazującego na obecność tak lubianych przed niego świecidełek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tarihi
Demon
avatar

Liczba postów : 27
Join date : 29/01/2018

PisanieTemat: Re: Zakątek świetlików   Czw Lut 01, 2018 9:11 pm

Przekręcił głowę, obserwując uważniej zirytowanego potwora. O co ten mógł się tak zdenerwować, hm. Dziewczyna szybko mu coś tłumaczyła, a Tarihi tylko kręcił głową na lewo i prawo niczym prawilna sowa. Właściwie to nie mógł zrozumieć, po co ona tyle tłumaczy, wilczasty nie wyglądał nawet na zainteresowanego tym. Jeszcze nawet na nią na warczał. Jakiś nieprzyjemny typ z niego chyba był dlatego Tar postanowił przesunąć się na gałęzi tak, by siedzieć kawałek dalej od Koriko. Tym bardziej, że ten wydawał się coraz bardziej niezadowolony i jakby nieufny. To chyba oznacza, że nie bardzo się znają, albo może brak tu szacunku i zaufania z jednej strony? Sam zerknął podejrzliwie jak tylko potrafi sowa na dziewczynę. Wyglądała na tak niewinną, że aż podejrzaną. Może rzeczyw... Wtedy użyła określenia "skarbek" wobec niego, a on nie mógł się powstrzymać i nastroszył się cały i siedział taki dumny ze swojej iluzji. Tylko ten wredny wilk musiał się odezwać. Tarihi zahukał jeszcze raz, ciężko oburzony, ale gdzieś w jego sercu zalągł się niepokój. Koriko wyczuł jego zapach i nie pasował mu do sowy, a Tar nie mógł z tym nic zrobić, bo nie miał bladego pojęcia jak może pachnieć sowa. Jednak na razie nie uznali tego za niepokojące, jest szansa. Dobrze, że się odsunął od wilczastego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sybil
Atrapasueños
avatar

Liczba postów : 23
Join date : 17/01/2018

PisanieTemat: Re: Zakątek świetlików   Pią Lut 02, 2018 7:22 am

Świetnie. Jeszcze tylko jej brakowało tego, żeby to na nią zaczął warczeć jak zepsuty traktor. Nie dość, że zbiło ją to całkowicie z pantałyku, to jeszcze przed swoimi tłumaczeniami zdążyła się go na nowo przerazić. Co za uszak. Gdyby wiedziała, co siedzi w jego głowie, zapewne spróbowałaby to wszystko jakoś wyjaśnić i rozwiać jakiekolwiek wątpliwości co do tego, skąd ta empatia względem nieznajomego oszusta. Nie chodziło o to, że próbowała kogokolwiek oszukać dla zysku znajomego - raczej własną niewiedzę co do gatunków potworów i chęć jakiegoś uspokojenia młodzieńca naprzeciwko niej. Jednak słysząc kolejne powarkiwanie, pozostało jej tylko jedno.
- Wybacz, Wilku - uniosła dłoń, która zaraz trafiła na kark dziewczyny, by lekko go potrzeć - chciałam załagodzić sytuację, nie jeszcze dodatkowo cię denerwować.
I nie widział sensu w przystępowaniu do opatrywania swojej dłoni. No tak, to nie były jakieś znane metody pośród nieludzi zamieszkujących tutejsze tereny, więc zapowiadało się, jak gdyby ta bariera nigdy nie miała zniknąć spomiędzy ich dwojga. A mogła zostać w lesie, wtedy byłaby dokładnie taka sama jak on i nie martwiłaby się takimi durnotami jak to czy trzeba na ranę nakleić plasterek, czy to już pora na szycie. Skinęła ostatecznie głową, okazując tym samym swoje zrozumienie.
A mały skarbek zaczął się popisywać jak śliczny model na wybiegu, przez co spomiędzy warg Sybil wyrwał się cichy chichot. Krótki i delikatny, ale jednak. Nawet zaklaskała bezłośnie w dłonie, jakby liczyła, że sowa ten gest zrozumia i doceni. Walony mieszczuch.
- Cóż, nieczęsto miewamy je na miejskich terenach, więc dla mnie to skarbek - odparła łagodnie, a dopiero po paru sekundach dotarło do niej, z czego właściwie składała się cała wypowiedź Koriko. - "Dziwnie pachnie"? Coś jest z nią nie tak?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zakątek świetlików   

Powrót do góry Go down
 
Zakątek świetlików
Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Mystery Town :: Dzikie tereny :: Tereny zielone-
Skocz do: