Land of Falls
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Fat Angel.

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Duncan
Barman
avatar

Liczba postów : 42
Join date : 13/01/2018
Skąd : Kanada.

PisanieTemat: Fat Angel.   Wto Sty 23, 2018 4:07 pm

Bar, w którym Duncan pracuje od prawie dwóch lat. Niewielki lokal należący do kobiety w średnim wieku, która sama często korzysta z usług swoich barmanów. Miejsce nie jest zbyt popularne wśród młodych, ale ma sporą ilość stałych klientów, którzy pozwalają mu przetrwać. Popularne wśród klienteli jest korzystanie ze starej szafy grającej. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dixit
Różany sadysta
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/12/2017

PisanieTemat: Re: Fat Angel.   Sro Sty 24, 2018 5:50 pm

Młodzieniec stawiał powolne kroki, spokojnie przemieszczając się przez miasto. Był już wieczór, a mrok zasnuwał ulice. Światło słońca zostało zastąpione przez blask ulicznych lamp, taka atmosfera znużyć mogła każdego. Swój sklepik Dixit już zamknął i powinien teoretycznie wracać do domu, jak to miał w zwyczaju, ale był w wyjątkowo złym humorze, albowiem trafił mu się dzisiaj bardzo denerwujący klient.... i tak się zdarzyło, że parę roślinek ucierpiało... Chciał się trochę rozerwać przez spacerowanie, dlatego teraz robił wielkie kółka, wracając ciągle do tego samego punktu. W końcu zmęczył się włóczeniem bez celu i przekroczył próg jakiegoś, jeszcze otwartego lokalu.
Rozejrzał się leniwym wzrokiem po pomieszczeniu. Jak się okazało, udało mu się zawitać do jakiegoś baru. Zlustrował pomieszczenie wzrokiem, nie było zbyt duże, jak i klientów nie dojrzał wielu. Dla niego to jednak był jedynie plus, albowiem nigdy nie lubił zatłoczonych miejsc. Raczej trzymał się z daleka od ludzi, gdy tylko miał taką możliwość.
Przeszedł przez całe pomieszczenie i opadł na krzesło przy barze, opierając się rękami o stolik przed sobą. Po chwili zaczął wyszukiwać wzrokiem kogoś, kto mógłby go obsłużyć.
-Witam. - Mruknął zmęczony. Czasem o tej porze już całkowicie wyłączało się jego logiczne myślenie. Wszedł do baru a nawet nie może jeszcze kupować alkoholu. Co za kreatywny człowiek. Może jednak jakoś się naciągną, nie wygląda aż tak młodo. Dix nie miał zbyt dużo znajomych, nie chodził na żadne imprezy, nieczęsto bywał w barach, toteż pić praktycznie mu się nie zdarzało.
-Maci coś niezbyt mocnego? - Zapytał w końcu, gdy dojrzał jakiegoś pracownika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Duncan
Barman
avatar

Liczba postów : 42
Join date : 13/01/2018
Skąd : Kanada.

PisanieTemat: Re: Fat Angel.   Sro Sty 24, 2018 7:03 pm

Przesuwał po kontuarze ręką mechanicznym, wyuczonym ruchem  prawo, lewo; prawo, lewo. Szmata nie była pierwszej świeżości, ale przynajmniej dzięki niej miał co robić. Większość klientów siedziała nad piwem  w butelkach, więc nawet nie musiał im go dolewać. Nudził się potwornie, więc starał się czymkolwiek zająć ręce. I padło na nieszczęsny kawałek materiału, którym od dłuższej chwili pucował drewnianą ladę.
Podniósł leniwie głowę, gdy usłyszał skrzypienie starych drzwi. Nowy klient. I to dosłownie nowy, bo nigdy wcześniej go tu nie widział. Złożył szmatkę w nierówną kostkę i odłożył ją na miejsce, po czym wytarł ręce o ręcznik papierowy. Oparł je na kontuarze po swojej stronie, gdy młodzieniec podszedł. Był od niego znacznie niższy, więc musiał unieść wzrok, dopóki rudy nie usadził czterech liter na stołku. Przywołał na twarz delikatny uśmiech, który od razu rozjaśnił jego znudzoną twarz. 
Witamy w naszych skromnych progach!  głos brzmiał entuzjastycznie  zwracał się takim tonem tylko do klientów. Starał się być profesjonalny i nie wyjść na gbura, jak podczas normalnej rozmowy. One zazwyczaj kończyły się w sposób tragiczny.  Możemy panu zaoferować przeróżne trunki! znowu ten niespotykany entuzjazm, gdy przesunął się w bok, by wskazać ręką na ścianę pełną alkoholi za sobą. Później głową wskazał kartę, w której klient mógł znaleźć wszystkie oferowane przez nich drinki.
Może dżin z tonikiem? Albo piña colada? Albo Arnold Palmer?  wyciągnął chudą rękę przez ladę i wskazał drinka w karcie. Nie był zbyt popularny, więc nie oczekiwał od chłopaka, aby go znał. On sam przygotowywał go zaledwie parę razy, więc w głębi duszy liczył na to, że nie zostanie zamówiony. Przy nowym kliencie wolałby skorzystać ze sprawdzonego przepisu. W końcu nieczęsto witały u niego nowe twarze.
Podczas gdy tamten się zastanawiał, on przyjrzał się nowemu klientowi. Zazwyczaj gościli tutaj starsi od niego panowie – po czterdziestce lub pięćdziesiątce. A ten tutaj wyglądał na chłopaka w jego wieku. To znaczy na starszego od niego – w końcu Duncan nie mógł poszczycić się najdojrzalszą twarzą. Wyglądał raczej na młodzika i często ludzie dawali mu mniej lat niż miał. Wciąż denerwowało go, gdy ktoś zakładał, że ma może piętnaście lat – g ó r a szesnaście, jak to lubili podkreślać. Klienci często żartowali z tego, jak wygląda i, o ile byli stałymi klientami, odgryzał się. Po dłuższym zastanowieniu doszedł do wniosku, że jego klient raczej nie ma wymaganych dwudziestu jeden lat, ale na razie nie pytał go o dowód. Może po przejrzeniu karty zdecyduje się tylko na soczek?


Ostatnio zmieniony przez Duncan dnia Sob Sty 27, 2018 5:36 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dixit
Różany sadysta
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/12/2017

PisanieTemat: Re: Fat Angel.   Sro Sty 24, 2018 7:57 pm

...Za wesoły.
Przyjrzał się niskiemu pracownikowi baru, który postanowił go obsłużyć. Wyglądał młodo.... nawet młodziej od niego samego. Ktoś taki już pracuje z alkoholami? Cóż, nie żeby to był jego problem, w końcu nie będzie się wcinał do czyjegoś, prywatnego życia bez żadnej potrzeby. Wyjątkami była możliwość lekkiej rozrywki, przy wytykaniu pewnych faktów. Teraz jednak nie miał na to siły.
-Co się tak szczerzysz? - Zapytał lekko wnerwiony. Wiedział, że to część roboty barmana, ponieważ gdyby źle odnosił się do klientów, mógłby zaprzepaścić szansę na ich przyszły powrót.... choć nie wykluczał, że faktycznie miał do czynienia z piekielnie energiczną osobą. Prawdziwy profesjonaliści oddzielali robotę od swojego, codziennego życia, mogąc całkowicie się zmienić. Ten fakt mógłby wyjaśnić, dlaczego ludzie niechętnie wchodzą do Dixitowej kwiaciarni po raz drugi... Chyba powinno to w końcu zacząć młodzieńca choć troszkę obchodzić.
Gdy pokazano mu kartę, Dixit spojrzał lekko skołowanym wzrokiem na pokazywane mu nazwy. Nic z tego nie kojarzył. To jakbyś mówił o matematyce wyższej do polonisty, który ogarnia tylko podstawy. Może jednak weźmie wodę? Ale no, przyszedł do baru i to aż wstyd nie zamówić czegoś z karty. Może pójdzie po prostu na najciekawszą nazwę....
-A czego najbardziej nienawidzisz przygotowywać? - Spojrzał lekko rozbawiony na barmana, po chwili wracając do czytania dziwnych nazw drinków. Nie spodziewał się odpowiedzi na to pytanie, w końcu mało kto wziąłby je na poważnie. Chłopak jednakże chętnie poznęcałby się nad kimś z nudów. W końcu westchnął cicho. -Po prostu daj mi to pierwsze. - Skwitował, odwracając w końcu wzrok od skomplikowanej karty. Wolał dziwne nazwy kwiatków....
Po chwili rozejrzał się ponownie po całym pomieszczeniu. Właśnie, tego tu brakowało, roślin. Według młodzieńca każde pomieszczenie powinno mieć chociaż jednego kwiatka, który będzie ulepszał atmosferę, jednakże tutaj nie zauważył śladu tego elementu. Co za strata...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Duncan
Barman
avatar

Liczba postów : 42
Join date : 13/01/2018
Skąd : Kanada.

PisanieTemat: Re: Fat Angel.   Sro Sty 24, 2018 8:28 pm

Pytanie i sposób, w jaki je zadano, wytrąciło go z równowagi, choć tylko na chwilę. Zmarszczył delikatnie brwi, a kąciki ust opadły delikatnie, ale zaraz wróciły na swoje miejsce. Musisz być profesjonalny. Nie daj się sprowokować. Znowu wyglądał jak profesjonalista i tak też się zachował – jedynie drżenie lewej ręki mogło zdradzać, że pytanie go zirytowało, więc schował ją pod blat, żeby chłopak tego nie zobaczył.
To moja praca – odparł lekko, sięgając po wysoką szklankę, leżącą na suszarce. – Uśmiecham się do każdego. Dlaczego ci to przeszkadza? – zaczął wycierać ją energicznie, po chwili podnosząc ją do nikłego światła. Błyszczała; tak, jak chciał. Lewy kącik ust uniósł się wyżej, gdy to zauważył.
Kolejne pytanie zignorował; klient szukał zaczepki, a on liczył na to, że szybko wyjdzie i nie będzie musiał się z nim użerać. Rozejrzał się ukradkiem po barze. Miał nadzieję, że chłopak nie spróbuje wszcząć bójki, bo raczej nie będzie w stanie jej zapobiec. Na pewno nie będzie w stanie. Ledwo miał siłę żeby przeturlać beczkę z piwem, a co dopiero rozdzielić dwóch, kipiących testosteronem facetów.
Raczej nie dostanie od niego napiwku, więc nie miał zamiaru szczególnie się starać. Co prawda nie powinien myśleć w ten sposób i dobrze obsługiwać tylko tych klientów, którzy mieli dać mu trochę dodatkowej zapłaty, ale ten typ działał mu na nerwy, a był tu zaledwie parę minut. Już od początku burczał nieuprzejmie, a teraz jeszcze próbuje się z nim droczyć. Gdy usłyszał, że chłopak życzy sobie dżinu z tonikiem, pozwolił sobie na zastanowienie – zapytać o dowód czy od razu podać mu wodę gazowaną zamiast dżinu? Czy on w ogóle zorientowałby się, że coś jest nie tak? Nie wyglądał na bywalca baru, a do tego praktycznie nie spojrzał do karty. Raczej nie wie, jak smakuje dżin. Nie chciał jednak ryzykować, że klient zgłosi właścicielce, że nie podał mu odpowiedniego zamówienia, więc zdecydował się na pierwszą opcję.
Mógłbym prosić o dowód tożsamości z widoczną datą urodzenia? – tym razem uśmiech był szczery. Tylko w ten sposób mógł popsuć plany temu chłopaczkowi. Nawet coś tak prostego mogło poprawić mu humor w ten parszywy wieczór. To znaczy – wieczór był zwyczajny, ale Duncan łatwo się irytował, a jego humor mógł diametralnie zmienić się w ciągu ułamka sekundy, więc nic dziwnego, że taka bzdura wpłynęła tak znacząco na jego odbiór tego dnia. Jeszcze raz przetarł szklankę i odstawił ją ostrożnie na miejsce. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dixit
Różany sadysta
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/12/2017

PisanieTemat: Re: Fat Angel.   Sro Sty 24, 2018 10:20 pm

Na następny komentarz zaśmiał się cicho. A jednak ktoś tu bawi się w profesjonalistę. Cóż, dla młodzieńca mogło to jedynie oznaczać potencjalny temat, który mógłby dać mu troszkę rozrywki. Szczerze powiedziawszy, to nie przeszkadzał mu wesoły ton barmana, po prostu poszukał pierwszej rzeczy, na której mógł się w tamtym momencie wyżyć, nic więcej. Po chwili odezwał się z wyraźnie wyczuwalną ironią w głosie.
-Ah, proszę mi wybaczyć, panie wzorowy pracowniku. Ale czy to nie oznacza, że to nie jest twój prawdziwy charakter? - Uśmiechnął się złośliwie. Zastanawiało młodzieńca, ile mu zajmie, aby zmyć tą maskę z twarzy barmana. -Ależ skądże, nie przeszkadza. Szczerz się ile ci się tylko żywnie podoba. Skoro ci płacą. Jak mnie rozbawisz, to może dam ci napiwek. - Dorzucił, niby rozpieszczony panicz, czasem zachowywał się tak dla żartu a czasem... cóż, bo był samolubną osobą. Zdecydowanie. Choć szczerze powiedziawszy nie żartował, jeśli będzie się dobrze bawił podczas tego chwilowego pobytu w barze, to może sypnie groszem.
Podparł głowę na jednej ręce, co jakiś czas zerkając na innych ludzi, przesiadujących w pomieszczeniu. Wydawało się, jakby był tutaj najmłodszym klientem. Z taką nienaturalnością były coraz mniejsze szanse, że jego wiek przejdzie niezauważony. To jego wina, że wybrał tego typu miejsce. W życiu jednakże nie chciałoby mu się teraz stąd ruszać. Już usiadł.
... no, to tyle by z tego było.
Cmoknął cicho językiem, lekko zawiedziony, że jednak się nie udało. W tym momencie mógł jedynie przyznać się szybko lub ciągnąć tę farsę z jego wiekiem, koniec końców i tak będzie zmuszony do wycofania się i pokazania dowodu. Nie chciał na razie wchodzić w sytuację, która mogła okazać się zbyt problematyczna.
-Haha, a miałem jednak cichą nadzieję, że jakoś przejdę. Mniejsza z tym. - Niby rozbawiony, a jednak lekko wnerwiony swoją, chwilową przegraną. Nawet jeśli mu nie zależało tak bardzo... -To podaj mi chociaż wodę, młody. - Odgryzł się, choć barman nie wydawał się mu dużo młodszy od niego. Teraz ucieszony byłby z czegokolwiek do picia, a nawet ulżyłoby mu troszkę, gdyby dostał coś, czego jest pewien. Kto wie co próbował zamówić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Duncan
Barman
avatar

Liczba postów : 42
Join date : 13/01/2018
Skąd : Kanada.

PisanieTemat: Re: Fat Angel.   Czw Sty 25, 2018 3:17 am

Nie lubił, gdy traktowano go w ten sposób, ale wspomnienie o napiwku zdecydowanie poprawiło jego, dosyć już negatywną, opinię o chłopaku. Musiał sam siebie utrzymywać i każdy dodatkowy zarobek oznaczał możliwość oszczędzenia lub wydania na głupoty pieniędzy. Zdecydowanie preferował trwonienie pieniędzy – na przykład na pyszną, gorącą czekoladę z kawiarni obok… Dał się ponieść wyobraźni, w której wyraźnie widział jej brązowy kolor i mocny, słodki zapach. No i ta bita śmietana! Nie jakaś byle jaka, kupna; ich własna. Do tego szczypta cynamonu, która całemu napojowi nadawała przepyszny, kojarzący się Duncanowi ze świętami, zapach. No i ten lokal – jasny, przestronny; przeciwieństwo dziury, w której teraz się znajdował. Nie żeby miał coś przeciwko lokalowi, w którym teraz przebywał… Chociaż nie – miał c o ś przeciwko i to dużo. Zdecydowanie brakowało tu światła, panował zaduch, a i wystrój mógłby zostać trochę odświeżony. “Klimat” tego miejsca znudził mu się po trzech zmianach w tej zapyziałej norze. Ale nie miał doświadczenia, więc powinien całować właścicielkę po stopach za możliwość zdobycia go. Może za jakiś czas nastąpi “level up” i chłopak będzie mógł przenieść się do innego miejsca – w głębi duszy uznałby to za zdradę Fat Angel, ale jednak cenił swoje dobro nad dobro praktycznie obcych mu ludzi.
Skoro w grę wchodzi napiwek, to sytuacja zmienia się diametralnie – odparł z dozą ironii, choć ledwo wyczuwalną. Wolał nie irytować klienta, który już i tak wyglądał i brzmiał jakby jego dzień był wyjątkowo paskudny. Jest taki zawsze czy po prostu dzisiaj trafiłem na wyjątkowo chujowy moment? Pytanie obijało się po głowie, gdy szorował zawzięcie kolejne szklanki. Znowu pozwolił sobie na odpłynięcie; nie powinien. Był w pracy. 
Wyprostował się i w głębi duszy wykonał taniec, który zapewne symbolizował euforię i szczęście. Wygrał pierwszą z bitew, choć była przed nim jeszcze wojna. Udało mu się ukręcić nosa temu gówniarzowi! No, może nie był gówniarzem, ale mógł go tak w głowie nazywać, prawda? Chociaż tutaj nie musiał się powstrzymywać od charakterystycznych dla niego komentarzy. Chciałby móc zwyzywać chłopaka z góry na dół za to, jak traktuje pracowników lokalu, ale nie mógł. Właśnie to było największą wadą pracy w usługach. Zaraz po wstrętnym lokalu.
— Mam dwadzieścia lat! Masz chociaż tyle? – spytał urażony, nalewając do świeżo wytartej szklanki wody. Był widocznie naburmuszony. Został nadepnięty odcisk, który mógł sprowokować go do wybuchu. Co prawda jeszcze nie teraz, ale Duncan nie był znany z panowania nad emocjami, a tym bardziej nad słowami. Najpierw mówił, potem myślał. Nigdy inaczej. 
Położył na drewnianej, wysłużonej desce połówkę cytryny i ukroił kawałek, po czym naciął ją wzdłuż jednej z błon, po czym sięgnął po świeżą limonkę i uczynił dokładnie to samo. Udekorował brzeg wysokiej szklanki plasterkami, dorzucił liście mięty, trochę lodu i słomkę. W końcu szklanka kosztowała trzy dolary, więc należało odpowiednio zadbać o wygląd i sposób podania, prawda? Samo wnętrze może i było mroczne i zniechęcające (jak większość barów), ale obsługa była na dobrym poziomie. Przynajmniej jego własna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dixit
Różany sadysta
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/12/2017

PisanieTemat: Re: Fat Angel.   Czw Sty 25, 2018 4:47 pm

Przewrócił oczami na komentarz barmana. Widać trochę to jednak zajmie, aby chłoptasia złamać. Jednakże młodzieniec nie lubił słowa "niemożliwe" i miał zamiar popróbować później różnych, innych metod. Czy to tylko jego wrażenie, czy ta konwersacja zmieniła się w mini pole bitwy? Cóż, nie żeby każda rozmowa, w której uczestniczył młodzieniec nie kończyła się podobnym skutkiem. Choć niektórym nie chciało się walczyć i to było widoczne.
-Nuda... - Mruknął cicho pod nosem, komentując wcześniejszą odpowiedź. W sumie, to młodzieniec sam prowadził swój sklepik, więc nigdy nie musiał przejmować się szefostwem, albowiem sam dowodził sobą. To musiało być męczące, przyjmować rozkazy z góry. Różni ludzie chodzili na tym świecie, jednym bardziej zależało na zysku, innym na typie roboty, który wykonują, a jeszcze inni mieli oba te aspekty zaliczone. Młodzieniec był jednym z tych, którzy po prostu robili to co lubią i jakiś cudem czerpią z tego nawet minimalny zysk. Skoro daje radę się utrzymać, to nie może być tak źle.
Dixit przyglądał się z nudów ruchom barmana i jak to tam idzie mu mycie kubków. Młodzieniec z początku był lekko sceptyczny, myśląc o dłuższym przesiadywaniu w tym miejscu, jednakże to wszystko pozwoliło mu chociaż na chwilę wyrwać się ze swojego, złego humoru, więc nie okazało się aż takie złe. Może to wyżywanie się na ludziach dawało taki efekt... hm, tak na pewno było. Chłopak doskonale zdawał sobie sprawę ze swojej sadystycznej natury i czerpał z tego przyjemność. Nie ma to jak doskonała prostota życia.
Jedna przegrana walka nie oznacza przegranej bitwy. Młodzieniec myślałby nad tym więcej, jednakże nagły komentarz jego rozmówcy zbił go z tropu. Ile? Dwadzieścia? Spojrzał lekko zdezorientowany na barmana.
-Pff... hahaha.... - Młodzieniec zaczął się nagle cicho śmiać. -Ja nie mogę, jesteś starszy ode mnie! - Wydusił rozbawiony. Przez chwile jeszcze nabijał się wewnętrzne w milczeniu. To musi być czasem denerwujące, wyglądać na inny wiek, niż jest się w rzeczywistości. Niektórzy posiadali taki, niezwykły talent. W zależności od sytuacji mógł on się przydać, lub nie. Zależy jak z tego korzystasz.
-Ale czy to nie smutne? Pracować w barze z alkoholami, gdy nie możesz jeszcze pić, drogi panie wzorowy kelnerzyno? - Zaczął temat, w oczekiwaniu na szklaneczkę wody. Uśmiechnął się przekornie, opierając się ponownie na swojej ręce. Jak poprzedni sposób adresowania rozmówcy nie zadziałał, czas przejść na nowy. Ważne, aby się szybko adoptować do sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Duncan
Barman
avatar

Liczba postów : 42
Join date : 13/01/2018
Skąd : Kanada.

PisanieTemat: Re: Fat Angel.   Pią Sty 26, 2018 11:14 am

Przesunął w stronę rudego szklankę, po cichu podziwiając swoje pierwsze dzisiejsze dzieło. Do tej pory nalewał piwo do wysokich kufli, starając się spienić je jak najmniej. Albo w ogóle klienci rezygnowali z jego pomocy i prosili o butelkę, by szybko wrócić do pijańskich rozmów i zakładów ze starymi lub nowopoznanymi ludźmi. Trochę zazdrościł tym starym dziadom, że tak łatwo nawiązują nowe kontakty, ale jednocześnie myślał o chwilach spędzonych w samotności, które uważał za najlepsze aspekty swojego życia. Nie lubił wychodzić z domu i często odmawiał zaproszeń; teraz było ich coraz mniej, bo po co nawet próbować, skoro odpowiedź prawie zawsze jest taka sama? Jeśli chciał gdzieś wyjść, to sam mógł to zaproponować. Wilk syty i owca cała. 
Znowu mruki, szepty i tajemnice. Nie lubił nie słyszeć, co ludzie mówią. Zmarszczył nos, próbując wyłapać krótkie słowo, którym uraczył go (albo raczej siebie) chłopak. Nie usłyszał. Muzyka była głośna, a wypowiedź już w założeniu miała zostać nieusłyszana. Po co ludzie mówią coś, jeśli nie chcą, by ktoś to usłyszał? Irytacja w jego własnym głosie w głowie. Wszędzie mu towarzyszyła – irytował się łatwo i szybko, choć w pracy starał się tłumić uczucia; najczęściej z marnym skutkiem. Nie był w tym dobry, ale też nie za bardzo musiał. Odrzucał ludzi samym swoim tonem głosu, więc uciekali do innych pracowników lub do własnego towarzystwa. Nawet zupełnie pijani ludzie czuli wrogość, która z niego emanowała i przesuwali się w inny kąt baru. Duncan zazwyczaj tego nie zauważał albo nie łączył tych dwóch faktów. Nie bardzo rozumiał, jak działają ludzie.
Nie lubię alkoholu – uciął krótko, starając się wyciszyć głosy z tyłu głowy, które podpowiadały mu, żeby dać klientowi w pysk za to, jak się do niego odnosił. Chciał ten cholerny napiwek i był prawie pewien, że żeby go otrzymać, musiał zachować spokój mimo licznych obelg i prób wyprowadzenia go z równowagi. Więc choć wewnątrz niego się gotowało, na twarzy nadal widniał cień uśmiechu. Jego jasne oczy nadal emanowały chłodem, jak od początku zresztą, ale i tak patrzył głównie na swoje dłonie albo nieobecnym wzrokiem sunął po lokalu. Rzadko kiedy patrzył na twarz chłopaka, bo jego mimika wzmacniała negatywne emocje.
Jego wzrok spoczął na starej, drewnianej szafie grającej, która postanowiła się zaciąć akurat po tym, jak jakiś poczciwy mężczyzna wrzucił do niej dolara. Aktualnie próbował skopać maszynę, która swoim wyglądem sugerowała, że to nie pierwsza taka próba. Dolna część nosiła na sobie znaki czasu, ale także butów. Normalnie podszedłby i pomógł klientowi, klepiąc w odpowiednią część maszyny, ale zapewne jego nowy przeciwnik uznałby to za ucieczkę i wywieszenie białej flagi. A na to nie mógł sobie pozwolić. Musiał wygrać tę wojnę o napiwek. Naprawdę zależało mu na kasie.


Ostatnio zmieniony przez Duncan dnia Sob Sty 27, 2018 5:36 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dixit
Różany sadysta
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/12/2017

PisanieTemat: Re: Fat Angel.   Pią Sty 26, 2018 6:04 pm

Młodzieniec nigdy nie wypowiadał słów, które chciał pozostawić ukryte i niedosłyszane. Wątpił jednak, aby cokolwiek dotarło do jego rozmówcy, przez dość głośna muzykę, lecącą ciągle gdzieś za uchem, niby służącą jako tło. Szczerze powiedziawszy, to nudną częścią tego wszystkiego była właśnie niewzruszona reakcja barmana. Chłopak lubił patrzeć się na różne zachowania, które które były wywoływane przez konkretne słowa, jednakże tutaj otrzymywał tylko jedno, wielkie zero. Nie, nie można tego nazwać zerem, raczej zwyczajnym brakiem reakcji, który też zalicza się jako coś. Choć trzeba za to przyznać, że jego rozmówca był godnym przeciwnikiem, mało osób potrafiło utrzymać przez tak długo sztuczny wyraz. Mógł być naprawdę głupi, naprawdę cierpliwy lub mieć świetny talent aktorski.
-Wiecznie weseli ludzie zwykle są najbardziej nieszczerzy. - Rzucił jeszcze, tym razem na tyle głośno, aby na pewno go usłyszano. Po chwili westchnął cichutko i chwycił podsuniętą mu szklankę z wodą. -Dzięki. - Skomentował krótko i zaczął sączyć płyn z rurki pusto patrząc się w przestrzeń. -Nie takie złe. - Dorzucił po chwili. Był szczerze zadziwiony ludźmi, którzy nawet wodzie potrafili nadać smak. Choć bawiło go trochę dekorowanie szklanki z tak zwykłym napojem. Kelnerzy naprawdę starają się o wszystko.
Nabijanie się z wieku zajęło mu dobrą chwilę, jednakże uspokoił się, gdy usłyszał odpowiedź barmana. Z jego twarzy wciąż nie schodził ten przekorny uśmiech, gdy to spokojnie wypowiadał następne słowa.
-To masz pecha, kelnerzyno. - Wziął do ręki kawałek limonki, ściągnął z brzegu szklanki i zamoczył go w wodzie, jakby chciał zamieszać tym cały napój. Nie za bardzo obchodziły go dobre maniery w tym... nie, nie tylko w tym momencie. Kiedykolwiek. - Coś podane, wcześniej nie obdarzone afektem, nigdy nie będzie smakować aż tak dobrze. - Stwierdził. Może to tylko ludzka iluzja, albo czyste przekonanie, jednakże kawiarnie, których właściciele naprawdę kochają to co robią różnią się od tych, gdzie wszyscy są przymuszeni. Tak samo mówi się, że kwiatek lepiej rośnie, gdy obdarujesz go miłością. Czy to była prawda? Młodzieniec szczerze w to wierzył, choć pewnie to tylko i wyłącznie dlatego działało to w jego głowie. Wiara działa cuda i potrafi sprawić, że niektóre rzeczy wchodziły w canon rzeczywistości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Duncan
Barman
avatar

Liczba postów : 42
Join date : 13/01/2018
Skąd : Kanada.

PisanieTemat: Re: Fat Angel.   Pią Sty 26, 2018 8:15 pm

To była walka; bitwa! Starał się powstrzymać twarz od jakichkolwiek ruchów, coby nie zdradzić po sobie jakiejkolwiek reakcji. Nie przegra z gówniarzem, skoro już tak długo wytrwał! Był to chyba jakiś rekord, szczególnie dla niego, bo nie był znany z tak spokojnej twarzy. Zazwyczaj na jego twarzy można było zauważyć oznaki nawet najdelikatniejszej irytacji – chociażby poruszanie żuchwą w mielącym, niezdrowym dla zębów, ruchu. Teraz jednak był jak skamielina, posąg, rzeźba z marmuru. Nie wyglądał co prawda jak grecki Bóg, ale obojętność na twarzy była podobna do tej widocznej na kamiennych postaciach.
Pozwolił sobie na uśmiech i zadowolenie, gdy ten pochwalił jego pracę. W gruncie rzeczy się postarał i to, że klient (nawet tak nieznośny) zauważył jego starania, połechtało jego ego. Co prawda według wcześniejszych ustaleń (własnych) nie powinien okazywać tego, że uznanie sprawiło mu radość, ale chrzanić to, prawda? Może okaże się, że ten gbur nie jest taki zły? Może po prostu miał gorszy dzień, a nie, jak wcześniej myślał, gorsze życie? Może naprawdę uda im się nawiązać relację, o które ciężko, gdy jest się tak niedorobionym w kontaktach międzyludzkich? W końcu rudy też nie wyglądał (a raczej brzmiał) na kogoś, kto ma wielu przyjaciół.
Nie lubię alkoholu, ale lubię je przygotowywać – kolejna prosta, niezachęcająca do dalszej rozmowy odpowiedź. Dziwiło go, że chłopak nadal jest w stanie znaleźć coś, do czego może się przyczepić i rzucić kolejny komentarz. Zazwyczaj lakoniczne odpowiedzi i brak jakiejkolwiek intonacji sugerującej cokolwiek odstraszał ludzi i zniechęcał ich do kontynuowania przepychanek słownych. Chłopak był inny, choć Duncan niechętnie to przyznał.
Jesli chcesz złożyć reklamację, to polityka firmy zmusza mnie do wymienienia ci zamówienia za darmo – nie mieli takiej zasady i właśnie ją wymyślił, ale zauważył, że rozmowa całkiem przypadła mu do gustu. Zdecydowanie dziwne uczucie. Kto odczuwałby pozytywne uczucia w stosunku do kogoś nieuprzejmego, obrażającego go? Może Duncan był masochistą? A może po prostu był samotny i jakakolwiek rozmowa sprawiała mu przyjemność? 
A może po prostu chciał się dowiedzieć, czy ta cholerna woda mu smakuje. Na swój własny, pokrętny sposób, przeprowadzić test, który da mu odpowiedź. Niestety był on obarczony błędem, który mógł wyniknąć z tego, że Rudy (jak go zaczął w myślach nazywać) będzie chciał mu zrobić na złość albo dodać mu pracy. W końcu wyglądał na rozpieszczonego paniczyka, któremu wszystko trzeba podstawić pod nos. A może nie wyglądał, tylko po prostu Duncan wysunął taki wniosek po tej… Rozmowie? Wymianie zdań? Komentowanym monologu? Co to w sumie był za twór? 
Powrócił do szorowania szklanek na błysk i przemieszczania kolejnych rzeczy po blacie. Złożył po raz drugi szmatę, zmienił położenie noża (o około cal w lewo), dosunął do kąta suszarkę. Potem dyskretnie spojrzał na zegarek i zorientował się, że zajęło mu to może trzydzieści sekund w porywach do minuty. Do końca jego zmiany jeszcze parę godzin, które spędzi w tym zaduchu i ciasnocie. Nagle zatęsknił za morzem i jego nieograniczonym przez nic ogromem. Znalazł nowy cel, który tylko zmotywował go bardziej do otrzymania od Rudego napiwku. Chciał ponurkować, uwolnić się od tego tragicznego obowiązku. Może nawet wrócić do rodzimej Kanady, a o tym nie myślał od naprawdę długiego czasu. I to ten niemiły klient zmusił go do takiej refleksji. Może po prostu zobaczył parę cech, które łączyło Rudego z jego ojcem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dixit
Różany sadysta
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/12/2017

PisanieTemat: Re: Fat Angel.   Sob Sty 27, 2018 3:48 pm

Młodzieniec po jakimś czasie skończył mieszać swoją wodę cytrynką i włożył owoc do buzi.  Skrzywił się trochę. Właściwie to nie przepadał za kwaśnymi rzeczami, jednakże w tym momencie nie miał nic innego, a cytryna nie była nawet taka zła, jak się przyzwyczaić. Z wodą czekał jeszcze chwilę, zanim lód troszkę bardziej się rozpuści i cały napój będzie chłodniejszy. Zawsze daje lepszy efekt.
-To skąd w takim razie wiesz, że te, które są oferowane tutaj, są dobre, hm? - Wyciągnął owoc z buzi, odpowiadając na rzuconą wcześniej uwagę. Alkohol to nie kwiaty, nie napoisz się samym patrzeniem na trunek. Barman mógł w takim razie dawać rekomendacje tylko i wyłącznie na podstawie opinii innych klientów. Nie żeby to była najgorsza metoda, ale no.  -Przyglądasz się im? - Brzmiał jakby szczerze z niego drwił. -Czy może jednak próbowałeś je wcześniej... a nie, wybacz. Nie możesz, haha. - Zaśmiał się cicho.
Po chwili młodzieniec wrzucił cytrus, który do tej pory trzymał w ręce, do wody. Dix wyraźnie był typem, który lubił bawić się jedzeniem. Szczerze powiedziawszy, to po prostu czół się lepiej, jak robił coś z rękami. Zaraz zaczął mieszać cały napój za pomocą rurki, wpatrując się w powoli wirujące elementy. Po chwili wrócił wzrokiem do rozmówcy, wciąż nie przestając ruszać rurką.
-Hm... co za kusząca propozycja. - Uśmiechnął się nikczemnie, wiedząc, że mogły oczywiście wykorzystać ten przywilej, aby dokuczyć troszkę kelnerzynie. -Jednakże nie mam w zwyczaju oddawać rzeczy, które lubię. - Dodał po chwili. To... w pewnym sensie był komplement i to prawdopodobnie jeden z lepszych w wykonaniu rudowłosego. Ale kto mógłby to wiedzieć? Młodzieniec faktycznie należał do tych rozpieszczonych, zwłaszcza jego samolubność. Nawet jeśli chciał komuś dopiec, to nigdy nie niszczył rzeczy, które lubił, tyczyło się to również jedzenia.
Humor mu się poprawiał coraz bardziej, chyba powinien być wdzięczny w jakimś sensie barmanowi. Rozmowa ciągle trwała. Choć wciąż nie udało się kelnerzyny złamać, co było troszkę frustrujące. Czmeu aż tak mu zależało by utrzymać uśmiechnięty wyraz twarzy? To nie miało sensu. Będzie musiał zapamiętać tak godnego przeciwnika....
-Ja długo już siedzisz w tym barze? - Zapytał się po chwili ciszy, na razie robiąc wszystko, aby takowa nie zapadła. Nie miał ochoty pogrążyć się w rozmyślaniach. Zresztą, ta rozmowa nie była taka zła... chyba....
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Duncan
Barman
avatar

Liczba postów : 42
Join date : 13/01/2018
Skąd : Kanada.

PisanieTemat: Re: Fat Angel.   Sob Sty 27, 2018 5:35 pm

Wcale nie twierdzę, że są dobre… Ale myśl pozostała tylko myślą i Duncan jej nie wypowiedział. Byłoby to w jego mniemaniu antyreklamą, a ludzi nieogarniętych jak on rzadko przyjmowano do pracy. Choć wątpił, by ktokolwiek zauważył brak tego akurat jegomościa. Gdyby to był stały klient… W sumie i tak musiałby przykuć oko właścicielki, która nie była w lokalu od dłuższego czasu. Przynajmniej nie w godzinach otwarcia. Zawsze podchodziła do niego i pytała, co u niego słychać, jak mu się pracuje, czy nie potrzebuje urlopu. Pewnie i tak by mu go nie udzieliła, ale Duncan nawet o niego nie prosił. Lubił mieć zajęcie – inaczej całe dnie spędzałby jedząc gotowe posiłki z supermarketu obok swojego mieszkania i oglądając głupie sitcomy. Wszystko było w nich tak dosłowne, że rozumiał, o co chodzi. Rzadka sytuacja.
Teoretycznie nie mogę – odparł dość tajemniczo, akcentując mocniej pierwsze słowo. Musiał kiedyś pić alkohol, skoro stwierdził, dość pewnie, że go nie lubi. Czasem próbował także swoich drinków (tych lżejszych), by sprawdzić, czy może jego zdanie na temat procentów się zmieni – do tej pory nie zanotował mieszanki, która przypadłaby mu do gustu. Dlatego, jak zasugerował Rudy, korzystał częściej z klientów i ich reakcji na jego kreacje. – Nie przyglądam się drinkom, ale ludziom, którzy je piją – odparł uprzejmie, pozostawiając wreszcie wszelkie szklanki i resztę rzeczy, które wpadły mu w ręce, w spokoju. Przeniósł powoli wzrok na rozmówcę, patrząc prosto w jego zielone oczy. Zazwyczaj ludzie w takiej sytuacji się peszyli, ale nie sądził, by akurat w tym przypadku coś takiego miałoby mieć miejsce. Odwrócił na chwilę wzrok, by ogarnąć nim lokal – sprawdzał, czy nikt w najbliższej przyszłości nie będzie im przerywał. Wszyscy raczej pochłonięci byli samymi sobą albo alkoholem i nie zapowiadało się na to, by mieli podejść do kontuaru. Idealnie. 
Wrócił do patrzenia na Rudego i stwierdził, że ma intensywnie zielone oczy. Dziwna mieszanka – rude włosy i zielone oczy. Brakowało tylko piegów do dopełnienia stereotypu. Zauważył, że klient także ma długie włosy – to ich łączyło.
Miło, że ci smakuje – skusił się na szerszy uśmiech. Był on bolesny, bo Duncan jak zwykle miał pogryzione niemalże do krwi wargi. Sięgnął do tylnej kieszeni znoszonych, przesiąkniętych zapachem dymu spodni i wyjął pomadkę, którą przejechał po spierzchniętych ustach. Od razu pomogło; chłód mięty pomógł w złagodzeniu bólu, ale także zaostrzył go w miejscu, w którym rana była najgłębsza. Skrzywił się, choć tylko na chwilę. Wrócił do uśmiechania się, tym razem lepiej przygotowany.
Prawie dwa lata, jeśli chodzi o staż pracy. A jeśli o dzisiejszy dzień… – spojrzał na zegar. – Prawie pięć godzin – odparł, uświadamiając sobie, jak dużo czasu już tu gnije. Dwa lata w tej przesiąkniętej dymem i smrodem alkoholu dziurze. Niewyobrażalne. Gdy wyjeżdżał z Kanady, w jego głowie wyglądało to lepiej. Ale był wtedy młodszy, a do tego niedoświadczony. Nie żeby teraz miał jakieś ogromne pojęcie o życiu, ale jego spojrzenie na pewne sprawy zdecydowanie się zmieniło. W końcu jego opinia wciąż się kształciła. Nawet ta na temat Rudego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dixit
Różany sadysta
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/12/2017

PisanieTemat: Re: Fat Angel.   Pon Sty 29, 2018 5:41 pm

-Rozumiem, że prawda wyparła teorię. - Zaśmiał się cicho. Oczywiście, nie podejrzewał, aby młodzieniec ani razu nie włożył trunku do ust. W końcu zakaz dotyczył tylko tak naprawdę sprzedaży alkoholu, to wszystko zależy od tego jak interpretujesz prawo. Jak wiadomo czasem można znaleźć w nim wiele dziur... lub po prostu faktów, które można wykorzystać na swoją korzyść. -To bardzo ciekawe masz zajęcie. - Mruknął sarkastycznie. Wciąż, barman faktycznie najwięcej mógł wyciągnąć z przyglądania się ludziom. W końcu z ich reakcji tylko mógł wywnioskować jak szerokiej publice smakuje dany trunek.
Dixit nigdy nie był dobry w obchodzeniu się z ludźmi, jednakże troszkę doświadczenia miał w ich obserwacji. Używał tego skilla podczas bardzo rzadkich rozmów z innymi.
Chłopak nareszcie skończył mieszać swój napój rurką i wziął kolejny łyk, przyglądając się z uwagą barmanowi, albowiem nie miał nic lepszego do roboty. Brak roślin w tutejszym lokalu zaczynał go coraz bardziej dobijać, bo nie miał alternatywy, na której mógł skupić swój wzrok. Zwykle, jeśli gdziekolwiek dojrzy jakąś roślinkę , to bada jej każdy detal, aż nie będzie całkowicie usatysfakcjonowany, jednakże tutaj nie było takiej możliwości. Co za szkoda, doprawdy. Cy to było uzależnienie? Zdecydowanie. Czy młodzieniec powinien się tym martwić? Zdecydowanie... nie.
Chłopak westchnął zrezygnowany, widząc uśmiech barmana. Miał wrażenie, jakby od wygranej oddalał się coraz bardziej. Zresztą, to jego wina, że palnął jakiś komplement. Dixit należał do osób, które, gdy się na coś uprą, to nie wiedzą kiedy się wycofać, albo po prostu nie chcą, dlatego chłopak dalej walczył. Albo przynajmniej sprawiał takie wrażenie.
-Dwa lata, co? Nie tak źle. - Rzucił lekko rozbawiony. To dłużej, niż zdołał istnieć Dixitowa kwiaciarnia. Barman musiał naprawdę lubić ten lokal, albo po prostu nie mieć innego miejsca, gdzie mógłby możliwie pracować.  -Już 5 godzin w tak przytłaczającej atmosferze? Ja bym umarł z nudów. - Westchnął cicho. Trudno było właściwie stwierdzić, czy to był jakiegoś rodzaju podziw a może po prostu czysto bezcelowa uwaga, która wyrażała opinię tego młodzieńca.
W sumie to sam pracował w miejscu, w którym nic nie robisz, tylko siedzisz przy ladzie, wśród wielu roślinek, i czekasz na klientów, co jakiś czas zajmując się kwiatkami. Jednakże będąc wśród tego, co uważał za kochane, nie odczuwał tak boleśnie upływu czasu. To bardzo duże osiągnięcie, przynajmniej w jego opinii, znaleźć taką robotę.
-No cóż, każdy kisi się w innym miejscu. - Rzucił, dopijając ostatnie łyki swojej wody. -Daje ci to chociaż satysfakcję?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Duncan
Barman
avatar

Liczba postów : 42
Join date : 13/01/2018
Skąd : Kanada.

PisanieTemat: Re: Fat Angel.   Pon Sty 29, 2018 8:15 pm

Obserwacje zachowań, reakcji a także przysłuchiwanie się rozmowom gości nauczyło Duncana, jak dziwacznie zachowywać mogą się ludzie. Na początku nie potrafił odgadnąć, co oznaczają poszczególne miny, z jakimi emocjami się wiążą, ale szło mu coraz lepiej. To znaczy – nadal było dość słabo (by nie powiedzieć tragicznie), ale widać było postęp. Rozwijał się. Nie był dobrym obserwatorem – cierpliwość to nie jest jego mocna strona; nigdy nie była i nie będzie. Był wręcz stworzony do okazywania emocji, a nie krycia ich w sobie. 
Może raz czy dwa – odparł przekornie, zmieniając nogę, na której opierał teraz ciężar ciała. Długie stanie sprawiało, że nogi mu drętwiały i czasem musiał je rozchodzić, aby przywrócić im czucie. Poruszył nimi za barem, pobudzając krążenie. Potem podrapał się po szyi; po ilości wykonywanych akcji można stwierdzić, że był on człowiekiem czynu. I kłótni. A teraz stał tylko i spokojnie rozmawiał, co nie było dla niego aż tak typowe. Nawet jak na pracownika, który teoretycznie powinien być otwarty na ludzi. 
Niestety biedny, niezrozumiany przez nikogo Duncan wielokrotnie już zorientował się, że ludzie niechętnie okazują emocje. Przez to trudniej ich było odczytać. Wolał ekspresyjne osoby; takie, po których od razu widać, o co im chodzi. Ułatwiały mu w ten sposób życie i kontakt z nimi. Zamknięci w sobie introwertycy odstraszali go swoim wycofaniem i opanowaniem. Nie umiał ich rozgryźć; z drugiej strony miał też problem z osobami nadmiernie wesołymi. One także skrywały w sobie zbyt dużo, żeby od razu stwierdzić, o co chodzi. Czemu ciągle się śmieją? Nawet wtedy, gdy sytuacja jest tragiczna? O co im w ogóle chodzi? Frustracja – to idealnie określa, jak czuł się w ich towarzystwie. 
Tragicznie – nie było w tej wypowiedzi prawie żadnych emocji, raczej stwierdzenie faktu. Miało to być odpowiedzią na oba stwierdzenia. Po chwili namysłu, którą sobie dał, postanowił dodać coś jeszcze – Przecież umieram z nudów; inaczej bym z tobą nie rozmawiał – do tej pory to raczej Rudy próbował go podjudzać; teraz rola się odmieniła. Czekał na reakcję. Chciał zobaczyć, czy klient jest trudny do rozgryzienia, czy może na jego twarzy wymaluje się kalejdoskop wrażeń – może niedowierzanie, szok, a dopiero potem złość? Może zaciekawienie? Uniesie brwi, uśmiechnie się? A może napnie mięśnie twarzy, zazgrzyta zębami? Mocniej zacisnął dłonie na kontuarze i pochylił się trochę do przodu, żeby lepiej widzieć i słyszeć chłopaka stojącego przed nim. Otworzył szerzej błyszczące oczy, a źrenice rozszerzyły się, by chłonąć więcej światła, więcej widzieć. Czekał na reakcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Fat Angel.   

Powrót do góry Go down
 
Fat Angel.
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Mystery Town :: Gravity Falls :: Centrum miasta-
Skocz do: